`
Michał Rusinek
Michał Rusinek czyta dzieciom fragmenty swojej najnowszej książki
fot: Michał Lichtański/mat. prasowe
PODBIPIĘTA, HENIO HONCZAR I TOPIRYBKA

Palikot wciąż tajemniczym nazwiskiem. Podobnie jak Niedzielski

18.02.2022 10:54

Pamiętam, że moi znajomi Anglicy zapytali mnie kiedyś, czy ta polska końcówka -ski wzięła się stąd, że wszyscy Polacy jeżdżą na nartach… – mówi pisarz i literaturoznawca Michał Rusinek. W swojej najnowszej książce „Podbipięta, czyli skąd się wzięły nazwiska” wyjaśnia, skąd pochodzą i co mogą znaczyć nazwiska, nie tylko polityków i sportowców.

Aleksandra Sobieraj: Panie profesorze, czy napisał pan książkę polityczną? Tusk, Duda, Niedzielski, Komorowski, Palikot, Banaś – znajdziemy w niej wszystkie te nazwiska! To na pewno książka dla dzieci?

Michał Rusinek: No tak, ale wymieniła pani nazwisk sześć, a jest ich w książce około 300. Więc umówmy się, że ten procent polityczności jest niewielki, poza tym nie jednemu psu Burek – nazwiska większości wymienionych przez panią polityków są dość powszechne. Do książki wybrałem nie tylko popularne, ale i znane nazwiska. Owszem, pojawia się w niej nazwisko Tusk, które, zgadzam się, nie jest zbyt częste, aczkolwiek dosyć na Kaszubach popularne. Pojawia się też nazwisko Lewandowski, które w tej chwili jest najbardziej rozpoznawalnym polskim nazwiskiem. Nosi je nasz bohater narodowy, więc musiało się w książce znaleźć. Krótko mówiąc, wybierałem przykłady ze względu na dwojako rozumianą popularność: popularność nazwiska lub popularność jego nosiciela.

Nazwisko Tusk, które nie jest zbyt częste, jest dosyć na Kaszubach popularne

Książka zainteresuje też dorosłych, prawda?

Nie lubię książek dla dzieci, które są tylko dla dzieci. Uważam, że dobre książki dziecięce powinny mieć charakter, powiedziałbym, międzypokoleniowy. Zawsze cierpiałem, gdy musiałem dzieciom czytać książki, które mnie nudziły, natomiast bardzo lubiłem te, w których autor czy autorka puszczali oko do dorosłego. Więc powiedziałem sobie, że jak będę kiedyś uprawiał pisarstwo dla dzieci, postaram się takie właśnie książki pisać. Ale jest też tak, że książki popularnonaukowe mają po prostu to do siebie, że choć pisane dla dzieci młodszych, mogą też zainteresować te starsze, a może też - dorosłych. Pomysł na nie – bo to jest już czwarta z serii moich książek dotyczących kwestii językowych – wziął się stąd, że próbowałem sobie przypomnieć, co mnie tak strasznie nudziło na studiach polonistycznych, czego się bałem na egzaminie. I okazuje się, że właściwie nudziłem się niesłusznie i bałem się niesłusznie. W każdym razie oswoiłem sobie te studenckie lęki – próbując zarazem zainteresować młodszych czytelników wiedzą z pozoru tylko dla wtajemniczonych.

Pochodzenie każdego nazwiska, które wymieniłam w pierwszym pytaniu, jest zupełnie inne. Co można o nich powiedzieć?

Widzę, że pani jednak brnie w politykę. Podział nie był polityczny, to znaczy nie dzieliłem nazwisk według politycznych poglądów ich nosicieli. Kryterium podziału było przede wszystkim etymologiczne. Bo nazwiska, jak wiemy, mają różne źródła. Sporo z nich pochodzi od imienia ojca czy dziadka. Nazwiska powstawały też od nazw zawodów: jeśli był we wsi jeden Jan, który był młynarzem, i drugi Jan, który był kowalem, to pierwszy stał się Młynarskim albo Młynarzem, a drugi Kowalskim albo Kowalem. Nazwisko miało za zadanie wskazać właściwą osobę. Bardzo wiele nazwisk pochodzi od przezwisk. Zdaje się, że upodobanie do przezywania się jest naszą cechą narodową. Przezwiska często stawały się nazwiskami. Być może tak zresztą było z moim nazwiskiem, które niekoniecznie oznacza kogoś, kto przybył z Rusi, ale raczej kogoś „nowego”, „innego”, kto wygląda i zachowuje się tak, jakby przyszedł ze wschodu. Do odprzezwiskowych nazwisk należą te, które zawierają nazwy ptaków czy zwierząt. Nie chodzi o to, że ktoś miał ptaka czy zwierzę za przodka, ale że jakiś jego przodek miał cechy charakteru albo wyglądu przypominające cechy jakiegoś zwierzęcia czy ptaka.

Na przykład Kaczyński? No nie, zostawmy politykę! Mamy też sporo nazwisk brzmiących niepolsko.

Tak, możemy spotkać w Polsce wiele nazwisk, które nie są pochodzenia polskiego. Przecież kiedyś byliśmy państwem wielonarodowym, a i wciąż żyją w Polsce mniejszości narodowe. Oraz potomkowie obcokrajowców, którzy tu się kiedyś osiedlili, a potem – spolonizowali.

Tak było na przykład z nazwiskiem Müller, czyli po niemiecku młynarz, który po spolszczeniu zostawał Millerem albo wręcz Młynarzem. Bardzo ciekawe są też nazwiska żydowskie, których jest wciąż sporo, choć po wojnie oczywiście drastycznie mniej. One mają stosunkowo krótką historię, bo dopiero pod koniec XVIII wieku nakazano Żydom mieszkającym w tej części świata przyjęcie nazwisk. Na polecenie cesarza Józefa II urzędnicy austriaccy wymyślali Żydom nazwiska. Jak ktoś nie zapłacił, to dostawał nazwisko brzydkie lub ośmieszające, a jak zapłacił, to dostawał ładne.

Te ładne nazwiska to Rosenbaum („różane drzewo”) czy Goldberg („złota góra”).

Podobno te nazwiska wymyślił E.T.A. Hoffmann, autor bajki „Dziadek do orzechów”.

Ale Żydzi nosili też nietypowe nazwiska, jak pan pisze. Niedzielski, Kochański czy Lewicki – takie nazwiska też mogły należeć do Żydów?

Takie nazwiska mogły nosić osoby pochodzenia żydowskiego, ale nie chciałbym, żebyśmy się zachowywali jak tropiciele czyjegoś pochodzenia. Podała pani przykład: Niedzielski. Rzeczywiście, może to być nazwisko żydowskie, bo może oznaczać kogoś, kto zaczął czcić niedzielę, choć przedtem czcił sobotę, czyli szabas. Ale może też oznaczać na przykład kogoś, kto nie jest dzielny, albo kogoś, kto był egoistą i się z nikim nie chciał dzielić tym, co miał, albo – był bierny, czyli nie działał. Podobnie nazwisko Lewiński czy Lewicki może mieć związek ze starym żydowskim rodem lewitów, czyli kapłanów, ale mogło też wziąć się od przezwiska kogoś, kto był leworęczny. Moim zdaniem, jeśli ktoś się interesuje swoimi korzeniami, pochodzeniem, historią, może zrobić dwie rzeczy: po pierwsze, oczywiście, przyjrzeć się nazwiskom tak, jak ja to robię w książce „Podbipięta”, a dodatkowo zerknąć na stronę: nazwiska.ijp.pan.pl, gdzie można znaleźć te nazwiska, które nie zmieściły się w książce. Po drugie, może zrobić sobie test DNA. I wtedy porównać wyniki jednych i drugich badań. To może być ciekawe!

Strona, o której pan mówi, jest przebogata. To w zasadzie internetowy słownik polskich nazwisk. Ja już znalazłam swoje nazwisko – jego znaczenie nie jest zbyt prestiżowe… Ale bardzo polecamy, prawda?

Nawet jeżeli nie dojdziemy do jakichś prestiżowych historii ukrytych w nazwisku! Warto zaglądać, bo strona jest ciągle aktualizowana, więc jeśli na razie nie udało nam się znaleźć swojego nazwiska, to być może niebawem się ono pojawi. Językoznawcy pracują nad nią dzień i noc, dopisując kolejne.

A czy nazwiska na -ski, do których tak wiele osób tęskni, naprawdę są najbardziej polskie?

Rzeczywiście, są to nazwiska nazywane typowo polskimi, bo w innych językach słowiańskich występują rzadziej. Pamiętam, że moi znajomi Anglicy zapytali mnie kiedyś, czy ta polska końcówka -ski wzięła się stąd, że wszyscy Polacy jeżdżą na nartach… Tymczasem końcówka -ski ma podobną funkcję, jak francuskie „de” czy niemieckie „von”, czyli oznaczenie miejsca, z którego się pochodzi. Krakowski to ktoś, kto jest „de Cracovie” lub „von Krakau”.

Czy jest jakieś nazwisko, które wydaje się panu szczególnie ciekawe?

Dla mnie ciekawe są nazwiska złożone, czyli na przykład tytułowy Podbipięta. Nie wiadomo, skąd się wziął: czy oznacza tego, który pobił pięciu, czy bił w pięty, czyli kopał kogoś, kto przed nim szedł. Albo na przykład tajemnicze nazwisko Topirybka – trzeba było być niezłym pechowcem, żeby nawet rybę utopić. I jeszcze Palimąka, który mógł być roztargnionym piekarzem. W złożonych nazwiskach można znaleźć legendy rodzinne. Natomiast muszę powiedzieć, że najbardziej zdumiało mnie to, że jedno z najbardziej arystokratycznych nazwisk w Polsce, Radziwiłł, pochodzi od litewskiego słowa oznaczającego podrzutka. Być może pierwszym z rodu był ktoś podrzucony do ówczesnego okna życia. Dał jednak początek wspaniałemu i możnemu rodowi.

Najbardziej zdumiało mnie to, że jedno z najbardziej arystokratycznych nazwisk w Polsce, Radziwiłł, pochodzi od litewskiego słowa oznaczającego podrzutka

Również Palikot jest dosyć tajemniczym nazwiskiem.

Tak… To jest ostatnie nazwisko, nad którym długo deliberowaliśmy z dr. Arturem Czesakiem, konsultantem książki, ponieważ nie potrafiliśmy znaleźć i ostatecznie nie znaleźliśmy rozstrzygającego wyjaśnienia jego pochodzenia. Czy chodzi w nim o dość okrutną czynność palenia kotów, czy o palenie tego, co zostało na polu po zżęciu, bo tak zwane zagrabki nazywano kotami, czy też o armaty, na które kiedyś mówiono palikoty? Czy też źródłem jest język grecki i słowo palinkotos, które oznaczało kogoś wrogiego czy złowrogiego? Jest tu tyle wersji, że osoby noszące to nazwisko mogą wybrać sobie tę, która im najbardziej odpowiada.

To zapytam jeszcze na koniec, kim jest Henio Honczar?

Henio Honczar! Honczar to jest nazwisko, które pochodzi od nazwy zawodu i oznacza garncarza. W ten sposób mógłby się nazywać Harry Potter, gdyby tłumacz książki zdecydował się przełożyć również nazwisko głównego bohatera. Ale nie wiem, co by na to powiedziała pani Rowling…

Michał Rusinek
fot. Michał Lichtański/mat. prasowe
Fot. Michał Lichtański/mat. prasowe
Michał Rusinek

Dr hab. Michał Rusinek – literaturoznawca, tłumacz i pisarz, profesor UJ. Był sekretarzem Wisławy Szymborskiej, od 2012 roku jest prezesem jej Fundacji. Felietonista, limerysta, autor książek dla dzieci. Jego najnowsza książka „Podbipięta, czyli co się kryje w nazwiskach”, która właśnie ukazała się nakładem wydawnictwa Znak Emotikon, jest czwartą z serii książek popularyzujących wiedzę o języku polskim, po „Od mikmaka do zazuli”, „Wihajstrze” oraz „Wytrzyszczce” (nominowanej w Plebiscycie Książka Roku 2021 w kategorii literatura dziecięca).

Aleksandra Sobieraj
Aleksandra Sobieraj

Ukończyła polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowe Studia Polsko-Żydowskie w Instytucie Badań Literackich PAN. Dziennikarka, redaktorka, uwielbia pracę ze słowem. Przez lata pracowała w prasie drukowanej, najpierw podróżniczej, potem parentingowej, teraz śledzi i opisuje najważniejsze wydarzenia związane ze zdrowiem (a tematów nie brakuje). Zainteresowanie historią i kulturą polskich Żydów jest dla niej sposobem na wypełnienie pustki po społeczności, której nie ma już w naszym kiedyś wielonarodowym kraju, a której członkowie przez wieki brali udział w kształtowaniu polskiej kultury, nauki i historii.

logo Tu się dzieje