Abp Marek Jędraszewski (w środku) i kard. Stanisław Dziwisz (z prawej)
Abp Marek Jędraszewski (w środku) i kard. Stanisław Dziwisz (z prawej)
fot: Beata Zawrzel /REPORTER

Kapłaństwo stało się zawodem gejowskim? "Nie outujemy nikogo"

21.10.2022 11:22

Abp Marek Jędraszewski czy ks. Dariusz Oko, to są ci księża, którzy bardzo mocno akcentują te zagrożenia homoseksualizmem, LGBT czy gender. Mamy wrażenie, że stosując analizy psychologiczne czy psychoanalityczne, mamy tu do czynienia z jakimś rodzajem represji własnej seksualności - mówi prof. Stanisław Obirek, współautor książki "Babilon. Kryminalna historia kościoła".

"O ile Sodoma i Gomora to miasta zepsucia i moralnej degrengolady, Babilon to symbol zniewolenia. Na kartach tej książki, trzymając się faktów, kreśliliśmy kryminalną historię kościoła, który łupił i mordował ofiary kolonialnej opresji w Kanadzie. Który przyuczał kobiety w Irlandii do kultury gwałtu. Który cynicznie wmawiał ustami »świętej« Matki Teresy, że cierpienie uświęca, więc nie należy go uśmierzać. Który prześladował gejów dehumanizującym ich głosem, uciekających często przed własną tożsamością seksualną, kościelnych liderów" - piszą prof. Stanisław Obirek i Artur Nowak, autorzy książki "Babilon. Kryminalna historia kościoła".

Błażej Makarewicz: Gdy w Kościele wybuchają kolejne skandale, hierarchowie najczęściej odpowiadają: "nie wiedzieliśmy".

Prof. Stanisław Obirek: Zasłanianie się niewiedzą jest strategią dość powszechną. I to nie tylko w Kościele. Człowiek złapany na gorącym uczynku niechętnie przyznaje się do popełnionego przestępstwa czy złego czynu, kłamstwa. Są to pewne mechanizmy obronne. W przypadku Kościoła jednak szczególnie naganne, bo jest to instytucja, która ma na sztandarach wypisaną uczciwość, prawdomówność, przestrzeganie wszelkich zasad. Niestety, doświadczenia ostatnich 30 lat pokazują, że mechanizm wypierania się i "chowania pod dywan" jest dość rozpowszechniony w Kościele.

Mimo tego "chowania pod dywan" fakty stopniowo wychodzą na jaw.

Zdecydowane działania ludzi dotkniętych krzywdą i współdziałanie mediów, organów państwowych, doprowadza jednak w większości przypadków do ujawnienia sprawców i ich ukarania.

Watykan znał prawdę o zakonie Matki Teresy z Kalkuty?

To był dokładnie odwrotny proces od tego, o czym wspomniałem wcześniej. Media, wpływowi ludzie, bardzo mocno określili jej obraz publiczny jako osoby szlachetnej, krystalicznej, poświęconej najbardziej potrzebującym i cierpiącym. Dopiero determinacja kilku dziennikarzy śledczych doprowadziła do ujawnienia tej prawdy. Ale ze względu na ten utwierdzony medialnie obraz było ludziom bardzo trudno uwierzyć w to, że wszystko, co widzieli do tej pory, nie było obrazem prawdziwym. Niektóre media w ogóle o tym nie informowały. Potem takim publikacjom jak nasza, towarzyszy niedowierzanie i skandal.

Matka Teresa
Matka Teresa (z prawej) w Indiach, 1980 rok
fot. Tim Graham/Robert Harding/EAST NEWS
Matka Teresa
Fot. Tim Graham/Robert Harding/EAST NEWS
Matka Teresa (z prawej) w Indiach, 1980 rok

Matka Teresa zasłużyła na świętość?

Jej ciemne strony nie były w procesie beatyfikacyjnym brane pod uwagę. Dzisiaj wiemy też, że cuda, które były argumentem za jej świętością, tak do końca cudami nie były. Są przecież świadectwa lekarza, który uzdrowioną kobietę prowadził. Mamy do czynienia z wyraźnie udokumentowanym fałszem i manipulacją faktami.

W zakonie Matki Teresy chorzy bardzo często nie otrzymywali żadnej pomocy, nie było nawet podstawowych leków. Najlepszym lekarstwem miało być cierpienie. Taka była idea.

Kościół zainwestował bardzo dużo w popularyzację wizerunku świętej Teresy i jest mu bardzo trudno przyznać się do tego, że decyzja Jana Pawła II była zbyt pospieszna, że nie wszystko zostało wzięte pod uwagę. Kościół katolicki dysponuje potężnymi środkami i machiną promocyjną. Za tym stoją konkretni ludzie, niektórzy nawet jeszcze żyją.

To jest zrozumiałe psychologicznie, ale absolutnie nie do usprawiedliwienia. Przez analogię można powiedzieć, że to jest dokładnie to samo, z czym mamy do czynienia w dużych korporacjach czy partiach politycznych. Gdy Chruszczow ogłaszał swoje rewelacje o zbrodniach Stalina, to też towarzyszyło temu niedowierzanie. Jeszcze przez dziesiątki lat wielu komunistów było święcie przekonanych, że to nie jest prawdą. Oczywiście, przy zachowaniu różnic. Wprawdzie "Babilon" opatrzyliśmy podtytułem "Kryminalna historia kościoła" (w książce piszemy konsekwentnie kościół małą literą, co wyjaśniamy we wstępie), to jednak jesteśmy dalecy od zrównywania go ze zbrodniczym systemem komunistycznym, który stworzył gułagi i dopuszczał się masowych morderstw w okresie stalinowskim.

W "Babilonie" opisujecie historie sióstr zakonnych, które były ofiarami gwałtów, prania mózgu, zmuszania do skrajnych wyrzeczeń.

Kilka lat temu papież Franciszek został zapytany o to, czy gwałty popełniane przez księży, a nawet biskupów, miały miejsce w Kościele. Ku zdumieniu słuchających, nie tylko nie zdziwił się pytaniem, ale odpowiedział twierdząco. To oczywiście uruchomiło cały szereg spekulacji, ujawniły się różne siostry zakonne, który były mobbingowane i doświadczały drastycznych nadużyć. Taką szczególnie wyrazistą postacią jest Doris Reisigner. To była zakonnica zgwałcona przez księdza, która od kilku lat bardzo głośno porusza te tematy. Pamiętajmy, że dotykamy tutaj sfery, która jest objęta dość powszechnym tabu.

Kościół katolicki, wytwarzając takie instytucje jak zakony, w tym żeńskie, tak naprawdę wypracował pewien system zniewalania ludzi

Zniewalania do czego?

Do posłuszeństwa. Do godzenia się na pozbawianie praw cywilnych. W Polsce to wszystko jest nowe i niepopularne. Oczywiście, są wyjątki. Jest np. siostra Chmielewska, która zawsze w mediach potrafi opowiedzieć o tym, jak pięknie jest być zakonnicą i cudownie jest służyć ludziom. Jednak często za tymi pobożnymi obrazkami skrywa się ogrom ludzkiego cierpienia, o którym Kościół dopiero teraz zaczyna mówić.

Z czego wynika ta filozofia podporządkowywania kobiet mężczyznom w Kościele?

To jest obszerny temat Kościoła jako instytucji stworzonej przez mężczyzn dla mężczyzn, który ma swoje źródła nawet w Biblii. Kościół liczy sobie już 2000 lat. Oczywiście, księża używają telefonów komórkowych czy komputerów. Natomiast te wszystkie zmiany, które zaszły w naszym kręgu kulturowym, do Kościoła nie dotarły. Mam na myśli równouprawnienie kobiet, dostęp do polityki, akademii. Mamy więc do czynienia z przynajmniej 500-letnim opóźnieniem. Kiedy Marcin Luter występował przeciwko papieżowi i Kościołowi rzymskiemu, to krytykował przede wszystkim nadużycia moralne, korupcję itd. 500 lat później tamte zarzuty Lutra zostały, ale doszły nowe, związane z niedostosowaniem się do przemian cywilizacyjnych.

I nadal jest potężny opór przed dopuszczeniem kobiet do kapłaństwa.

Nie ma żadnych przeszkód doktrynalnych. Pewien niemiecki filozof stwierdził, że argument tradycji ma tutaj taką wagę, jakby powiedzieć, że Jezus wybrał na apostołów tylko rybaków i Żydów, to znaczy, że biskupami mogą być tylko Żydzi i rybacy. Tak nie jest, więc ten argument tradycji jest mało przekonujący. Poza tym pamiętajmy, że katolicyzm to nie jest jedyne chrześcijańskie wyznanie. Są Kościoły protestanckie, które już dawno wprowadziły kapłaństwo kobiet. Jedynie Kościół katolicki i Kościoły prawosławne tego nie robią.

To lęk przed utratą władzy na rzecz kobiet?

Pojawiają się takie głosy, np. w Stanach Zjednoczonych, że dość tej dominacji męskiej. Kobiety, które stanowią nierzadko większą część wiernych w Kościele, chcą mieć głos decydujący, a w każdym razie chcą mieć udział w podejmowanych decyzjach. Jeżeli biskupi są otoczeni dworakami, którzy tylko interesują się uśmiechami hierarchów, to oczywiście, że nic się nie zmieni. Ale jeżeli tych dworaków ubędzie, a przecież jest coraz mniej chętnych do kapłaństwa, i będą pogłębiać się straty finansowe, to żeby temu zaradzić, trzeba będzie szukać nowych rozwiązań. Być może wtedy pojawi się myśl, żeby kobiety również brały udział w zarządzaniu Kościołem.

Czym były "pralnie magdalenek"?

To z kolei część historii Kościoła irlandzkiego. Zakony przyjmowały kobiety uznane przez środowisko, czyli rodzinę i parafie, za niemoralne. Były to często młode dziewczyny, które zostały zgwałcone i zachodziły w ciążę. I zamiast karać sprawców, zamykało się te kobiety w takich pralniach. To były takie zakłady piorące, wykorzystujące darmową siłę roboczą właśnie tych dziewczyn. Ich życie było całkowicie podporządkowane rytmowi, jaki określały zakonnice. To był reżim poprawczaka, prawie więzienny. Kobiety nie mogły stamtąd wyjechać, a rodziny się na to godziły. Trwało to przez kilkadziesiąt lat.

Kobietom odbierano dzieci i często nie pozwalano nawet się z nimi zobaczyć.

To były straszne tragedie dla tych kobiet. Zastanawiamy się, jak to jest możliwe, referując śledztwa, jakie prowadziły głównie dziennikarki irlandzkie. Kościół został tam tak mocno połączony ze strukturami państwowymi, że wręcz mówiło się Irlandczyk-katolik tak jak Polak-katolik. Cały system edukacji od przedszkola do uniwersytetu był kontrolowany przez Kościół. Aż cztery komisje badały przypadki nadużyć seksualnych kleru irlandzkiego. To jeden z najbardziej ponurych rozdziałów tej historii. 

W momencie, kiedy instytucja staje się totalna, czyli kontroluje absolutnie każdy aspekt życia ludzkiego, to łatwo rodzą się rozmaite wynaturzenia i perwersyjne zachowania

Jeśli one są niekarane, nieeliminowane, to ludzie, którzy mają tendencje patologiczne, sadystyczne, trwają. I tak było właśnie w tych pralniach. Z jednej strony siostry zakonne były bogiem ojcem, wyrocznią absolutną, mogły robić z kobietami, co chciały. A z drugiej strony księża, którzy byli takimi kierownikami duchowymi, często dopuszczali się wobec tych kobiet nadużyć seksualnych. To wszystko było tolerowane.

Kres nastąpił dopiero w połowie lat 90.

Rozświetlenie tej strasznej historii skompromitowało straszliwie zakonnice, które teraz są zmuszane do płacenia olbrzymich odszkodowań. Ale też skompromitowało się samo państwo, które uczestniczyło w tej zmowie milczenia.

Skompromitowało się też irlandzkie społeczeństwo, które dawało na to wszystko przyzwolenie.

Tak, instytucja rodziny także. Widać, że Monteskiusz miał rację, mówiąc, że trzeba się nawzajem pilnować, sprawdzać i podział władzy jest konieczny. Władza absolutna prowadzi do korupcji i deprawacji absolutnej. To wszystko się ze sobą łączy. Ta przestarzała, archaiczna doktryna, która usprawiedliwia patriarchalizm i społeczeństwo, które popiera to, godząc się, obdarzając księży i biskupów autorytetem. W książce opisujemy już ten schyłkowy irlandzki katolicyzm. Tego już nie ma. W tej chwili Irlandia podobnie jak Czechy, należy do najbardziej zsekularyzowanych społeczeństw. Ludzie nie chodzą tam do kościoła, a seminariów nie ma, bo nie ma chętnych.

Mówimy o niechęci Kościoła wobec kobiet, ale w "Babilonie" opisujecie także zjawisko homofobii wśród duchownych. Podkreślacie jednak, że kapłaństwo stało się zawodem gejowskim. Jeśli rzeczywiście nawet kilkadziesiąt procent duchownych to osoby homoseksualne, to mamy tutaj do czynienia z jakąś niebywałą hipokryzją.

Nie my jesteśmy autorami tej tezy, ale rzeczywiście ją przywołujemy. To teza Fredericka Martela, autora "Sodomy". W oparciu o setki rozmów, wywiadów z ludźmi Kościoła, uzasadnia on utożsamianie kleru katolickiego z gejami. My zwracamy uwagę na pewien psychologiczny aspekt, czyli syndrom złodzieja, który krzyczy "łapać złodzieja". 

Abp Marek Jędraszewski czy ks. Dariusz Oko, to są ci księża, którzy bardzo mocno akcentują te zagrożenia homoseksualizmem, LGBT czy gender

Mamy wrażenie, że stosując analizy psychologiczne czy psychoanalityczne, mamy tu do czynienia z jakimś rodzajem represji własnej seksualności. Nie outujemy nikogo, ale zwracamy uwagę na takie znane z psychologii zjawisko.

Sugeruje pan, że arcybiskup Jędraszewski, autor słów o "tęczowej zarazie", jest homoseksualistą?

Ja nie mam prawa nikogo outować. Natomiast popatrzmy na historię abp. Jędraszewskiego, jego przyjaźń z biskupem Juliuszem Paetzem, który molestował kleryków. I potem bronił go, mimo że rektor seminarium Tomasz Węcławski robił wszystko, żeby odsunąć biskupa od kleryków. Jędraszewski to człowiek, który w zaparte bronił kogoś, kto krzywdził młodych ludzi. Człowiek, który przy każdej okazji pomstuje na homoseksualistów. Nasuwa się tutaj taka diagnoza, że coś z seksualnością arcybiskupa Jędraszewskiego jest nie tak. Tym bardziej że jest biskupem instytucji, która kierowana przez papieża Franciszka wyraźnie staje się przyjazna wobec osób homoseksualnych. Przypomnijmy słynne słowa Franciszka: "kimże jestem, żeby sądzić?".

