Zwłoki górnika godzinami leżały przy wejściu do kopalni. Lekarka odmówiła pomocy
Zwłoki górnika, który zasłabł po zakończeniu pracy, leżały przez całą noc przy wejściu do kopalni. Lekarka odmówiła bowiem wydania aktu zgonu z powodu błędnego wpisania w karcie informacyjnej adresu kopalni. Ciało zabrano stamtąd dopiero następnego ranka. Szpital, w którym pracuje lekarka, wyjaśnia już sprawę.
Do tego bulwersującego zdarzenia doszło w środę późnym wieczorem. Przed godziną 23 katowicka policja otrzymała zgłoszenie, że w pobliżu wejścia do kopalni Mysłowice-Wesoła zasłabł człowiek. Na miejsce wezwano również służby medyczne. Okazało się, że jest to górnik pracujący w zakładzie.
Zwłoki górnika przed kopalnią
Niestety, pomimo przeprowadzonej akcji reanimacyjnej, mężczyzny nie udało się uratować. To nie był jednak koniec gehenny, jaką przeżyli jego bliscy. Przez całą noc nie wystawiono bowiem w jego przypadku aktu zgonu, a to wszystko przez zwykły błąd proceduralny.
Nie żyje miesięczne dziecko z Zawiercia. Prawdopodobnie zadławiło się pokarmem- Ratownicy medyczny omyłkowo wpisali w karcie informacyjnej, że do czynności doszło w Mysłowicach. Zmyliła ich nazwa kopalni, która formalnie znajduje się na terenie Katowic, ul. Beskidzka - wyjaśniała w rozmowie z "SE" młodsza aspirant Agnieszka Żyłka z Komendy Miejskiej Policji w Katowicach.
Jak się okazało, pomyłka ta okazała się kluczowa oraz tragiczna w skutkach. W jej następstwie bowiem lekarka, do której zgłosili się ratownicy, odmówiła interwencji medycznej.
Lekarka odmówiła pomocy. Szpital wyjaśnia sprawę
- W związku z tym lekarka odmówiła przyjazdu na miejsce. Ratownicy wielokrotnie do niej dzwonili, prosili, informowali o pomyłce. Byli tam nawet osobiście, ale lekarka nie dała się przekonać i stwierdziła, że dla niej wiążące jest to, co jest w karcie informacyjnej, więc nie przyjedzie - dodała funkcjonariuszka.
W tej sytuacji policjanci musieli przez 10 godzin, aż do godz. 8:30 następnego dnia pilnować zwłok. Wtedy dopiero udało się uzyskać akt zgonu, ale nie od wspomnianej wyżej lekarki, ale od medyka z kopalni (wedle przepisów nie mogli tego zrobić ratownicy).
Dopiero potem ciało zmarłego mogli zabrać pracownicy zakładu pogrzebowego. Jak z kolei dowiedział się "SE", lekarka zatrudniona jest w szpitalu w katowickiej dzielnicy Murcki. Placówka odmówiła jednak szczegółowego komentarza w tej sprawie do czasu jej wyjaśnienia.
RadioZET.pl/se.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET