Gersdorf skróciła urlop i przyszła do pracy. „Za to mam mieć dyscyplinarkę, że przychodzę do sądu?”
– Niedopuszczalne jest straszenie I Prezesa Sądu Najwyższego postępowaniem dyscyplinarnym – mówiła Małgorzata Gersdorf po tym, jak przyszła w środę do pracy w Sądzie Najwyższym.
Według pani prezes minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro i niektórzy posłowie PiS atakują ją w sposób, który „nie przystoi” władzy.
– Ja nie walczę o swój interes, swoją pozycję i swój święty spokój. Jakbym chciała mieć święty spokój, to już dawno bym odeszła z tego stanowiska. Ja walczę o państwo i praworządność – powiedziała. – Za to mam mieć dyscyplinarkę, że przychodzę do sądu? – pytała retorycznie.
Gersdorf tłumaczyła również, że wróciła do pracy, by obserwować rządowe działania wokół ustawy o Sądzie Najwyższym.
Ustawa o SN i skrócenie kadencji Gersdorf
Według ustawy o SN z dniem 4 lipca w stan spoczynku przeszli ci sędziowie najwyższej instancji wymiaru sprawiedliwości, którzy ukończyli 65. rok życia. Mogli oni złożyć wnioski o dalsze orzekanie wraz z zaświadczeniami lekarskimi do prezydenta i Krajowej Rady Sądownictwa.
Jest nowy sondaż. Polacy bardziej ufają Gersdorf, niż KaczyńskiemuNie zdecydowała się na to prof. Gersdorf, która zdaniem prezydenta Andrzeja Dudy i koalicji rządzącej przestała być pierwszym prezesem SN. Ona sama uważa inaczej i powołuje się na konstytucyjność swojej kadencji do 2020 roku. Podczas jej nieobecności obowiązki przejął sędzia Józef Iwulski.
Kiedy 4 lipca prof. Gersdorf mimo wejścia w życie kolejnych przepisów nowej ustawy pojawiła się w siedzibie SN, została przywitana przez ponad tysiąc osób demonstrujących na placu Krasińskich w Warszawie.
RadioZET.pl/PAP/MAOS/MP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET