Piwo na kamerce, uczelnia na zdjęciu. Oni studia znają tylko online
Ekran komputera zastąpił tysiacom studentów sale wykładowe (zdj. ilustracyjne)
fot: Lyubov Levitskaya/Shutterstock
ROK PRZED EKRANEM

Piwo na kamerce, uczelnia na zdjęciu. Oni studia znają tylko online

30.09.2021 11:19

Nie wiem, jak to jest chodzić na uczelnię, na zajęcia, jak to jest przygotowywać i kserować notatki. Wykładowcy wysyłali nam prezentacje, wszystkie zajęcia były online. Teraz czuję, jakbym zaczynała studia od nowa.

Przez ostatni rok większość uczelni ze względu na pandemię pracowała zdalnie. Maturzyści, którzy w październiku 2020 r. rozpoczęli studia, nieraz ani razu nie byli jeszcze na swoim wydziale, a ludzi z roku znają tylko z kamerek. Jak to jest zaczynać studia zdalnie?

Kornelia Iwona Jasiuk, studentka prawa i zarządzania na Uniwersytecie Łódzkim

Początek zajęć na uczelni zbiegł się z wprowadzeniem czerwonej strefy w Łodzi, więc wiedzieliśmy, że wszystkie zajęcia będą zdalnie. Ślubowanie mieliśmy przez system, inaugurację też online, na Messengerze (komunikator Facebooka - przyp. red.) wybieraliśmy starostę roku. Siedzenie przed komputerem dawało o sobie znać, zdarzało się, że dziennie nawet 12, 13 godzin spędzałam przy biurku z laptopem. Najgorsza była sesja, ale w przeciwieństwie do wielu osób nie jestem do takiej formuły nastawiona sceptycznie, forma zdalna mi pomogła. 

Wiedziałam, że chcę studiować prawo i ono jest priorytetem, ale złożyłam też dokumenty na zarządzanie na Uniwersytet Łódzki. Traktuję je jako dodatek do CV. Gdy dostałam się, zdecydowałam, że spróbuję pociągnąć dwa kierunki z takim założeniem, że jeśli nie będę w stanie pogodzić zajęć, to zostanę tylko przy prawie. Było wymagająco, ale przy dobrej organizacji i nauce online jest to do zrobienia. Nie traciłam czasu na bieganie między wydziałami, salami. Jeśli coś się pokrywało, to priorytet miały ćwiczenia, zdarzało się, że wykładu słuchałam na telefonie, a na laptopie miałam włączone zajęcia z drugiego kierunku. Teraz rozważam podanie o indywidualną organizację studiów, bo już widzę, że będę musiała być w dwóch miejscach jednocześnie.

Na szczęście jestem z Łodzi, więc odpadł mi dylemat, czy wynajmować mieszkanie, czy nie. Dla osób spoza miasta zajęcia zdalne to była oszczędność, bo zostały w domach rodzinnych. Ale przez to na żywo z ludźmi z roku nie udało mi się spotkać ani razu. Na prawo dostało się 250 osób, na drugim roku podejrzewam, że grupa się zmniejszy. Na zarządzaniu? Dokładnie nie wiem, ile nas jest. W wykładach brało udział ok. 500 osób, ale z różnych kierunków. System sobie często nie radził, platforma się zawieszała. Na ćwiczeniach w grupie było nas już 20, więc w sam raz. W przeciwieństwie do prawa, na którym przeważały przedmioty typowo teoretyczne, na zarządzaniu mieliśmy głównie ćwiczenia, projekty, prezentacje. I dzięki temu poznałam chociaż część ludzi z roku. 

Z jedną osobą z tego kierunku chodziłam do liceum, to mój bliski przyjaciel. Internetowo zaprzyjaźniłam się z dwoma kolejnymi. Na ćwiczeniach dostałyśmy projekt do zrobienia w grupie i na tyle dobrze nam się pracowało, że nie zmieniałyśmy składu przy okazji innych prac. Z czasem pojawiły się tematy pozauczelniane, spotykałyśmy się na kamerkach, bo ja mieszkam w Łodzi, Julka w Warszawie, a Paulina w Bełchatowie. Mamy kontakt nawet w wakacje, mam nadzieję, że jesienią zobaczymy się w końcu w realnym świecie. Na prawie znałam dwie osoby jeszcze z liceum i z gimnazjum i to z nimi głównie utrzymywałam kontakt. Wszyscy jesteśmy w Łodzi, więc mogliśmy się spotykać. 

Kornelia Iwona Jasiuk
Kornelia Iwona Jasiuk
fot. arch. prywatne
Kornelia Iwona Jasiuk
Fot. arch. prywatne
Kornelia Iwona Jasiuk

Dzięki temu, że studiowałam dwa kierunki i miałam tyle zajęć, nie czuję się zawiedziona studiami zdalnymi, bardziej odczułam lockdown i zamknięcie w domu. Gdyby były otwarte restauracje, puby, galerie, to byłoby się gdzie spotkać, ułatwiłoby to życie towarzyskie, urozmaiciło studia online, a tak zwyczajnie nie można było zorganizować większych spotkań. I na razie nic takiego nie ma w planach. Chociaż ci, których znam, przeprowadzają się do Łodzi, chcą spróbować samodzielnego mieszkania i życia, bez względu na to, czy zajęcia będą zdalnie, czy stacjonarnie.

Zdarzało się, że dziennie nawet 12, 13 godzin spędzałam przy biurku z laptopem

Na prawie na razie zostajemy w całości przy formie online. Studiuje tu dużo osób, brano też pod uwagę specyfikę budynku. Na zarządzaniu zapowiedziana jest hybryda, w wybrane dni zaplanowano zajęcia stacjonarne, w pozostałe – zdalne. I to jest to, czego mi brakowało. Nie miałam możliwości zobaczyć, jak to jest chodzić na uczelnię, na zajęcia, być w prawdziwej formule studenckiej. Nie zaznałam życia studenta na wydziale, nie musiałam np. robić ani kserować notatek, bo wykładowcy wysyłali nam prezentacje. Teraz czuję, jakbym zaczynała studia od nowa, cieszę się z tej zmiany.

Karol, student informatyki na Politechnice Opolskiej

Mieszkam pod Łomżą, na studia dostałem się do Opola. To prawie 500 km. Mieliśmy mieć zajęcia hybrydowe, więc wynająłem akademik. Na uczelni byłem raz. Po pierwszym tygodniu października dziekan powiedział: koniec i przeszliśmy na tryb online. Zrezygnowałem z pokoju, wróciłem do domu. W sumie mieszkałem w Opolu dwa tygodnie.

Studiuję informatykę, więc tak naprawdę moglibyśmy cały czas pracować zdalnie. Gorzej pewnie znoszą to osoby, które muszą mieć zajęcia praktyczne, u nas na ćwiczeniach i tak siedzimy przed komputerem. Przy zajęciach zdalnych nie miałem problemu, żeby pogodzić pracę ze studiami. Dorabiałem sobie w gastronomii, dowoziłem jedzenie z restauracji, więc formuła online ostatecznie mi pomogła. 

Kontakt z ludźmi z roku też mam, chociaż na początku nie znałem ani jednej osoby. Stworzyliśmy Discorda (komunikator internetowy - przyp. red.) dla całego roku, założyliśmy grupę na Messengerze i tam od słowa do słowa zapoznawaliśmy się. Zaczynaliśmy od tematów uczelnianych, pisaliśmy o zajęciach, o egzaminach. Z tymi bardziej aktywnymi w konwersacji zakumplowaliśmy się i potem umawialiśmy się na piwo. Na kamerkach oczywiście, bo każdy był w innej części Polski. 

Od października mamy zapowiedzianą naukę hybrydową. Od trzech tygodni mieszkam już w Opolu, tym razem wynająłem stancję. Bez względu na to, w jakie formule będą zajęcia, zostaję tutaj. Chcę być już na swoim. Gdy patrzę na wstępny plan zajęć, wydaje się, że dam radę też pracować. Chcę sobie dorabiać tym razem jako barman. Jak to będzie studiować stacjonarnie? To śmieszne, jestem studentem drugiego roku i nie wiem. Ale może będzie fajnie?

Julia Isert, studentka historii i filologii klasycznej w ramach MISH-u na Uniwersytecie Warszawskim

Dokładnie to pamiętam. W czwartek mieliśmy inaugurację roku akademickiego, poszłam podekscytowana na uczelnię, oficjalnie rozpoczęłam studia, a w piątek rano wyszło rozporządzenie rektora, że przechodzimy na tryb zdalny. I tak już wyglądał cały rok.