Artur Nowak i prof. Stanisław Obirek - autorzy książki "Babilon. Kryminalna historia kościoła"
Artur Nowak (z lewej) i prof. Stanisław Obirek (z prawej) - autorzy książki "Babilon. Kryminalna historia kościoła"
fot. mat. prasowe
Fot.

W Polsce chyba nie wszyscy księża podzielają tę refleksję papieża.

To jest zaskakujące, że można jeszcze się w ten sposób zachowywać. Jak to jest, że mimo wytycznych płynących z Watykanu, można być jeszcze homofobem w Kościele? Nam się to łączy z tym, o czym mówiliśmy w przypadku Matki Teresy czy zakonnic, że mamy do czynienia z długim trwaniem takich opresyjnych struktur. I mentalności, która w Polsce trzyma się mocno. Ci ludzie, czyli Jędraszewski, Oko, Bortkiewicz i wielu innych, prawdopodobnie sami mają kłopoty z własną tożsamością seksualną. W książce poddajemy to pod dyskusję. Tak jak w polityce poddaje się pod dyskusję tożsamość seksualną prezesa Kaczyńskiego, który też jest takim homofobem.

Myśli pan, że wierni Kościoła katolickiego pozytywnie zareagowaliby, gdyby homoseksualni księża zaczęli ujawniać swoją orientację?

W Kościele anglikańskim jest bardzo dużo gejów. W innych Kościołach, religiach także. Oczywiście, nie tych ortodoksyjnych, ale reformowanych. Myślę, że to byłoby uzdrawiające dla społeczeństwa. Bycie gejem nie byłoby stygmatyzowane. Rodziny akceptowałyby to, że dzieci są innej orientacji. To by tylko dobrze zrobiło społeczeństwu. Myślę, że Kościół katolicki prędzej czy później pójdzie w tym kierunku zgody na nienormatywną orientację wszystkich, w tym również księży. Jeżeli ludzi coś gorszy to to, że np. ksiądz ma konkubinę, a jednocześnie mówi o tym, jaki wspaniały jest celibat. Ten rodzaj takiego kompleksowego podejścia do ludzkiej seksualności tylko uzdrowi Kościół i społeczeństwo. Mam nadzieję, że do tego dojdzie.

Prof. Stanisław Obirek - antropolog kultury, teolog, historyk, publicysta. Pracuje w Instytucie Ameryk i Europy Uniwersytetu Warszawskiego. Jest współautorem książki "Babilon. Kryminalna historia kościoła". Jest byłym jezuitą, wyświęconym w 1983 roku. W 2005 roku po serii krytycznych ocen polskiego katolicyzmu i nałożonych nakazów milczenia, wystąpił ze stanu duchownego.

Błażej Makarewicz
Błażej Makarewicz

Błażej Makarewicz jest dziennikarzem politycznym, publicystą i felietonistą, specjalizującym się w analizie współczesnej sceny politycznej w Polsce. W swojej pracy łączy bieżący komentarz polityczny z pogłębioną refleksją nad mechanizmami władzy oraz funkcjonowaniem państwa i demokracji.

Jest prowadzącym podcast „Podejrzani politycy”, a wcześniej współtworzył i prowadził „Machinę władzy”, w których wraz z gośćmi omawia najważniejsze wydarzenia polityczne, kulisy decyzji rządzących oraz konsekwencje działań klasy politycznej. Jest autorem licznych wywiadów z politykami, ekspertami i działaczami społecznymi, a także reportaży i analiz poświęconych krajowej i międzynarodowej polityce.

W swojej działalności dziennikarskiej szczególny nacisk kładzie na rzetelność informacji i odpowiedzialność mediów. Często podkreśla znaczenie walki z dezinformacją oraz konieczność weryfikowania źródeł, traktując to jako jeden z kluczowych obowiązków współczesnego dziennikarza.

twitter.com/BMakarewicz

kontakt:  blazej.makarewicz@radiozet.pl

logo Tu się dzieje