„Wczoraj w nocy (7 lutego – red.) zamówiłam Bolta, który miał mnie zawieźć ze spotkania ze znajomymi na Świętokrzyskiej w Warszawie do domu - na Wolę. Ta trasa zwykle zajmuje jakieś 6 minut o tej porze. Wczorajszej nocy trwała godzinę”. Tak swoją historię rozpoczyna 28-letnia Noemi Sopolińska. Jej wpis na Facebooku zainicjował serię głośnych publikacji prasowych poświęconych gwałtom w taksówkach na aplikację. Szybko okazało się, że ofiar jest znacznie więcej.
"Patrzył na mnie jak psychol"
Kobieta zdecydowała się napisać o wszystkim w mediach społecznościowych, choć jak przyznała, nie przyszło jej to łatwo. „Byłam tak zmęczona dwudniowymi warsztatami tanecznymi, że padłam. Po prostu zasnęłam. Śniło mi się, że mówi do mnie jakiś męski głos i dotyka mnie po pośladkach. Gdy się obudziłam okazało się, że to nie był sen… Facet ze zdjęcia, czyli kierowca Bolta, wywiózł mnie na jakiś parking, było pusto dookoła, jakieś domy jednorodzinne, niedaleko ogromny piętrowy parking typu Park and Ride. Silnik zgaszony, zapalone światło w samochodzie i on przekraczający granice mojej prywatności i nietykalności cielesnej. Gdy się ocknęłam i dotarło do mnie, co się dzieje, wpadłam w taki szał ze strachu, że myślałam, że go rozszarpię. Powiedziałam jemu, że albo mnie zawiezie do domu, albo dzwonię na policję” – napisała.
„Patrzył na mnie jak jakiś psychol, we mnie rosła frustracja, a on tylko mówił »AJM SORI« - I’m sorry do cholery?! I myślał, że co? Wrócę do domu i zapomnę o tym? Cały czas czuję tę jego rękę, widzę jego twarz jak zamykam oczy i słyszę jego głos, czuję obrzydzenie do niego, do Was jako do firmy Bolt i co najgorsze do siebie (…) W końcu mnie odwiózł, choć jak teraz sobie o tym myślę, to przecież nie wiedziałam, co było w jego głowie i do jakich czynów mógłby się jeszcze posunąć, ale dookoła było tak pusto i ciemno, że nie chciałam być tam sama i w tamtym momencie wydawało mi się to być mniejszym złem… poza tym starałam się nie dać po sobie poznać, że się boję, a raczej próbowałam pokazać swoją postawą, że lepiej dla niego, jeżeli odstawi mnie do domu” – kontynuowała.
Wierzchołek góry lodowej
Kiedy kilka dni temu rozpocząłem pracę nad tym artykułem media obiegła kolejna informacja o młodej kobiecie wykorzystanej seksualnie przez kierowcę taksówki Bolt w Warszawie. Sprawę opisała „Gazeta Wyborcza”. 24 marca para dwudziestolatków – Łukasz i Anna - wracała wspomnianym pojazdem z wieczornego spotkania u znajomych. Łukasz wysiadł pod swoim domem, a Anna pojechała dalej. Kierowca Bolta – 30-letni Turkmen – wykorzystując okazję, że został z kobietą sam na sam, zatrzymał się na stacji benzynowej, zatrzasnął drzwi samochodu, a następnie napadł na pasażerkę i ją zgwałcił. 20-latka trafiła do szpitala. Podobnych historii w ostatnich miesiącach było jednak znacznie więcej, a eksperci zajmujący się problemem przemocy wobec kobiet przekonują zgodnie, że sprawy opisywane przez media, to jedynie „wierzchołek góry lodowej”.
Joanna Gzyra-Iskandar z Centrum Praw Kobiet tłumaczy: - Skala przemocy seksualnej w przejazdach osobowych nie jest znana z szeregu przyczyn, podobnie jak skala innych rodzajów przemocy. Z badań wiemy, że bardzo niewiele ofiar decyduje się na zgłoszenie przemocy policji (jeśli chodzi o gwałty w Polsce zgłaszanych jest ok. 8 proc. tego typu przestępstw).
- Wynika to z traumy, jaką jest doświadczenie gwałtu, z poczucia wstydu (bo żyjemy w społecznym paradoksie, w którym to ofiary wstydzą się, że je skrzywdzono), ale również z uzasadnionego braku zaufania do funkcjonariuszy i z powodu obawy, jak zostaniemy potraktowane podczas składania zawiadomienia. Z danych podawanych przez policję wiemy, że w latach 2020-21 policja w Warszawie prowadziła 17 takich postępowań (tj. dotyczących przemocy seksualnej w przejazdach na aplikację) oraz że 20 proc. gwałtów zgłaszanych stołecznej policji to napaści w trakcie przejazdu.
Z danych podawanych przez policję wiemy, że w latach 2020-21 20 proc. gwałtów zgłaszanych stołecznej policji to napaści w trakcie przejazdu
Sprawą Noemi zainteresowała się posłanka Koalicji Obywatelskiej Aleksandra Gajewska. Po pojawieniu się pierwszych publikacji prasowych szybko podjęła interwencje m.in. u Komendanta Stołecznej Policji oraz ministra sprawiedliwości. Pod koniec marca Gajewska zorganizowała w Sejmie dużą konferencję poświęconą licznym doniesieniom o przypadkach molestowania seksualnego i gwałtów w taksówkach na aplikację. Jedną z zaproszonych osób była Noemi, która w bardzo emocjonalnej wypowiedzi zwróciła uwagę, że problem gwałtów w popularnych przejazdach nie jest zjawiskiem marginalnym i wymaga pilnych i zdecydowanych kroków.
Na spotkaniu w Sejmie Noemi nie mogła ukryć łez
- Część osób mogłaby zastanawiać się, czy to, co teraz robię, ma sens. Czy to, że mówię o tym publicznie, ma sens? Czy ma w skali tego, z czym muszę się mierzyć publicznie. Moja odpowiedź brzmi: tak. Bo jeżeli mogę pomóc chociaż jednej osobie, to to zrobię. Ponieważ dopiero w momencie upublicznienia mojej historii, okazało się, że są nas dziesiątki, jak nie setki. Zabieram głos w imieniu wszystkich kobiet, które do mnie napisały, które do mnie zadzwoniły, które wciąż się odzywają – mówiła podczas konferencji.
Dziesiątki skrzywdzonych kobiet
Realna skala tego zjawiska rzeczywiście może być ogromna. Kilka dni temu skontaktowała się ze mną młoda kobieta, która przyznała, że w 2019 roku dzięki swojej przytomnej postawie prawdopodobnie uniknęła podobnej napaści. – W pewnej chwili w samochodzie rozpylony został gaz, który miał działanie usypiające. Szybko otworzyłam okno, nabrałam świeżego powietrza i zaczęłam wrzeszczeć na kierowcę, że ma mnie jak najszybciej odwieźć do domu. Byłam przerażona, ale na szczęście nic się nie wydarzyło – mówi mi kobieta, która chce zachować anonimowość. Jak się okazuje sprawa rozpylanego w taksówkach gazu była już wielokrotnie sygnalizowana w mediach społecznościowych i okazała się prawdą.
Policja w stołecznym Śródmieściu potwierdziła, że w okresie wrzesień-listopad ubiegłego roku otrzymano dwa zgłoszenia o gwałtach w taksówkach na aplikację. W tej sprawie do tymczasowego aresztu trafiło dwóch obywateli Gruzji.
Kobiety, zamawiając przejazd przez aplikacje, nie wiedzą do końca kim jest kierowca
Posłanka Aleksandra Gajewska powiedziała mi, że w ostatnich tygodniach zapoznała się z dziesiątkami historii skrzywdzonych kobiet, a lista ta z każdym dniem jest coraz dłuższa. - Nie ma tygodnia, w którym nie dowiadywałabym się o kolejnych dramatycznych sytuacjach. Począwszy od tych, w których kobiety czuły zagrożenie, ale ich szybka reakcja doprowadziła do przerwania przejazdu, aż do tych z pierwszych stron gazet, w których doszło do molestowań i gwałtów. Najbardziej przeraża mnie to, z czym te kobiety zostają: z traumą, brakiem wsparcia i podstawowych, systemowych rozwiązań – przekonuje.
- Wiemy, jak działa publiczny dostęp do psychologa i psychiatry w Polsce. Niestety, istnieje on tylko w teorii. Te kobiety muszą otrzymać taką pomoc natychmiast, a realnie nie mają takiej możliwości. To przerażające, że po takiej traumie pozostają one same, a wsparcie mogą uzyskać jedynie od swoich bliskich, choć wiemy, że nie zawsze jest to możliwe. Przecież są przypadki, w których kobiety pochodzą z małych miejscowości, wstydzą się tego, co się stało, ciężko jest im opowiedzieć o tym, co przeżyły i nie mają pieniędzy, aby uzyskać specjalistyczną pomoc psychologiczną i psychiatryczną prywatnie. Państwo powinno stać w takich sytuacjach murem za kobietami.
Popularne w magazynie
Czy państwo polskie zdaje w tej sprawie egzamin? Moje rozmówczynie przekonują, że potrzebne są nie tylko zmiany systemowe, ale także odpowiednie przeszkolenie służb, które w pierwszej kolejności otrzymują zgłoszenia od ofiar. W wielu przypadkach brakuje bowiem nie tylko zawodowego profesjonalizmu, ale i elementarnej wrażliwości. Noemi Sopolińska ujawniła w jednym z wywiadów, jak wyglądała jej wizyta na komisariacie policji. - Potraktowano mnie nieprzyjemnie. Policjantka zaczęła rozmowę od hasła - proszę mnie nie nagrywać – mimo, że nawet nie planowałam tego robić. Następnie czterokrotnie sprawdziła mnie alkomatem. Byłam po spotkaniu ze znajomymi. Wypiłam trzy kieliszki wina. Badanie wskazało 0,8 promila, jednak na każdego alkohol działa inaczej. Nie zataczałam się, nie bełkotałam, myślałam logicznie – mówiła w rozmowie z Interią.
Policjantka miała skomentować jej relacje słowami: „Nie lubię ludzkiej głupoty”. Podczas konferencji w Sejmie 28-latka wróciła do tego zdarzenia. - Przechodzimy traumę dzień w dzień. Bardzo bym chciała, żeby od samego początku, kiedy zjawiłam się na policji, zostało mi okazane odpowiednie wsparcie. Rozumiem kobiety, które o tym nie mówią. To boli, żeby powiedzieć o tym na głos. To raz. Dwa - na pewno martwią się tym, że zostaną ocenione. To jest nieuniknione. Może boją się też tego, że po prostu zostaną wyśmiane, lub jak w moim przypadku, ktoś zarzuci im, że robią to dla poklasku, dla atencji - powiedziała.
Potrzebna zmiana prawa
Joanna Gzyra-Iskandar z Centrum Praw Kobiet podkreśla, że już teraz potrzebne są zmiany na płaszczyźnie prawnej i instytucjonalnej, które poprawiłyby sytuację wszystkich ofiar przemocy seksualnej. - Po pierwsze, to konieczność zmiany prawnokarnej definicji przestępstwa zgwałcenia, która aktualnie obejmuje tylko wybrane przypadki gwałtu, dyskryminując przy tym część ofiar i nie pozwala im dochodzić sprawiedliwości, pogłębiając ich traumę. Zmiana polskiego prawa w tym zakresie to dostosowanie go do zapisów Konwencji stambulskiej, która wymaga jednoznacznego zapisu, że brak zgody konstytuuje podstawowy typ przestępstwa zgwałcenia. Propozycją Centrum Praw Kobiet jest wprowadzenie przemocy, groźby bezprawnej i podstępu jako przesłanek zaostrzających odpowiedzialność karną, a nie konstytuujących przestępstwo, jak jest w tej chwili – tłumaczy.
Rozumiem kobiety, które o tym nie mówią. To boli, żeby powiedzieć o tym na głos
- Po drugie, dostrzegamy konieczność przeprowadzenia profesjonalnych szkoleń dla funkcjonariuszy policji, prokuratorów oraz sędziów, którzy w swojej pracy zajmują się sprawami przemocy seksualnej i przemocy ze względu na płeć. W 2015 roku Prokurator Generalny wydał – bardzo sensowne – zasady postępowania w sprawach o przestępstwo zgwałcenia, ale w praktyce są one martwe. Z doświadczeń klientek Centrum Praw Kobiet, a także chociażby na przykładzie historii pani Noemi, która uruchomiła lawinę ujawniania innych historii napastowania w czasie przewozów, widać jasno, że takie szkolenia są niezbędne, aby pracownicy służb i wymiaru sprawiedliwości nie pogłębiali traumy ofiar przemocy seksualnej, lecz postępowali wobec nich profesjonalnie, z poszanowaniem ich godności i trudnych doświadczeń. Po trzecie, poza zmianą stosunku organów ścigania i wymiaru sprawiedliwości do ofiar, dostrzegamy konieczność przepracowania podejścia tych instytucji do sprawców przemocy. Państwo powinno korzystać ze wszystkich prawem dostępnych środków, aby karać sprawców przemocy. Z doświadczeń Centrum Praw Kobiet wiemy jednak, że z wielu przyczyn nie zawsze się tak dzieje. Bezkarni sprawcy nie tylko dalej stosują przemoc, ale również budują u innych sprawców świadomość bezkarności za akty przemocy wobec kobiet, co napędza spiralę przemocy.
Aleksandra Gajewska zauważa, że w przypadku działań instytucji państwowych mamy do czynienia z „błędnym kołem”. - Niestety, to problem na obu tych płaszczyznach. Zarówno złe prawo, jak i oczywiste zaniechania odpowiednich służb prowadzą do tego, że sprawcy, ale też korporacje czują się bezkarnie. Są zaniechania, przepisy dotyczące przewozów nie są weryfikowane, a konsekwencje nie są wyciągane – wyjaśnia.
Już teraz potrzebne są zmiany na płaszczyźnie prawnej i instytucjonalnej, które poprawiłyby sytuację wszystkich ofiar przemocy seksualnej
- Posłanka zapowiada, że m.in. z jej inicjatywy będą niebawem podejmowane propozycje zmiany prawa. - Propozycje działań w obszarze legislacyjnym, ale nie tylko, zostały przedstawione podczas ostatniej debaty przez m.in. przedstawicieli organizacji pozarządowych oraz ekspertów z różnych dziedzin. Teraz będziemy spotykać się i wypracowywać najlepsze i najskuteczniejsze rozwiązania, które trzeba wprowadzić natychmiast, aby kobiety mogły czuć się bezpiecznie. To są wrażliwe kwestie, a działania w tych obszarach chcemy podejmować rozważnie i odpowiedzialnie. Nie zależy nam, aby ta sytuacja stała się przedmiotem medialnego szumu. Chcemy, żeby za naszymi działaniami szły realne zmiany. Pasażerki nie mogą obawiać się o swoje bezpieczeństwo podczas przejazdów, a poszkodowane muszą mieć dostęp do pomocy psychologicznej i prawnej – wylicza polityczka.
„Doszło do kolejnego gwałtu”
Nie zapominajmy, że w całej sprawie niezwykle istotne są wewnętrzne procedury stosowane przez firmy świadczące usługi przewozowe na aplikację oraz ich reakcja na zgłaszane przypadki molestowania seksualnego i gwałtów. Czy spełniają one oczekiwania? Martyna Kurkowska z firmy Bolt zapewnia, że przedsiębiorstwo stosuje zasadę „zero tolerancji” wobec sprawców. - Zgodnie z naszymi procedurami, kierowca zostaje natychmiast zablokowany. Jednocześnie Bolt współpracuje z organami ścigania, którym przekazujemy wszystkie potrzebne informacje, aby umożliwić im podjęcie kolejnych, niezbędnych kroków w śledztwie – wyjaśnia moja rozmówczyni.
Kurkowska wylicza, że w ostatnim czasie Bolt wdrożył szereg rozwiązań mających zwiększyć bezpieczeństwo swoich pasażerów. - Od początku naszej działalności wprowadzaliśmy rozwiązania zapewniające bezpieczeństwo, takie jak rejestracja GPS każdego przejazdu, oceny kierowców przez pasażerów oraz aktywne zachęcanie użytkowników do weryfikowania danych samochodu i kierowcy przed rozpoczęciem przejazdu. W 2020 roku wprowadziliśmy w aplikacji panel bezpieczeństwa, który daje możliwość udostępniania położenia, co pozwala śledzić trasę wybranym przez pasażerkę czy pasażera osobom. Ponadto w przypadku zagrożenia, pasażer znajdzie wśród narzędzi bezpieczeństwa przycisk alarmowy, łączący go bezpośrednio z numerem 112 oraz przycisk kończący awaryjnie przejazd. W tym samym roku wprowadziliśmy również anonimizację numeru telefonu kierowcy i pasażera. W 2021 roku nasz zespół odpowiedzialny za kontakt z klientami został przeszkolony przez Fundację Feminoteka, aby zapewnić zgłaszającym jak najlepsze wsparcie w razie takiego incydentu – przekonuje.
Aplikacja z przewozami podkreslają, że dbają o bezpieczeństwo pasażerek
Choć przedstawicielka firmy Bolt zapewnia, że przedsiębiorstwo jest w fazie finalizowania współpracy z Fundacją Feminoteka i wprowadzania nowych rozwiązań wzmacniających narzędzia bezpieczeństwa, to wokół tych gwarancji pozostaje nadal wiele wątpliwości. - Czy słyszeli państwo o stanowisku którejś z firm? – pyta Aleksandra Gajewska. - Jeśli nie, to znaczy, że nie wybrzmiało ono wystarczająco. Mimo wszystko, to nie czas deklaracji, a konkretnych działań. Niestety, doszło do kolejnego gwałtu. To pokazuje, że nadal nie wypracowano rozwiązań, dzięki którym kobieta wracająca do domu ma pewność, że jest bezpieczna. Dopóki firmy nie wprowadzą konkretnych mechanizmów bezpieczeństwa, czyli między innymi sprawdzania w czasie realnym, kto prowadzi auto, rzetelniejszej weryfikacji kierowców i ich umiejętności do pełnienia roli kierowcy oraz szkoleń to niestety nie wyjdziemy z tego kryzysu, a tragedie nadal będą miały miejsce na ulicach naszych miast – zauważa posłanka.
- Uważam, że ani firmy świadczące takie usługi, ani też firmy taksówkarskie, nie są w stanie zapewnić pasażerkom stuprocentowego bezpieczeństwa. Na koniec dnia decyzję o zastosowaniu przemocy podejmuje konkretny człowiek – kierowca. I robi to mając świadomość, że będzie go bardzo łatwo zidentyfikować, ponieważ kierowcy korzystający z aplikacji muszą przedstawić szereg dokumentów zanim rozpoczną świadczenie usługi. Oczywiście nie zwalnia to firm z odpowiedzialności za prowadzenie działań profilaktycznych, edukacyjnych i wprowadzanie nowych rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo pasażerek, w tym opcji zamawiania przewozu realizowanego przez kobietę – tłumaczy z kolei Joanna Gzyra-Iskandar.
Ludzie są wstrząśnięci
Noemi przeszła traumę. Mimo że od koszmarnego wieczoru minęło już wiele tygodni, kobieta wie, że będzie go pamiętać do końca życia. Podczas wystąpienia w Sejmie trudno było jej powstrzymać łzy i mówić o tym, co ją spotkało spokojnym tonem. Trzeba jednak podkreślić, że to nie dostępne w aplikacji narzędzia bezpieczeństwa, a jedynie jej przytomna i zdecydowana reakcja prawdopodobnie ocaliła ją przed jeszcze większym dramatem. Co jeśli jednak w podobnej sytuacji napastnik okaże się bardziej napastliwy i agresywny? W jaki sposób kobieta może oddalić od siebie ryzyko wykorzystania seksualnego.
Ani firmy świadczące takie usługi, ani też firmy taksówkarskie, nie są w stanie zapewnić pasażerkom stuprocentowego bezpieczeństwa
- Nie ma jednej dobrej rady, jak należy zachować się w takiej sytuacji. To, co mogę powiedzieć z całą pewnością to to, aby myśleć przede wszystkim o swoim bezpieczeństwie. Akurat pani Noemi zdecydowała się na asertywną reakcję i wymogła na kierowcy, aby przestał ją napastować i odwiózł do domu. Nie zdecydowała się na ucieczkę, ponieważ nie wiedziała, gdzie się znajduje i czy nie sprowadzi na siebie większego niebezpieczeństwa. Każda taka sytuacja wymaga niestety indywidualnej oceny ryzyka. Pamiętajmy o tym, że warto korzystać z funkcji bezpieczeństwa w aplikacjach i np. udostępnić swoją trasę bliskiej, zaufanej osobie. Istnieją różne strategie minimalizowania ryzyka – niektóre kobiety przez całą trasę rozmawiają z kimś przez telefon, inne noszą przy sobie gaz. Pamiętajmy jednak, że jeśli dojdzie do napaści, to winny jest wyłącznie sprawca, a nie ofiara – bez względu na to, co robiła, czego nie robiła, w jakim była stanie trzeźwości i jak się zachowywała – mówi Joanna Gzyra-Iskandar.
- Ludzie są wstrząśnięci tym, co się dzieje i tym, że przecież można było tego uniknąć, gdyby od początku wprowadzone były rozwiązania na rzecz bezpieczeństwa podczas przejazdów. Duży szok wzbudza fakt, o którym już wspomniałam, że te kobiety pozostają bez niczego: bez wsparcia i publicznej, specjalistycznej opieki. To mogła być każda z nas. Opinię publiczną zbulwersowały również przypadki stygmatyzacji ofiary. Żyjemy w XXI wieku, w nowoczesnych aglomeracjach. Kobieta nie powinna być przymuszana do tłumaczenia się z własnych aktywności i z tego, czy podczas wieczoru z przyjaciółkami nie napiła się dwóch kieliszków wina. To przerażające, że komukolwiek przychodzi do głowy, żeby w takiej sytuacji pytać o takie rzeczy – dodaje Aleksandra Gajewska.
Informacje o gwałtach pojawiają się wszędzie, gdzie rośnie liczba przejazdów przez aplikacje przewozowe. W latach 2017-2019 zarejestrowano 4 tys. przypadków molestowania w USA wśród użytkowników aplikacji przewozowej Lyft. Więcej, bo 6 tys., w okresie 2017-18 ujawnił Uber – podaje stacja CNN. Gigant przewozów na aplikacje zapowiedział, że co dwa lata będzie publikował nowe statystyki o przypadkach molestowania i gwałtów. Jednak nowych statystyk do tej pory nie ujawniono.