Maciej Bąk: „Można nie lubić czekolady, ale czy ktoś wam kiedyś powiedział, że nie lubi muzyki?”. Od takich słów zaczyna się piosenka, od której rozpoczęła się cała awantura. Czy polskie władze coraz mniej lubią muzykę?
Maciej Grzywacz: Na pewno mniej lubią muzykę zawierającą teksty krytyczne wobec niej. Dlatego problem cenzury staje się coraz poważniejszy dla wielu osób, w tym dla wielu artystów. I tu, w przypadku piosenki „Nie żałuję” Natalii Capelik-Muiangi mamy w mojej opinii właśnie z tym do czynienia. Według mnie to autocenzura w wykonaniu władz mojej uczelni, które prawdopodobnie w obawie przed utratą lub pomniejszeniem ministerialnej dotacji postanowiły nie dopuścić do publikacji tej piosenki.
Piosenki, w której tekście są stwierdzenia takie jak „Kaczor lata bez maseczki po stolicy” czy „Kto da jak nie PiS da”. Takie piosenki powstają na zajęciach Akademii Muzycznej w Gdańsku?
No tak, muzyka rap czy R&B jest częścią muzyki estradowej, którą mamy w nazwie kierunku studiów. A nazywa się on Jazz i Muzyka Estradowa. Oczywiście jest to pewna nowość – nasz kierunek liczy sobie 17 lat, jest więc młody w porównaniu do tych klasycznych. Ja to porównuję do sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia w latach 60-tych poprzedniego wieku w odniesieniu do muzyki jazzowej. Studenci byli wtedy tępieni za granie jazzu, który był przedstawiany przez ówczesne władze komunistyczne jako muzyka zgniłego zachodu. Z rapem moim zdaniem jest dziś dokładnie to samo.
Dziś jazz jest niegroźny, bo nie ma w nim tekstu…
Tak, a rap jest groźny, bo używa wulgaryzmów i krytykuje władze. To przejaw takiego niegrzecznego zachowania, kojarzonego z demoralizacją. To samo kiedyś mówiono przecież o jazzie! Dla mnie jest to moment, w którym historia zatoczyła koło. Dziś władza w uczelni jest w rękach muzyków klasycznych, którzy poruszają się albo w świecie muzyki bez tekstu, albo z tekstami najczęściej napisanymi w dawnych czasach przez autorów operowych librett lub tekstów sakralnych. Mogą więc czuć się zaniepokojeni tym, że rap z charakterystycznym dla tego stylu ostrym i wyrazistym językiem komentującym bieżące wydarzenia wkracza do uczelni. Jest to jednak taki moment, w którym można – a wręcz trzeba – zastanowić się jak sobie z tym radzić. Uważałem, że to co wydarzyło się ostatnio na naszej uczelni jest do tego świetną okazją. Nawoływałem więc do zorganizowania otwartej debaty z udziałem przedstawicieli ministerstwa kultury, prawników, czy pedagogów innych polskich uczelni artystycznych. Moglibyśmy jako gdańska uczelnia pokazać przykład – jest problem, debatujemy i wypracowujemy dobre rozwiązanie. Ten problem pojawi się za chwilę w uczelniach muzycznych w innych miastach Polski. Nie możemy przecież zabronić studentom śpiewania muzyki rap na kierunkach Jazz i Muzyka Estradowa!
Tym bardziej, że mamy w tej chwili eksplozję popularności rapu. Wśród nastolatków jest to dziś gatunek numer 1. Nie mówiąc już o tym, że raperzy nie stronią od wulgarnej formy, a utwór o który się posprzeczaliście był… no cóż, jednak dość lajtowy.
Oczywiście. Ale trzeba też pamiętać, że wulgarność to środek artystycznego wyrazu. Raperzy nie chcą nikogo znieważać i poniżać. Pamiętajmy, że to jest sztuka. Wychodzą na scenę nie po to, żeby prywatnie zwierzać się publiczności ze swoich przemyśleń, tylko tworzą pewna kreację, chcą wywołać określony artystyczny efekt. Więc przykładanie do tego miary zwykłego obywatela, który wyszedłby na ulicę i zacząłby kogoś obrażać, jest nie na miejscu. Mamy przecież do czynienia z kontratypem sztuki, mówiącym: artystom wolno więcej z uwagi na ich szczególną rolę w społeczeństwie. To oni mają pobudzać do myślenia, do refleksji, zmieniać rzeczywistość. Nie mogą więc bać się przepisów kodeksu karnego. To byłoby ograniczenie ich wolności, a wolność jest podstawą każdej działalności artystycznej.