Gdy myślę o nim, mam mieszane uczucia. Moi znajomi z liceum opowiadali mi, że do tej pory nie poznali nikogo z roku. Studiuję Międzydziedzinowe Indywidualne Studia Humanistyczne na Uniwersytecie Warszawskim, w ramach których łączyłam historię i judaistykę. Na obu kierunkach nawiązałam kilka bliższych przyjaźni, więc miałam szczęście. Na początku kontaktowaliśmy się tylko przez internet, ale wiosną organizowaliśmy integracje. Zostałam w Warszawie, więc mogłam z nich korzystać. Dzięki zdalnym zajęciom mogłam być w kilku miejscach jednocześnie, teraz nie wiem, jak ułożę plan, bo czasem mam pięć minut, żeby przemieścić się między wydziałami. Nie będę mogła też zostawić sobie zapasu na „niewiedzenie” czegoś, nie przyczepię sobie fiszki obok ekranu laptopa.

W czwartek rozpoczęłam studia, a w piątek wyszło rozporządzenie rektora, że przechodzimy na tryb zdalny. I tak już wyglądał cały rok

Z drugiej strony nie poznałam tylu osób, ile mogłam poznać. Brakowało mi spontaniczności, np. nie było tak, że odwołali nam zajęcia i padało hasło: idziemy na kawę albo piwo. Tu po prostu każdy odchodził od laptopa. Nie mieliśmy szans, żeby być zauważonym przez wykładowców, żebyśmy mogli wejść z nimi w dyskusję albo zostać po wykładzie i porozmawiać jeszcze o danym zagadnieniu. Pierwsza sesja wiele weryfikuje, tu elementu odsiewu nie było. Dla niektórych osób mogło to być demotywujące, bo ktoś zakuwa wiele dni, chce mieć wiedzę w sobie, ale egzamin online nie do końca to sprawdzał.

Julia Isert (z lewej) nie miała do tej pory okazji do studiowania offline (z prawej zdj. ilustracyjne)
fot. arch. prywatne, Matej Kastelic/Shutterstock
Fot. arch. prywatne, Matej Kastelic/Shutterstock
Julia Isert (z lewej) nie miała do tej pory okazji do studiowania offline (z prawej zdj. ilustracyjne)

Gdy przeprowadziłam się do Warszawy, byłam podekscytowana tym, że zamieszkam z dala od rodziców, dostąpię „dorosłości”, ale przez pandemię samodzielne mieszkanie stało się dla mnie przekleństwem. Nie zawsze miałam z kim porozmawiać, dziwnie było mi dla samej siebie gotować. Irytowało mnie, że jest tak głośno, że wszędzie czuć spaliny. Chyba dlatego na początku znielubiłam to miasto, ale teraz jestem zauroczona Warszawą. Nie muszę planować, żeby wyjść na autobus, który jeździ raz na godzinę, tak jak było w moim rodzinnym Zgierzu. Tu żyje się w bardziej jaskrawych barwach, zachwyca mnie europejskość tego miasta: wychodzi się na ulicę i słyszy się kilka języków. Inspiruje mnie też tematyka żydowska obecna tu na każdym kroku, korzystam z festiwali, niedawno byłam na festiwalu filmów dokumentalnych. I adoptowałam kota. Gdy wychodzę z nim na spacer, to nikt nie patrzy się na mnie jak na wariatkę, a tak pewnie byłoby w moim rodzinnym mieście.

Od października zostaję na historii, z judaistyki częściowo rezygnuję na rzecz filologii klasycznej. Na razie wszystkie zajęcia zaplanowano nam stacjonarnie, więc jestem mega podekscytowana i pełna energii przed październikiem. Boję się, jak przed wszystkim nowym, ale przeważają pozytywne wibracje. W końcu będę mogła pełnoprawnie nazywać się studentką.

Aleksandra Pucułek
Aleksandra Pucułek

Zastępczyni redaktorki naczelnej RadioZET.pl, szefowa newsroomu, koordynatorka sekcji publicystycznej. Dziennikarka i teatrolożka (z wykształcenia i zamiłowania). Pisze głównie o edukacji - od żłobków do uczelni. W RadioZET.pl od sierpnia 2021. Wcześniej pracowała w "Gazecie Wyborczej", pisała dla "Dużego Formatu", "Wysokich Obcasów" i "Wolnej Soboty". Współpracowała z tygodnikiem "Polityka". Laureatka Nagrody im. prof. Romana Czerneckiego w kategorii najlepszy artykuł publicystyczny oraz stypendium im. Leopolda Ungera. Nominowana do Grand Press w kategorii wywiad. Nie może żyć bez teatru i czekolady. Kontakt: aleksandra.puculek@radiozet.pl.

logo Tu się dzieje