Durczok przerywa milczenie i zrzuca winę na bank: to chciwość i zachłanność
Kamil Durczok wydał oświadczenie. Dziennikarz, któremu postawiono zarzuty dotyczące sfałszowania weksli, w środę ma dowiedzieć się, czy trafi do aresztu. - Przede mną jeden z przełomowych momentów w życiu – napisał. Jednocześnie zasugerował, że do odpowiedzialności powinni zostać pociągnięci przede wszystkim "chciwi i zachłanni" pracownicy banku.
Kamil Durczok na początku grudnia został ponownie zatrzymany przez policję. Tym razem chodzi o sprawę sfałszowania podpisu byłej żony na wekslu zabezpieczającym kredyt na zakup luksusowego domu w Szczyrku. Dziennikarzowi może grozić za to do 25 lat więzienia.
Sam Durczok tylko częściowo przyznał się do winy. Potwierdził, że sfałszował podpis żony, ale utrzymuje, że nie dopuścił się oszustwa na szkodę banku w kwocie prawie 3 mln zł. Katowicka prokuratura wystosowała wniosek o tymczasowe aresztowanie, ale sąd go nie uwzględnił. Prokuratorzy nie dali jednak za wygraną i złożyli zażalenie od tej decyzji. We wtorek Durczok przerwał milczenie i skomentował sprawę.
Przede mną jeden z przełomowych momentów w moim życiu. W środę Sąd Okręgowy w Katowicach zdecyduje, czy pozostanę na wolności, czy też będę musiał bronić swojego dobrego imienia zza murów aresztu
- napisał dziennikarz w obszernym wpisie na Facebooku. Przy okazji zapewnił, że – choć nie może ujawnić wielu informacji - sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż wskazywałby na to jej medialny przekaz. Dziennikarz zasugerował też, że winą należałoby obarczyć bank.
[Sprawa – red.] przede wszystkim pokazuje, jak bardzo zawieść może bank, instytucja, w której pokłada się zaufanie, jak zawodzą procedury oraz ludzie, którzy w nim pracują. Wierzę, że na całą prawdę przyjdzie w końcu czas. Podobnie jak na pociągnięcie do odpowiedzialności banku i pracujących w nim ludzi, którzy powinni wiedzieć, do czego doprowadziła ich chciwość, zachłanność i nieetyczne działania
- stwierdził Durczok, zapewniając, że jego linią obrony jest mówienie prawdy. - I będę w tym konsekwentny – napisał.
- Prokuratura, wnioskując o areszt, przekonywała Sąd, iż będę mataczył. Wyjaśniam więc, że wiedziałem o sprawie od 4 miesięcy, bo wtedy napisały o niej po raz pierwszy media. Gdybym zamierzał mataczyć, uciekać, czy w jakikolwiek sposób utrudniać postępowanie, uczyniłbym to w ciągu tych 4 miesięcy. Prokuratura w pełni zdaje sobie sprawę, że nie zrobiłem niczego, co mogłoby zostać uznane za próbę mataczenia. Spokojnie czekałem na szansę złożenia wyjaśnień. Szkoda, że musiało je poprzedzić zatrzymanie na ulicy i doprowadzenie w kajdankach. Zaręczam, że stawiłbym się sam, bez zwłoki i na każde wezwanie – dodał Durczok.
Kamil Durczok: nie ferujcie wyroków
Dziennikarz zaznaczył, że sytuacja, w której się znalazł uświadomiła mu jak ważne jest pojęcie „wolnych sądów”. - Po tym, jak Sąd I instancji nie zastosował wobec mnie aresztu, Prokuratura określiła to jako przyznanie mi „immunitetu celebryty”. Nie brak było głosów, że ów „immunitet celebryty”, to próba podważenia decyzji niezawisłego Sądu, który nie spełnił oczekiwań Prokuratury i nie wsadził mnie za kraty. Czy to uprawniona opinia? Wam pozostawiam odpowiedź na to pytanie – napisał.
Durczok podziękował na koniec wszystkim tym, którzy są z nim w trudnych chwilach i nie stracili w niego wiary. – Dajecie mi mnóstwo siły – napisał. - Tych, którzy już mnie osądzili, proszę: nie ferujcie wyroków, nie znając szczegółów. Jestem zwykłym obywatelem, takim jak Wy. Zapewniam, że biorę odpowiedzialność za błędy, które w życiu popełniłem – zakończył. Na słowa wsparcia nie musiał długo czekać. „Niech się Pan trzyma. I wierzy w niezawisłe sądy!”, „Kamilku, głowa do góry”, „Panie Kamilu, wierzę, że prawda w końcu zwycięży! Trzymam mocno kciuki” – to tylko niektóre z licznych komentarzy.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET