Ćwiczenia proobronne w Terespolu
Podczas ćwiczeń "Twierdza" w Terespolu
fot: Piotr Drabik

Lepiej być gotowym. Z karabinem bronią „Twierdzy”

03.06.2022 10:40

Uczyli się, jak przeżyć na terenie wroga, w jakiej kolejności rozebrać kałasznikowa i jak walczyć w mieście. Pasjonaci, cywile i nastolatkowie trzy kilometry od granicy „ruskiego miru” ćwiczyli zachowanie na froncie.

Sobota, słoneczne popołudnie. Pierwsza drużyna wchodzi w ulicę Sienkiewicza w Terespolu. Bezpiecznie opuścili teren miejscowego ośrodka kultury. Ubrani w mundury idą jeden za drugim. W dłoniach trzymają karabiny. Pierwszy w dziesięcioosobowym zespole jest „oczami” reszty. To on jako pierwszy sprawdza zakamarki i kolejne punkty przemarszu. Reszta nie traci czujności. Kierują lufy w stronę okien w okolicznych domach. Ich śladem ruszają kolejne drużyny. Cel - bezpieczne dostanie się z punktu A do punktu B po terenie wroga. 

Żadnego okupanta po drodze nie spotkali. To tylko symulacja. Choć trzy kilometry od granicy z Białorusią i Brześcia, gdzie na poligonie trwają manewry wojskowe z udziałem Rosjan, takie ćwiczenia nabierają dodatkowego znaczenia. W ostatni weekend maja przyjechali tutaj nastolatkowie, doświadczeni wielbiciele militariów i zupełni amatorzy. 

- Mamy około 100 uczestników. Jedna trzecia to członkowie organizacji proobronnych, kolejna jedna trzecia to klasy mundurowe, a pozostali chcieli po prostu przyjechać i zobaczyć. Jest z nami pan, który widział o nas reportaż w telewizji i przyjechał - mówi Marcin Korowaj, prezes fundacji Combat Alert. Ubrany w mundur i patrolówkę w żołnierskich słowach odpowiada na pytania o ćwiczenia w Terespolu. Na co dzień radny w warszawskiej dzielnicy Białołęka nie ukrywa, że po 24 lutego zainteresowanie ćwiczeniami Combat Alert znacznie wzrosło. - Dla przykładu w Warszawie przed wojną zazwyczaj zgłaszało się średnio 25-35 osób. Po inwazji Rosji na Ukrainę na ostatnie tego typu szkolenie w Warszawie w ciągu dwóch godzin zgłosiło się 864 chętnych - wyjaśnia.

Przeżycie, nie komfort

Organizacje proobronne i klasy mundurowe przeżywają drugi w ostatnich latach wzrost zainteresowania. W obu przypadkach z powodu konfliktu w Ukrainie. Najpierw po wywołaniu przez Rosję wojny w Donbasie w 2014 roku, a teraz po pełnoskalowej inwazji wojsk Putina. Tylko w certyfikowanych przez resort obrony klasach mundurowych jest ok. 18 tys. kadetów. Dodając resztę szkół bez współpracy z MON i organizacje proobronne dla cywilów, dojdzie prawdopodobnie kolejne kilkanaście tysięcy.

- Ludzie są bardziej zaciekawieni tym, co robimy. Nigdy nie wiemy, kiedy ta wiedza może się nam przydać w życiu - mówi 19-letni Maks z Zamościa. Rozmawiamy w momencie, kiedy uczestnicy szkolenia zapoznają się z różnego rodzaju karabinami. Na ramieniu ma naszywkę z polską i ukraińską flagą. - Jest mojego autorstwa. Zaprojektowaliśmy ją w Zamościu. W ten sposób chcemy pokazać, że pomagamy Ukrainie. Sam brałem udział w transportach koców, ubrań i wszystkiego, co jest tam potrzebne - opowiada nastolatek, który należy do lokalnej jednostki strzeleckiej. Maks w Terespolu sam się szkoli, ale i pokazuje innym jak rozebrać kałasznikowa. - Wszyscy domownicy wiedzą, gdzie mam specjalny 30-litrowy plecak ucieczkowy. W sytuacji ekstremalnej nastawiamy się nie na komfort, ale na przeżycie - wyjaśnia.

Rozebranie kałasznikowa było jednym z zadań podczas ćwiczeń
fot. Piotr Drabik
Fot. Piotr Drabik
Rozebranie kałasznikowa było jednym z zadań podczas ćwiczeń

Uczestników trzydniowego szkolenia skoszarowano w miejskim ośrodku kultury. Podłoga przy ścianach sali gimnastycznej wypełniła się śpiworami, karimatami i plecakami. Obok nich repliki różnych rodzajów broni: od pistoletów po karabinki snajperskie. Dla osób znających się na militariach tylko z filmów wojennych kopie do złudzenia przypominają oryginały. Szkolenie „Twierdza” w Terespolu nastawione jest na taktykę miejską, czyli jak bronić się i walczyć w terenie zabudowanym.

Praktycznie całą sobotę wypełniły wykłady prowadzone przez instruktorów. - Musimy cały czas myśleć. Przewidywać ruchy przeciwnika, jak i planować własne. Nie możemy się stresować - mówi jeden z nich. Teorię ze zdobywania budynków, obrony w miastach i używania niezbędnych narzędzi uczestnicy w mundurach słuchają bez szeptów. Większość z nich była wcześniej na ćwiczeniach z surwiwalu w lesie, dlatego „Twierdza” to dla nich nowa wiedza. Podobne ćwiczenia dla cywilów odbywały się w Kijowie i innych ukraińskich miastach na kilka tygodni przed rosyjską inwazją. 

Musimy cały czas myśleć. Przewidywać ruchy przeciwnika, jak i planować własne

- Chce się dowiedzieć, jak się obronić w infrastrukturze miejskiej. Nie mam obaw, że kiedyś będziemy mieli w Polsce taką sytuację jak w Ukrainie, ale taka wiedza może się przydać - mówi 23-letnia Zuzia. Do Terespola jechała z Poznania pięć godzin autem ze swoim dowódcą z Combat Alert. Studentka pedagogiki niedawno wstąpiła do organizacji proobronnej. - Wciągnął mnie mój kumpel, który jest dowódcą. W rodzinie tylko moi pradziadkowie mieli doświadczenie wojskowe, ale mój młodszy brat interesuje się militariami - wyjaśnia. Na szkoleniu w Terespolu nie brakuje kobiet w różnym wieku. Sprawnością i wiedzą nie odbiegają od swoich męskich towarzyszy broni.

Żołnierz nie wzbudza sensacji

Pięciotysięczne miasteczko, jakim jest Terespol, praktycznie niczym nie różni się od podobnych miejsc w całej Polsce. Kościół, cmentarz, mały ratusz, komisariat, kilka restauracji oraz sklepy. Goście są mile widziani, ale od jesieni ubiegłego roku potrzebują specjalnego zezwolenia od Straży Granicznej. Terespol znajduje się w strefie przygranicznej objętej ograniczeniami. Pomimo dystansu trzech kilometrów od Białorusi i około 60 do Ukrainy na ulicach miasta nie czuć specjalnego napięcia. Co kilka godzin pojawia się tylko samochód żandarmerii wojskowej. 

"Twierdza" chroniona była również przez kobiety
fot. Piotr Drabik
Fot.

- W tej chwili widok polskiego żołnierza nie wzbudza tutaj żadnej sensacji. To już normalność. Oczywiście, jak pojawiła się armia, wszyscy byli zaniepokojeni i nie wiedzieli, co się będzie dalej działo - mówi burmistrz Terespola Jacek Danieluk. Wspomina o współpracy z Combat Alert, która nawiązała się jeszcze przed inwazją wojsk Putina na Ukrainę. Organizacja kupiła działkę z dwoma budynkami, gdzie będą prowadzone szkolenia. Budowa poligonu rozpocznie się jeszcze w tym roku. - Mamy w liceum akademickim klasy mundurowe pod patronatem 18. dywizji zmechanizowanej. Oby młodzież była wyszkolona, ale nie wykorzystywała tego doświadczenia do, nie daj Boże, przelewania krwi w Polsce - ma nadzieje Danieluk.

Jak pojawiła się armia, wszyscy byli zaniepokojeni i nie wiedzieli, co się będzie dalej działo

Na ćwiczeniach umiejętności wojskowe zdobywa Borys. Ukrainiec od pięciu lat mieszka w Polsce i pracuje jako fotograf. - 23 lutego rozmawiałem z mamą i dawałem 80 proc. szans, że będzie wojna. Bardzo słabo spałem tamtej nocy. Wstałem około siódmej rano, sprawdziłem wiadomości i okazało się, że moje dziwne przeczucie się sprawdziło - opowiada. Trójząb, czyli herb Ukrainy, ma nie tylko na naszywce przy mundurze. Tatuaż z narodowym symbolem widać na jego lewej dłoni, a na palcach napis „Воля”, czyli wolność po ukraińsku. 

- Dla mnie pierwsze dni wojny zlały się w jedną dobę. Przed rosyjską inwazją w ogóle nie interesowałem się militariami. Od inwazji czułem obowiązek powrotu do kraju i walki za ojczyznę, ale świadomość tego, że nie mam żadnej wiedzy wojskowej mnie zatrzymała - wyjaśnia. Zapewnia, że obowiązek walki za ojczyznę nie minął, ale czeka na odpowiedni moment. - Moje miasto rodzinne, nie wiem jak, ale obyło się bez większych strat. Pewnie odbyła się tam walka uliczna. Trochę Ukraińców zginęło, ale i Ruski dostali po dupie - opowiada na podstawie relacji od swojej mamy.

Od inwazji czułem obowiązek powrotu do kraju i walki za ojczyznę, ale świadomość tego, że nie mam żadnej wiedzy wojskowej mnie zatrzymała

Rodzina Borysa stara się żyć normalnie, po tym jak Rosjanie wycofali się z północnej Ukrainy. Na jak długo? Tego nie wiadomo. - Dopóki jestem w Polsce, staram się pomagać, jak mogę i się szkolę. Jeśli poczuję, że jestem gotowy, to pojadę walczyć - zapewnia. Pytam go o odczucia w Terespolu, gdzie „ruski mir” jest za miedzą. Odpowiada: - Jak szedłem do sklepu z innymi, to jakaś babcia uznała nas za prawdziwych żołnierzy i powiedziała, że dziękuje za służbę. 

Taktyka, nie sprzęt

Większość uczestników ćwiczeń „Twierdza” czekała na zajęcia praktyczne. Na początek był przemarsz symulujący działania na terytorium wroga. Jeżdżący na rowerach, koszący trawniki i odpoczywający w sobotnie popołudnie mieszkańcy Terespola nie kryli zdziwienia. Przy ogrodzeniach ich domów ludzie w mundurach celowali do okien z replikami broni do złudzenia przypominające oryginały. - Tak tutaj to jeszcze nie było - mówi starsza pani, która wyszła na ulicę, aby sprawdzić, co się dzieje. Dodaje, że jeszcze w latach 90. na Białoruś jeździło się często, ale teraz wszystko się zmieniło. - Kto wie, co to będzie - dodaje, nawiązując do wojny w Ukrainie. 

Obok sklepu "u Gosi" nie było okupantów
fot. Piotr Drabik
Fot.

Główne ćwiczenie zostawiono na niedzielę. Uczestnicy podzieleni na grupy ćwiczyli eskortę pojazdów i obronę konwoju podczas zasadzki. Jak słyszę od instruktorów szkolenia, nie mogą nawet rzucić przysłowiowym kamieniem. Nie mówiąc już o ślepych nabojach czy granatach hukowych. Nie trudno sobie wyobrazić scenariusz, w którym białoruska i rosyjska propaganda wykorzystuje ćwiczenia proobronne do antypolskiej nagonki. Straż Graniczna i inne służby wyraziły zgodę na ćwiczenia. Wiedzieli również o nich mieszkańcy. Na drzwiach magistratu znalazł się komunikat o proobronnych manewrach.

- Wojna w Ukrainie pokazała, że nie liczy się posiadany sprzęt, ale taktyka. Dlatego tutaj kładziemy na nią szczególny nacisk - tłumaczy Igor. Na „Twierdzę” przyjechał z Siedlec. Uczeń klasy mundurowej dodaje, że niektórzy jego znajomi obawiają się, że wkrótce będą musieli walczyć. Inni bagatelizują i mówią, że za miesiąc to wszystko się skończy. Pytam go o patriotyzm. Odpowiada: - Dla mnie to dbanie o dobro obecnych i przyszłych pokoleń. Nie każdy patriota musi biegać z bronią. Może pomagać w inny sposób. 

Piotr Drabik
Piotr Drabik

Dziennikarz bez specjalizacji, ale z otwartą głową. Wcześniej związany m.in. z redakcją "Dziennika Polskiego", TVN24 i "Press". Obecnie redaktor działu Wiadomości w serwisie RadioZET.pl. Interesuje się polityką krajową, jak i międzynarodową. Najlepiej realizuje się w reportażach i dłuższych artykułach. Po pracy miłośnik astronautyki i fotografii analogowej. Twitter: @piotrdrabik. E-mail: piotr.drabik@eurozet.pl

logo Tu się dzieje