Maciej Bąk podczas rozmowy z prof. Maciejem Grzywaczem
Gdańsk nazywany jest „miastem wolności”, a tymczasem właśnie okrył się niesławą, bo to tutaj uczelnia artystyczna, po raz pierwszy w historii wolnej Polski, zwolniła wykładowcę za poglądy.
Niestety tak. Dlatego uważam, że chwalebne byłoby teraz danie dobrego przykładu pokazującego: potrafimy uporać się z tym problemem. Natomiast w tej chwili narracja władz uczelni jest inna. Czy to ja rujnuję dobre imię akademii? Ja walczę o jej dobre imię przeciwstawiając się cenzurze i chcąc wypracować rozwiązania na przyszłość.
======
Akademia Muzyczna w Gdańsku: Na obecnym etapie Uczelnia nie rozważa możliwości polubownego zakończenia sporu z prof. dr hab. Maciejem Grzywaczem. Fundamentalną cechą postępowania mediacyjnego jest wola stron osiągnięcia porozumienia oraz poufność mediacji. Aktywność Pana prof. Macieja Grzywacza w mediach, w tym również w mediach społecznościowych przeczy powyższemu. Działania podejmowane przez pracownika uniemożliwiają prowadzenie rozmów ugodowych.
======
Ta walka odbyła się trochę podskórnie, bo świat nie wiedział o tym, że do tego konfliktu w ogóle doszło, prawda?
Tak jest. Długo zwlekałem z nagłośnieniem tej sprawy w mediach. Prowadziłem natomiast facebookowy profil mojej katedry, na którym promowaliśmy nasze wydarzenia. Trwała pandemia, wszystko przeniosło się do sieci, więc zaczął działać kanał YouTube Akademii Muzycznej w Gdańsku. Powstało wtedy mnóstwo projektów, między innymi ten autorstwa dr Krystyny Stańko i jej studentek, o którym teraz rozmawiamy. Pani Stańko najpierw była wysłana przez władze uczelni na konferencję dotycząca nowoczesnych sposobów przekazywania wiedzy i metodach nauczania w szkołach artystycznych. Wróciła z tej konferencji pełna pomysłów i zaproponowała coś nowego…
…niech zgadnę, konferencja odbywała się gdzieś na „zgniłym zachodzie”?
Tak, z tego co wiem siedzibą organizatora jest Bruksela.
Czyli w epicentrum zachodniej zgnilizny!
Dokładnie! W każdym razie, pani Stańko stworzyła projekt „Żywioły”. Każda z czterech studentek miała reprezentować jeden z nich, Natalia Capelik-Muianga wybrała żywioł Ognia. No i właśnie… dała ognia! Wyszła z tego wyrazista, raperska piosenka.
Popularne w magazynie
Piosenka została nagrana i czekała na publikację…
Emisja na kanale YouTube uczelni była zaplanowana na wieczór 8 czerwca ubiegłego roku. Tego dnia po południu pan rektor zadzwonił do pani Stańko i powiedział, że usłyszał o nazwiskach polityków padających w tej piosence i zapytał czy zdaje ona sobie sprawę z konsekwencji, jakie mogą nam za to grozić. Jako kierownik katedry poczułem się za to odpowiedzialny i uznałem, że stanę w obronie tego projektu. Najpierw zadzwoniłem do rektora Ryszarda Minkiewicza i zapytałem go w jaki sposób mam zaanonsować odwołanie emisji. Usłyszałem, że mam napisać o „względach technicznych”. Odpowiedziałem, że tak nie zrobię, ponieważ wiedziałem już od pracownika studia nagrań, że materiał jest technicznie gotowy do publikacji. Napisałem więc na profilu, że zaplanowana na ten dzień emisja nie dojdzie do skutku, ponieważ władze uczelni uznały, że jedna z piosenek posiada tekst za bardzo zaangażowany politycznie. Nie pisałem czy to dobrze czy źle, tylko po prostu podałem fakty. Czy pedagog ma kłamać w imieniu rektora? Ja uważam, że nie.
A potem już poszło, i to dość szybko. Senat uczelni, pańskie wystąpienie w obronie tej piosenki, potem usunięcie z funkcji kierownika katedry, wreszcie wręczone we wrześniu wypowiedzenie z pracy. Pan był skonfliktowany z rektorem Minkiewiczem?
Nie. Nigdy wcześniej nie mieliśmy żadnych konfliktów. Jako członek senatu uczelni czasami nie zgadzałem się z pewnymi pomysłami innych senatorów czy władz uczelni i wypowiadałem się swobodnie na ten temat, ale uważałem to za dopuszczalną krytykę. W końcu po to jest senat, żeby się spierać i rozmawiać.
Tymczasem lista zarzutów, jakie zawarto w wypowiedzeniu, jest długa. Tygodniowa nieusprawiedliwiona nieobecność w pracy, brak planu artystycznego, negatywna opinia dziekana. Sporo tego…
Cóż… ten tydzień o którym mowa spędziłem w domu pracy twórczej, wiedząc że na uczelni nie ma we wrześniu zajęć i nie zostałem powołany do prac w żadnej komisji. Praca twórcza to część mojej działalności, z której jestem przez uczelnię rozliczany. Byłem poza tym do dyspozycji zdalnie i proponowałem wcześniejszy powrót. Plan artystyczny katedry, bardzo bogaty zresztą, był przedstawiony przeze mnie ustnie, i zaprotokołowany. A z panem dziekanem nigdy nie miałem żadnych problemów… do czasu aż napisał o mnie właśnie tę nieprzychylną opinię zawierającą nieprawdziwe informacje na mój temat. Za radą moich pełnomocników mec. Macieja Urbańskiego i mec. Jacka Potulskiego pozywam dziekana o naruszenie moich dóbr osobistych.
======
Akademia Muzyczna: Kategorycznie zaprzeczamy, aby rozwiązanie z Panem prof. dr hab. Maciejem Grzywaczem stosunku pracy miało związek z projektem „Żywioły” czy deklarowaną przez pracownika działalnością w obronie studentów naszej Uczelni. Podstawą wypowiedzenia umowy o pracę było podjęcie przez pracownika szeregu działań sprzecznych w ocenie pracodawcy z obowiązującymi przepisami z zakresu prawa pracy. Kwestia cenzury wykorzystywana jest przez Pana prof. dr hab. Macieja Grzywacza celem nagłośnienia sprawy i zbagatelizowania rzeczywistych przyczyn wypowiedzenia. Obecnie szczegółowe kwestie związane z przedmiotowym wypowiedzeniem są przedmiotem oceny właściwego Sądu.
======
Rektor jako argumentu w sporze użył ekspertyzy prawnej, przygotowana przez jedną z kancelarii, która wykazuje że piosenka pani Natalii faktycznie nie mogła zostać opublikowana.
Tak, i co ciekawe w tym wypowiedzeniu umowy o pracę w ogóle nie ma mowy o tej piosence. Podane w nim powody wypowiedzenia są moim zdaniem nieprawdziwe, bo przecież to o nią tu tak naprawdę chodzi! A właściwie o to, że wyraziłem swoją opinię na temat cenzury. Co do tej ekspertyzy – została ona odczytana podczas nadzwyczajnego posiedzenia uczelnianego senatu. Rektor przedstawił ją jako „sporządzoną przez całkowicie niezależną kancelarię, która w dużej części podzieliła jego obawy”. Tymczasem okazało się, że sporządziła ją prawniczka z kancelarii należącej do mecenasa Tomasza Kopoczyńskiego, który jest… członkiem rady uczelni. W dodatku proponowanym do niej przez pana rektora Ryszarda Minkiewicza. Na pewno więc nie można powiedzieć, że była to – jak twierdził pan rektor – niezależna kancelaria. Senatorowie zostali wprowadzeni w błąd.
Co było w tej ekspertyzie?
Działania studentek, które brały udział w tym projekcie, zostały przedstawione jako działania podlegające odpowiedzialności karnej! Ogólna jej wymowa brzmiała tak: jeżeli ktoś używa wulgaryzmów i krytykuje organy władze państwowej, to musi liczyć się z poważnymi konsekwencjami.
To Paweł Kukiz już by dawno siedział…
Dokładnie, a razem z nim połowa polskich raperów… Ja przygotowując się do przemówienia w senacie zapoznałem się z dotychczasowym orzecznictwem w tego typu sprawach. Istnieje w nim coś takiego jak wspomniany już wcześniej przeze mnie kontratyp sztuki. Tymczasem ta ekspertyza prawna nie mówiła nic na ten temat! Według mnie narzuciła narrację, która doprowadziła do eskalacji tego konfliktu. Ja namawiałem do debaty a druga strona wyciągnęła ekspertyzę prawną. Na jej podstawie rektor uznał, że musi wstrzymać emisję tego projektu, żeby studentki nie poniosły odpowiedzialności karnej. W mojej opinii ekspertyza ta mogła stanowić usprawiedliwienie dla cenzorskich działań.
======
Akademia Muzyczna: Opinia prawna, o której mowa nie wskazywała w swych wnioskach, iż piosenka p. Natalii Capelik – Muiangi „Nie żałuję” nie może zostać opublikowana na uczelnianym kanale Youtube. Na podstawie przedmiotowej ekspertyzy oraz uchwały Senatu Akademii podjęta została jedynie decyzja o czasowym wstrzymaniu publikacji projektu „Żywioły” przygotowanego przez studentów Katedry Jazzu i Muzyki Estradowej Akademii pod szyldem Uczelni. Przedmiotowa opinia nie powstała w ramach działalności Kancelarii Adwokackiej Tomasza Kopoczyńskiego. Autorka ekspertyzy prawnej prowadzi indywidualną praktykę adwokacką oraz wykłada prawo autorskie na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Gdańskiego. Nie dysponujemy zgodą niezbędną do udostępnienia Państwu treści opinii. (Radio ZET ustaliło, że autorką opinii jest mecenas Dominika Szumała. Jej portfolio znajduje się na stronie kancelarii Kopoczyński w dziale ADWOKACI. „W Kancelarii zajmuje się sprawami z dziedziny prawa cywilnego, w szczególności prawa rzeczowego, ubezpieczeń, prawa medycznego, rodzinnego oraz spadkowego, a także prawa sportowego. Współpracuje przy prowadzeniu postępowań z zakresu prawa autorskiego i dóbr osobistych”, czytamy w opisie zakresu kompetencji mecenas Szumały - przyp. red.).
======
Jak na to wszystko zareagowali pana koledzy z uczelni?
Spotkałem się z ogromnym poparciem. Niemal wszyscy pedagodzy Katedry Jazzu i Muzyki Estradowej napisali listy do rektora. Listy napisali też wszyscy moi studenci klasy gitary jazzowej i prawie wszyscy studenci całej katedry, czyli łącznie kilkadziesiąt osób! Domagano się przywrócenia mnie do pracy. Pod kolejnym listem podpisali się wszyscy kierownicy kierunków jazzowych i estradowych z uczelni w całej Polsce.
Jak rozumiem rektor wyrzucił z pracy drugiego w historii Polski gitarzystę jazzowego z tytułem profesora belwederskiego?
Tak jest.
To prezydent Andrzej Duda wręczył panu ten tytuł?
Andrzej Duda nadał mi tytuł profesora w styczniu 2021 roku, po czym pan rektor bardzo serdecznie gratulował mi tego osiągnięcia. Stąd też moje ogromne zdziwienie, bo po pierwsze decyzja rektora jest sprzeczna z wolą jazzowego środowiska akademickiego naszej uczelni, a po drugie – co jest jeszcze bardziej zaskakujące – to że rektor Minkiewicz w ogóle nie chciał ze mną rozmawiać, mimo że wcześniej bardzo mnie chwalił. Nie przeprowadził ze mną żadnej rozmowy, nie przedstawił mi ustnie zarzutów przed wręczeniem wypowiedzenia, nie dał mi szans na jakiekolwiek wyjaśnienia.
W tle - perkusista Clarence Penn (w środku) i Maciej Grzywacz (z prawej)
Nie wygląda jednak na to, żeby ze środowiska partii rządzącej były na niego jakieś naciski na to, by pana zwolnić…
Mam wrażenie, że była to po prostu autocenzura pana rektora, który w mojej opinii po prostu obawiając się utraty subwencji albo jej części wystąpił z taką inicjatywą, żeby zamieść sprawę szybko pod dywan i uciszyć studentkę oraz mnie.
Tymczasem sam wiceminister kultury Jarosław Sellin w odpowiedzi na interpelację poselską w tej sprawie pisze wprost, że nie ma możliwości ucinania ani zmniejszania takiej subwencji…
Tak! Wygląda więc na to, że pan rektor obawiał się czegoś, co jest po prostu prawnie niemożliwe. Przynajmniej nie z takich powodów jak politycznie zaangażowany tekst piosenki.
Pan grywał – i pewnie grywa dalej – z wieloma muzykami z zagranicy. Kiedy opowiada pan tę historię kolegom na przykład ze Skandynawii, to co mówią? Łapią się za głowę?
Łapią. Szokuje ich chyba najbardziej to, że nikt ze mną nie porozmawiał przed wręczeniem mi wypowiedzenia. To jest w ogóle nie do pomyślenia w świecie zachodu, gdzie szukanie konsensusu to jest absolutny standard. Tymczasem u mnie było tak, że przed wakacjami wybrałem się do pana rektora z propozycją organizacji mediacji. Usłyszałem: „w porządku”. Po czym lato się skończyło i rektor wręczył mi wypowiedzenie.
I to wszystko na uczelni artystycznej…
Tak, i to uderza w istotę naszych akademickich działań artystycznych. Przecież artysta nie może – pisząc utwór, sztukę czy musical – myśleć o tym czy efekt spodoba się władzy czy nie. To jest zaprzeczenie istoty powołania artysty. Artysta musi mieć swobodę wypowiedzi, musi móc szczerze mówić o tym, co chce przekazać i musi mieć całkowitą swobodę w użyciu środków, dzięki którym może działać na odbiorcę. My, jako pedagodzy szkół artystycznych, nie możemy dopuszczać do tego, by nasi studenci, na tym etapie gdy dopiero zaczynają wierzyć w to, że mają wolność twórczą w zasięgu ręki, dostali sygnał: nie, tego wam nie wolno, bo dostaniecie po głowie od rektora albo ministra. Ja uważam, że moim obowiązkiem było wysłanie studentom innego sygnału.
======
Akademia Muzyczna w Gdańsku: Wolność artystyczna jest podstawową wartością przyświecającą działalności Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku. Władze Akademii Muzycznej im. Stanisława Moniuszki w Gdańsku w żaden sposób nie chcą wpływać na swobodę twórczą młodych artystów, czy wskazywać jakich elementów powinni unikać w swojej twórczości. Odrębnym zaś elementem są zasady promocji utworów, które powstają w procesie dydaktycznym pod szyldem Uczelni.
======
Pan ma na koncie dyplom ukończenia niemieckiej uczelni muzycznej, w Monachium. To tam zaczynał pan karierę, ale w latach 90-tych zdecydował pan o powrocie do Polski, prawda?
Wróciłem w 1999 roku po prawie 10-letnim pobycie w Niemczech. Miewałem momenty zawahania, bo ten pobyt trwał długo, już tam koncertowałem, zaczynałem się odnajdywać w tamtym świecie. Polska wtedy jeszcze nie była w Unii Europejskiej, ale wiedziałem że wkrótce w niej będzie i ostatecznie pomyślałem sobie, że szkoda byłoby nie uczestniczyć aktywnie w tych ważnych dla mojego kraju przemianach. Dlatego też wróciłem. I przyznam, że ta cała historia, z którą mam teraz do czynienia, jest dla mnie wielkim rozczarowaniem. Wróciłem pełen zapału do działania i wkrótce potem dostałem propozycję współtworzenia kierunku jazzowego w Akademii Muzycznej w Gdańsku. To była dla mnie wielka radość. Teraz, po blisko 20 latach pracy w uczelni, po 11 latach od doktoratu do profesury, czuję się po prostu poszkodowany. Włożyłem w moją działalność ogromną energię, zapał, pasję i poświęciłem jej dużą część życia. Nagle zostałem zwolniony z dnia na dzień tylko dlatego, że powiedziałem że cenzura jest zła.
Szuka pan już nowej pracy? W Polsce czy za granicą?
Szukam i tu i tu. Poza wszystkim, działania władz uczelni uderzają w bezpieczeństwo ekonomiczne mojej rodziny. Muszę więc brać pod uwagę każdą ewentualność, chociaż jednocześnie mam nadzieję, że sąd przywróci mnie do pracy. Moją działalność zawodową zawsze dzieliłem na pracę muzyka – koncertowanie i nagrywanie płyt – i pracę pedagoga akademickiego. W obu dziedzinach realizowałem się z wielką pasją i zaangażowaniem. Szukam nowej posady, ale szczerze mówiąc byłoby mi żal opuszczać Gdańsk, moje rodzinne miasto. Moi dziadkowie mieszkali dwie ulice dalej od Łąkowej, ulicy na której mieści się Akademia Muzyczna! Ja się tu czuję w domu, nie rozumiem dlaczego ktoś mnie stąd wyrzuca.
Maciej Grzywacz (ur. 1969) - gitarzysta jazzowy, kompozytor, aranżer. Absolwent Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie i Wyższej Szkoły Muzycznej w Monachium. Ma na koncie sześć autorskich płyt. Koncertował w Kanadzie, Izraelu, Rosji, Bułgarii, Rumunii, Szwecji, Finlandii, Niemczech, Belgii, Austrii i w Czechach. W 2021 roku Prezydent RP nadał mu tytuł profesora belwederskiego. Kilka miesięcy później został zwolniony z pracy w Akademii Muzycznej w Gdańsku, gdzie był kierownikiem Katedry Jazzu i Muzyki Estradowej.