"Feminizm przedkłada pracę nad pielęgnowanie ogniska domowego". Tego uczą się licealiści na religii
- Feminizm dezawuuje kobiecą subtelność i wdzięk, a podkreśla siłę i waleczność, osłabia to zdolność mężczyzny do trwałego związku - to fragment notatek z lekcji religii, które w mediach społecznościowych pokazała licealistka. Nauczyciele sami przyznają, że takich nieprawdziwych, tendencyjnych stwierdzeń jest więcej i to w podręcznikach z różnych przedmiotów.
Krótki film nagrany przez licealistkę udostępnił na Twitterze profil „Co dziś wymyślił Czarnek”. Na nagraniu młodzież pokazuje kserówki i opowiada, czego uczy się w liceum na religii. - Feminizm przedkłada pracę, karierę, samorealizację kobiety nad wychowanie dzieci, pielęgnowanie ogniska domowego. Dezawuuje kobiecą subtelność i wdzięk, a podkreśla siłę i waleczność, osłabia to zdolność mężczyzny do trwałego związku i pokochania kobiety na całe życie - czyta jedna z licealistek kserówki o tytule „Zagrożenia życia codziennego”.
Dalej z notatek dowiadujemy się, że feminizm także „zaburza relacje między płciami”. Jak opowiada licealistka, gdy młodzież oburzyła się na takie sformułowania, ksiądz zaczął ich pytać. - Chciałabym, żeby ten TikTok trafił do jak największej liczby osób. (...) To jest chore, co się od*** w szkole - podsumowuje dziewczyna na nagraniu. Pod postem od razu pojawiło się kilkadziesiąt komentarzy. Najczęściej o tym, że to „całkowita implozja czarnkowych wizji i planów”, czyli nawiązujących do obecnego ministra edukacji Przemysława Czarnka i jego spojrzenia na szkołę.
Czego nie uczy szkoła?
To nie jedyne nieprawdziwe i tendencyjne stwierdzenia, które są serwowane uczniom w szkole. - Nie wyobrażałam sobie, żeby mówić o niektórych rzeczach, które były w podręcznikach. Czytając je, nie wierzyłam, że autor jest człowiekiem wykształconym i zaleca to młodzieży – tak komentowała nauczycielka z jednego z łódzkich liceów podręczniki i materiały z WDŻ, czyli wychowania do życia w rodzinie. I chyba ten przedmiot – obok religii – króluje, jeśli chodzi o błędy merytoryczne.
W scenariuszu lekcji „Wędrując ku dorosłości” przy skutkach antykoncepcji można znaleźć np. taki cytat: „człowiek wyrządza krzywdę nie tylko sobie, ale także jedności, miłości i wierności małżeńskiej”. Na innej stronie jako środek wczesnoporonny podano wkładkę wewnątrzmaciczną, czyli metodę antykoncepcyjną.
- Z innych materiałów zapamiętałam też taki tekst, że „miesiączka to płacz macicy za niepoczętym dzieckiem”. Jeśli ktoś coś takiego przeczyta, a to jest w końcu zatwierdzony podręcznik do tego przedmiotu, to z jaką wiedzą wyjdzie? - mówi nauczycielka. Przyznaje, że z tych „pomocy dydaktycznych” nie korzysta. - Ale jestem biologiem, nie uczę tylko WDŻ. Ilu jest nauczycieli, którzy nie mają takiej wiedzy i korzystają z tych podręczników i przekazują coś takiego uczniom? – zastanawia się.
Zwłaszcza że nauczyciele u uczniów wciąż widzą brak jednej umiejętności, czyli weryfikowania źródeł informacji. Zgadzają się z tym, że dzieci nie muszą już na pamięć uczyć się definicji i dat, bo mogą to błyskawicznie znaleźć. Powinny uczyć się, gdzie tego szukać, żeby nie powtarzać takich błędów, jak z materiałów WDŻ czy religii. Tylko po chwili pojawia się hasło podstawa programowa, a ta kładzie silny nacisk na zapamiętywanie i znajomość tego, co w podręcznikach. Niektórzy pedagodzy widzą w tym pewną celowość: bez umiejętności weryfikowania i porównywania informacji, łatwiej wmówić pewne poglądy i ukierunkować młodzież według wartości i racji partii rządzącej.
- Niestety, ciągle jesteśmy nastawieni na zdawalność na egzaminach, a nie na proces uczenia się. Jeśli nie wykorzystamy potencjału zmian, które zostały wymuszone przez pandemię, to wrócimy na stare tory, czyli do nauczania konserwatywnego, opartego na przymusie, karach, ciągłym egzaminowaniu, czyli na tym wszystkim, co zniechęca do uczenia się. Nauka tego samego, w tym samym czasie, w jednorodnych wiekowo rocznikach - trzeba odejść od tego modelu, od anachronicznych metod nauczania – komentował w rozmowie z RadioZET.pl prof. Bogusław Śliwerski, kierownik Katedry Teorii Wychowania Uniwersytetu Łódzkiego, były przewodniczący Komitetu Nauk Pedagogicznych PAN, współautor książki "Uwolnić szkołę od systemu klasowo-lekcyjnego".
Więcej Jana Pawła II w szkolnych lekturach, konkursy o Wyszyńskim
Błędy merytoryczne to jedno. Rodzice zwracają uwagę też na coraz większą tendencyjność i skręt w prawo edukacji. Podając przykład, jedna z mam pierwszoklasistki z Warszawy na początku roku szkolnego w mediach społecznościowych opublikowała informację o szkolnym konkursie z okazji beatyfikacji kardynała Stefana Wyszyńskiego. Dzieci z klas 0-3, by zainteresować się tym duchownym i dowiedzieć się więcej o jego życiu i działalności - przynajmniej takie cele konkursu wymieniono - miały przygotować rysunki odnoszące się do wybranej myśli z programu "ABC Społecznej Krucjaty Miłości" Wyszyńskiego. Konkursów o podobnej religijnej tematyce nie brakuje też w Małopolsce. Organizuje je lub współorganizuje albo chociaż patronuje Małopolskie Kuratorium Oświaty na czele z kurator Barbarą Nowak.
W te zmiany wpisuje się też nowy kanon lektur, który Ministerstwo Edukacji i Nauki zmieniło w wakacje. A w nim od razu rzuca się w oczy o wiele większa liczba dzieł Jana Pawła II, które dzieci mają poznawać już od pierwszej klasy podstawówki.
- Na tym polega dojrzewanie, że zderzamy różnego rodzaju perspektywy i człowiek sam wybiera, decyduje. Próba nachalnego narzucania jednego poprawnego wzoru wywołuje bunt u młodych ludzi i przynosi odwrotne skutki do zamierzonego. Kto pracuje z młodzieżą wie, że w większości są to buntownicy, im więcej im się narzuca, tym jest większy bunt. To droga donikąd - komentował Dariusz Martynowicz, polonista, Nauczyciel Roku 2021. Prof. Śliwerski dodatkowo przypomina: - Nauczyciele, którzy chcą pełnić tylko funkcję władczą, kontrolną, stracą uczniów, którzy mogliby mieć przyjemność z poznawania świata przez wiedzę naukową.
I nie są to tylko opinie i przewidywania ekspertów. To już się dzieje. Potwierdzenie widać w liczbach. W Warszawie na religię w podstawówkach chodzi 67,6 proc. dzieci, ale w liceach już tylko co trzecia osoba, dokładnie 30,9 proc. młodzieży. Dla porównania w Katowicach na religię w roku szkolnym 2021/2022 zapisało się 86 proc. dzieci z podstawówek i 47 proc. młodzieży z liceów, techników i branżówek.
Jeszcze więcej rezygnacji z religii jest w Łodzi. W tutejszych podstawówkach na ten przedmiot chodzi 71,5 proc. dzieci. Ale już w szkołach średnich tylko 28 proc. młodzieży w roku szkolnym 2021/2022 zapisało się na religię. Powodów takiej sytuacji jest wiele, ale często jednym z głównych argumentów jest to, kto i czego uczy na katechezie.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET