Czy na świątecznym stole jest miejsce dla alkoholu? Czy firmowe Wigilie muszą być połączeniem wódki i opłatka? Psychoterapeuta Robert Rutkowski, powołując się na badania oraz obserwację uczestniczącą, mówi o szkodliwych prezentach świątecznych i wejściu w nowy rok na kacu.
ŚWIĄTECZNE PREZENTY Z PROCENTAMI
Czy alkohol to często wybierany prezent świąteczny? Okazuje się, że płynne procenty daje bliskim na gwiazdkę coraz więcej Polaków. Z badania przygotowanego przez Interaktywny Instytut Badań Rynkowych wynika, że prawie połowa (46 proc.) ankietowanych podarowałaby butelkę mocniejszego trunku rodzinie, a 31 proc. przyjaciołom.
Popularne w magazynie
- Kocham czas świąteczny, kolędy, ubieranie choinki z moim synkiem i zapach pierników. Magia świąt to jest dla mnie bliskość. tam, gdzie jest alkohol, nie ma bliskości, jest syntetyk. Zbliża się wielkimi krokami „alkohologeddon”. Mamy Armageddon alkoholowy, nie zdając sobie z tego sprawy – ostrzega Robert Rutkowski.
Psychoterapeuta odradza picie alkoholu w święta i powołuje się na wyniki badań, które Niemcy i Hiszpanie ogłosili w 2019 roku. Okazało się, że od momentu wypicia lampki wina lub jednego piwa jeszcze przez 6 tygodni trwa proces destrukcyjnego działania na niektóre obszary mózgu, głównie chodzi o substancję białą i korę przedczołową.
- Półtora miesiąca trwa destrukcja, a regeneracja to kolejne kilka tygodni, więc gdyby ktoś był naprawdę takim wielkim miłośnikiem smaku alkoholu i chciałby pić bezpiecznie, to musi pamiętać, że może to nastąpić co 3-4 miesiące – wylicza Rutkowski.
Tymczasem szczególnie w okresie zimowym jesteśmy otaczani reklamami pokazującymi alkohol jako źródło rodzinnego szczęścia, świątecznej bliskości i zachęty do kupowania go na gwiazdkowy prezent. Terapeuta uzależnień przypomina, że w Polsce jest dobrze napisana ustawa z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi, niestety punkty dotyczące zakazu promocji alkoholu nie są przestrzegane.
Zbliża się wielkimi krokami „alkohologeddon”. Mamy Armageddon alkoholowy, nie zdając sobie z tego sprawy
Na sklepowych półkach coraz częściej możemy znaleźć gadżety i zabawki nawiązujące do alkoholu. Czy traktować je jako nieszkodliwe prezenty z przymrużeniem oka, czy trzymać jak najdalej od najmłodszych? - To jest gra skojarzeniowa i pokazywanie, że alkohol jest dobry. Takie prezenty są idiotyczne. W taki sposób przygotowujemy przyszłych konsumentów produktów alkoholowych i przyszłych alkoholików – dodaje psychoterapeuta.
ZAKRAPIANE WIGILIE FIRMOWE
Portal Monsterpolska.pl przeprowadził badania, z których wynika, że mężczyźni są aż w 70 proc. zwolennikami służbowych imprez świątecznych. W firmowych Wigiliach najczęściej uczestniczą pracownicy między 35. a 49. rokiem życia, którzy mieszkają w miastach liczących od 20 do 50 tysięcy mieszkańców.
„Firmowy śledzik” to świąteczna tradycja w wielu polskich firmach, Przedsiębiorcy rezerwują w budżecie rocznym kwotę, która wystarczy na zorganizowanie służbowej Wigilii, opłacenie cateringu, premii świątecznych i/lub prezentów dla pracowników oraz odpowiedniej ilości alkoholu.
Robert Rutkowski za dobrą monetę bierze sytuacje, w których szefowie przyjmują pozycję niepijących liderów. Z doświadczenia terapeuty uzależnień wynika, że powoli przełożeni zamieniają zakrapianą firmową imprezę świąteczną na integracje sportowe, choć nie jest to jeszcze standardem.
JAK ODMAWIAĆ ALKOHOLU?
Decyzja o piciu alkoholu lub jego odstawieniu powinna być indywidualna i nienegocjowalna z osobami postronnymi. Psychoterapeuta Robert Rutkowski dobitnie wypowiada się o osobach, które zmuszają innych do picia napojów wyskokowych.
- Szczytem braku taktu jest nagabywać, molestować i zawstydzać osobę, która odmawia picia alkoholu, chcąc uzyskać efekt finalny, aby się napiła. To jest bardzo nieeleganckie, na Zachodzie traktowane wręcz jako prostactwo – podkreśla Rutkowski.
Terapeuta przestrzega przed piciem, nie tylko od święta
Jak się bronić i w jaki sposób odmawiać, gdy osoby z najbliższego otoczenia namawiają nas do wspólnego wypicia „kieliszeczka pod te święta” lub nowy rok? Możliwości jest kilka, ale Robert Rutkowski najbardziej rekomenduje szczerą, krótką i stanowczą odmowę.
Psychoterapeuta podpowiada, żeby podczas świątecznych spotkań nie wchodzić w dyskusję z osobą, która nas namawia do picia alkoholu i nie bać się konkretnie oraz zdecydowanie odmawiać. W przypadku jego pacjentów sprawdzają się odpowiedzi: „Nie piję, bo nie chcę” albo „nie piję, bo nie muszę”, ewentualnie krótkie, konkretne „nie”. Ważne, żeby się nie tłumaczyć, ani nie podawać zmyślonych argumentów typu „przyjechałem samochodem” czy „biorę antybiotyk”, bo kłamstwo ma krótkie nogi i można być później wykpionym w towarzystwie.
NOWY ROK NA KACU
Przełom roku to czas postanowień. Część osób obiecuje sobie wtedy, że od stycznia ograniczy albo całkowicie odstawi alkohol. Nie jest to jednak najłatwiejsze zadanie, gdy hucznie obchodzą Sylwestra podczas zakrapianych imprez. Czy wejście na kacu w nowy rok zaszkodzi realizacji wyznaczonych celów?
- Kac sam z siebie jest zatruciem ciężkim organizmu, mózgu. Witanie nowego roku jest trochę jak pierwsza randka. Jeżeli wydarzy się coś niefajnego, niekulturalnego... to ja bym zaliczył kaca do pierwszej randki, która jest obciachem – mówi Robert Rutkowski.
Noworoczne toasty nie są złe i nie trzeba z nich rezygnować, nawet jeśli nie mamy ochoty na trunki wysokoprocentowe. Terapeuta podkreśla, że zawsze można wznieść toast winem bezalkoholowym, które jest już „must have” dla organizatorów spotkań towarzyskich w wielu zachodnich krajach. Warto jednak pamiętać, aby ten zamiennik rekomendowany na wyjątkowe okazje nie stał się krokiem do uzależnienia.
- Oczywiście nie polecam tego wina bezalkoholowego dla alkoholików, osób uzależnionych, bo to może być wyzwalaczem dla chorych ludzi – dodał Rutkowski. Psychoterapeuta przypomniał także o funkcji toastu. Nie chodzi w niej o spożywanie alkoholu, ale jedynie o umoczenie ust.