Podpalił swoją rodzinę, twierdził, że jest niewinny. Sąd Najwyższy zdecydował ws. Dariusza P.
Kara jest ostateczna. Za celowe podpalenie swojego domu i zabójstwo najbliższych Dariusz P. spędzi w więzieniu resztę życia. Sąd Najwyższy oddalił kasację wniesioną przez obronę. O przedterminowe zwolnienie skazany będzie mógł się ubiegać najwcześniej za 30 lat.
Chcesz wiedzieć wszystko pierwszy? Dołącz do grupy Newsy Radia ZET na Facebooku
W pożarze w Jastrzębiu-Zdroju w 2013 roku zginęła żona Dariusza P. i czworo jego dzieci. Gdy rodzina spała, P. opuścił żaluzje, podłożył ogień, zamknął dom i wyszedł – jak tłumaczył – do pracy.
Główne ognisko pożaru znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliły się część schodów i szafa. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka P., a najmłodsza - czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Później szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju. Ocalał jedynie najstarszy syn.
Tuż przed ceremonią pogrzebową najbliższych P. wysyłał do siebie sms-y, sugerując, że pochodzą od rzekomego podpalacza. Ostatecznie Dariusz P. został zatrzymany i aresztowany w marcu 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób oraz usiłowanie zabójstwa szóstej.
Według sądu, P. zabił, bo chciał uzyskać pieniądze z ubezpieczenia i uwolnić się od rodziny. Biegli rozpoznali u mężczyzny osobowość psychopatyczną, wskazali m.in. na płytkość uczuć i wymuszony płacz, łatwość wysławiania się, powierzchowny urok, egocentryzm i brak wyrzutów sumienia.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ: Ruszył proces Dariusza P. w sprawie zabójstwa pięciu osób
Skazujący wyrok I instancji zapadł w grudniu 2016 r. Sąd nie miał wątpliwości, że P. podłożył nocą ogień w kilku miejscach. Aby ogień mógł się łatwo rozprzestrzeniać, ułożył rząd poduszek z mebli ogrodowych. Aby zasugerować przypadkowy pożar, przeciął kabel zasilający, obok przewodu ułożył truchło myszy. Ustalenia te w zasadniczej części podtrzymał później katowicki sąd apelacyjny.
Wyrok jest ostateczny
W kasacji obrona wskazywała jeszcze m.in. na konieczność przeprowadzenia w sprawie dodatkowej opinii biegłych z zakresu pożarnictwa i zbadanie - należycie nie rozważanej dotychczas zdaniem obrony - hipotezy pożaru w wyniku zwarcia instalacji elektrycznej. Sąd Najwyższy oddalił ten wniosek. Wyrok dożywocia jest ostateczny.
- Nie można podzielić poglądu, że sąd apelacyjny ocenił zarzuty w sprawie w sposób dowolny i pobieżny - mówiła w uzasadnieniu oddalenia tej kasacji sędzia SN Małgorzata Gierszon.
Dodała, że już przy pierwszych oględzinach miejsca tragedii dokonanych jeszcze w dniu pożaru, przeprowadzający te oględziny specjaliści nie mieli wątpliwości, że doszło do podpalenia.
- Sprawa nie należała do typowych, łatwych i oczywistych, była sprawą o charakterze poszlakowym. Niemniej jednak należy podzielić stanowiska sądów obu instancji, że te poszlaki ustalone w sposób respektujący przepisy, w pełni uprawniały do stwierdzenia, że skazany rzeczywiście dopuścił się sprawstwa tej zbrodni - mówiła sędzia Gierszon.
O warunkowe zwolnienie P. będzie mógł ubiegać w marcu 2047 roku. Będzie miał wtedy 77 lat.
RadioZET.pl/PAP/JŚ
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET