Pierwsza gwiazdka zwiastuje nadejście zmierzchu. W nocy temperatura spada do minus 13 stopni Celsjusza. Do tego kilka centymetrów śniegu, który utrudnia poruszanie się. Brak jedzenia i wody. - Nie wyobrażam sobie spędzić nawet jednego dnia w takich warunkach - mówi Joanna Sarnecka, antropolożka kultury oraz animatorka działań społecznych. Ponad tydzień temu była w okolicach Hajnówki, gdzie organizowała zajęcia teatralne dla dzieci i wraz z córką pomagała migrantom. Nie pierwszy raz w ostatnich miesiącach. - Dla mnie w tym roku święta są niemożliwe. Aktywiści robią wszystko, aby migranci przeżyli te święta i każdy kolejny dzień, ale nie tak to powinno wyglądać - wyjaśnia.
Rok temu mało który migrant z Iraku czy Afganistanu, polski aktywista i funkcjonariusz służb mogli przypuszczać, że ich losy splotą się podczas kolejnej gwiazdki. Mija właśnie pół roku, od kiedy gwałtownie wzrosła liczba prób przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Reżim Alaksandra Łukaszenki wykorzystał obcokrajowców do destabilizacji sytuacji w naszym regionie Europy, a polskie władze odpowiedziały stanem wyjątkowym i faktyczną militaryzacją terenów przygranicznych. W ciągu ostatnich tygodni liczba incydentów notowana przy granicy spadła, ale to nie oznacza końca kryzysu. Także w święta.
Polska dżungla
- Jeden z migrantów, który zmarł w ostatnich tygodniach po polskiej stronie, miał na imię Issa, czyli po arabsku Jezus, był chrześcijaninem. Trudno o bardziej symboliczny dowód na to, że coś z nami jest nie tak. Jezus umarł na granicy - przypomina Joanna Sarnecka. Od migrantów usłyszała, że o podlaskich lasach mówią "Polish jungle" (z ang. polska dżungla). Oczywiście wynika to z różnic środowiska naturalnego. - Z drugiej strony, zupełnie przypadkiem, stworzyli oni doskonały obraz polskiego chaosu, państwa, w którym nie działa prawo ani krajowe, ani międzynarodowe - komentuje Sarnecka. Ma na myśli przede wszystkim przypadki tzw. push backów, czyli wypychania migrantów z powrotem na teren Białorusi.
Jeden z migrantów, który zmarł w ostatnich tygodniach po polskiej stronie, miał na imię Issa, czyli po arabsku Jezus, był chrześcijaninem
Joanna miała okazję poznać również perspektywę mieszkańców terenów przygranicznych. - Dzieci widzą wokół siebie pojazdy wojskowe. Kiedy jadą z rodzicami, kontroluje ich policja, w drodze do domu mijają np. wojskowe rosomaki - relacjonuje. 20-tysięczna Hajnówka (położona ok. 15 km od granicy) obchodzi święta znacznie dłużej, niż w innych częściach Polski, bo prawie miesiąc - od katolickiej Wigilii po prawosławne święto Trzech Króli. O Bożym Narodzeniu przypomina w mieście przygranicznym okolicznościowa iluminacja.
Pomimo napiętej sytuacji na granicy w Hajnówce nie zapomniano o świętach. - Grupa przedszkolaków przystroiła niedawno jedno z drzewek przed magistratem własnoręcznie wykonanymi ozdobami. W ubiegłą niedzielę mieliśmy również trzecią edycję jarmarku świątecznego, na którym można było kupić choinki czy bożonarodzeniowe produkty - opowiada Jerzy Sirak, burmistrz Hajnówki. Po chwili dodaje jednak, że tegoroczne święta będą inne niż wszystkie. - W chrześcijańskiej tradycji talerz przy wigilijnym stole jest dla każdego potrzebującego. W tym kontekście myślimy zarówno o migrantach, jak i funkcjonariuszach różnych służb.
Święta na dyżurze przy granicy spędzą lekarze, pielęgniarki i ratownicy z Polskiego Centrum Pomocy Międzynarodowej (PCPM). Od połowy listopada udzielają podstawowej pomocy migrantom w obszarze byłego stanu wyjątkowego. Choć zniesiono go z końcem listopada organizacje pozarządowe i aktywiści nadal nie mogą działać w bezpośredniej strefie przy granicy z Białorusią. - Dyżury pełnią 3-, 4-osobowe zespoły z karetką do dyspozycji. Czasem jedna interwencja trwa od drugiej w nocy do południa dnia kolejnego, co jest spowodowane trudnościami w dotarciu do miejsca zgłoszenia - mówi Aleksandra Rutkowska, rzeczniczka PCPM.
Telefon alarmowy, przez który można zgłosić interwencję na terenach przygranicznych, dzwoni coraz rzadziej. Ale dopóki są zgłoszenia, ratownicy niosą pomoc. Rutkowska opowiada o ostatnich interwencjach: - Mężczyzna miał uraz lewego barku i mimo prawdopodobnego zwichnięcia, nie zgodził się na pójście do szpitala. Podaliśmy mu leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, zabezpieczyliśmy bark i poinstruowaliśmy, jak powinny wyglądać następne kroki w leczeniu. Potem dotarliśmy do kobiety z bólami w nadbrzuszu. Miała zawroty głowy, trudności w oddawaniu moczu i wymiotowała. Przekazaliśmy jej potrzebne lekarstwa z zapasem na kolejne siedem dni.
Ośmiu mężczyzn i kobieta w lesie - następna interwencja. Wszyscy byli osłabieni i przemoczeni. Dostali od medyków suche ubrania i śpiwór. Pięcioro skarżyło się na silne bóle nóg i problemy z poruszaniem się. Bez odmrożeń ani zagrażających zdrowiu urazów. Ratownicy przekazali leki przeciwbólowe i przeciwzapalne, a także elektrolity.
Około stu medyków pomaga migrantom po godzinach, w dyżurach po 24 godziny. Większość ma doświadczenie w pracy w rejonach kataklizmów i konfliktów na całym świecie. Dlatego misja obok granicy z Białorusią, choć kilkaset kilometrów od domu, i tak jest dla nich bliżej niż podczas wielu innych wyjazdów. - Nikt nie powinien zostać bez pomocy - podkreśla Aleksandra Rutkowska.
Karp dla żołnierzy
Popularne w magazynie
Migranci są osamotnieni nie tylko w lasach Podlasia. Ci znajdujący się w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców czują się podobnie. Dr hab. Witold Klaus, członek zarządu Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, tłumaczył, że te placówki są przepełnione, a niektóre powstały ad hoc w ciągu ostatnich miesięcy. - Faktycznie, część migrantów nie zna języka angielskiego i posługuje się językami, do których trudno znaleźć w Polsce tłumaczy. To jednak nie jest największą trudnością. Władze na każdym kroku utrudniają nam niesienie pomocy migrantom. Utrudniają spotkania w zamkniętych ośrodkach i nie ułatwiają rozmów zdalnych z obcokrajowcami - wyjaśnia.
Nie są tam zapewnione warunki do dyskretnej rozmowy, a migranci podczas spotkań z prawnikami często poruszają trudne i osobiste tematy. - W okresie świątecznym kontakt z nimi będzie utrudniony z powodu mniejszej obsady strażników w ośrodkach. Dla większości migrantów nie będzie to specjalny czas, bo nie są chrześcijanami i będą dodatkowo osamotnieni, bowiem mniej osób będzie mogło i chciało się z nimi skontaktować z uwagi na przerwę świąteczną - dodaje dr hab. Klaus.
Boże Narodzenie na granicy spędzają również funkcjonariusze różnych służb. Chodzi o co najmniej 10 tys. żołnierzy, strażników granicznych i policjantów. - Świąteczne dni nie mogą się różnić od pozostałych. Służba przypomina działania na misjach międzynarodowych i jest podzielona na trzy zmiany - wyjaśnia płk Marek Pietrzak, rzecznik Wojsk Obrony Terytorialnej. W operacji pod kryptonimem Silne Wsparcie, do której należą wszelkie działania WOT przy granicy z Białorusią, biorą udział głównie terytorialsi z brygad: lubelskiej i podlaskiej, którzy korzystają z własnej infrastruktury. Święta w tymczasowych obiektach i tych udostępnionych przez samorządy spędzą żołnierze wojsk operacyjnych. Do czasu wybuchu kryzysu migracyjnego nie było w tym obszarze praktycznie żadnej stałej infrastruktury dla żołnierzy. - Wojska logistyczne dostarczą potrawy wigilijne, jak karp. Spotkania świąteczne będą odbywać się w małych grupach, nie planujemy dużego spotkania - dodaje płk Pietrzak.
Służby i politycy obozu rządzącego apelowali do Polaków, aby puste miejsce przy wigilijnym stole zostawili z myślą o żołnierzach i funkcjonariuszach. Opłatkiem z wojskowymi połamała się para prezydencka, ale Andrzej i Agata Dudowie podczas świątecznego spotkania nie wspomnieli o migrantach.
Podczas patrolu pograniczników
Najnowsze dane Grupy Granica, kolektywu organizacji pomagających obcokrajowcom na wschodzie Polski, dowodzą, że kryzys migracyjny wcale się nie skończył. Tylko w dniach 1–17 grudnia o pomoc do aktywistów zwróciło się co najmniej 311 osób, w tym co najmniej 11 dzieci. Zgłoszono zaginięcie 11 osób. Grupa Granica podjęła również co najmniej 92 interwencje, niosąc pomoc humanitarną, medyczną i prawną.
- Nadal nie możemy świadczyć pomocy w strefie, gdzie obowiązywał stan wyjątkowy. Święta będą również trudnym czasem dla wolontariuszy i aktywistów, dla których wolne miejsce przy wigilijnym stole nabierze realnego znaczenia. Obawiamy się, że gdy strefa przygraniczna zostanie ponownie otwarta, znajdziemy tam ciała migrantów - alarmuje Agnieszka Kosowicz, prezeska Fundacji Polskie Forum Migracyjne. Do aktywistów docierają sprzeczne sygnały, jeśli chodzi o Straż Graniczną. Jedne mówią o brutalnych zachowaniach funkcjonariuszy, inne o organizowaniu przez strażników zbiórek dla cudzoziemców w strzeżonych ośrodkach.
Obawiamy się, że gdy strefa przygraniczna zostanie ponownie otwarta, znajdziemy tam ciała migrantów
- Gdybym miała życzyć czegoś strażnikom, czy innym służbom, które są tam na miejscu, życzyłabym, by nigdy oni ani ich dzieci nie musieli przedzierać się przez obcy kraj, las, ciemność i przemoc - podsumowuje Joanna Sarnecka i apeluje, by wszyscy świętujący w tym czasie, podzielający chrześcijańskie wartości razem głośno i zdecydowanie powiedzieli: dość przemocy. - Jak można wobec tej sytuacji normalnie żyć, siąść do stołu z rodziną w ciepłym domu, przy obficie nakrytym stole?
(...) Pomódl się za innych
W święta to trudne
Ale kiedy Ty spędzasz miło czas
Za oknem wciąż jest świat
Świat obaw i strachu
(...) Czy oni w ogóle wiedzą o tym, że są Święta?
(Fragment piosenki Band Aid - "Do They Know It's Christmas?", tłum. Tekstowo.pl).