Rafał Ziemkiewicz w pierwszą sobotę października 2021 został zatrzymany na lotnisku w Anglii. Powodem przedstawionym przez brytyjskie służby miały być poglądy polityczne publicysty. Rodzina Polaka została wpuszczona do Wyspy Brytyjskie, a on sam zatrzymany i aresztowany. Czy wsiadłby po raz drugi do samolotu, gdyby wiedział, jaki będzie finał podróży, podczas której chciał odwieźć córkę na studia w Londynie?
- Oczywiście, że nie. Pierwsze co zrobiłem przed zaplanowaniem tej dwudniowej, rodzinnej wycieczki na weekend, to było skontaktowanie się z Ambasadą Brytyjską. Powiedziano mi, że jeżeli jadę tylko na dwa dni, to się o wizę nie muszę ubiegać, w związku z tym, że to się rutynowo wstemplowuje na lotnisku – mówi Rafał Ziemkiewicz.
W internecie natychmiast pojawiły się komentarze, że sytuacja została sprowokowana przez publicystę, który w ten sposób chciał uzyskać rozgłos. Ten stanowczo dementuje.
- Chyba naprawdę nikt nie podejrzewa, że naraziłbym swoje córki i swoją żonę na takie przykrości i stresy, jakie je spotkały. To naprawdę był moment, kiedy zostaliśmy rozdzieleni na lotnisku. Żona nie miała przy sobie niczego. Karty kredytowe, pieniądze, akurat wszystko miałem ja w kieszeniach, bo nie przyszło nam do głowy, że taki cyrk się może zdarzyć.
Nie zamierzam zostawić tej sprawy
W dokumencie, w którym uzasadniono odmowę wjazdu Polaka do Wielkiej Brytanii, napisano: poglądy Ziemkiewicza stoją w sprzeczności z brytyjskimi wartościami. Jako podstawę prawną podano paragraf V 3.3 załącznika V zasad imigracyjnych dla odwiedzających.
- Zacznę od tego, że chyba Pan Bóg odebrał rozum temu Anglikowi, który to wypisywał – mówi Rafał Ziemkiewicz. - Oni mają prawo wpuszczać lub nie wpuszczać kogo chcą. Pod każdym dowolnym pretekstem albo w ogóle bez podawania żadnego powodu. Natomiast akurat odmówić mi wjazdu z powodu moich poglądów politycznych, a to jasno deklarują, mówiąc o „political views”, to jest wejście w sprzeczność z konwencjami międzynarodowymi, które Wielka Brytania też podpisała i które jasno stanowią, że nikt nie może być traktowany inaczej, niż ktokolwiek inny, bo tak się definiuje w tych traktatach pojęcie dyskryminacji. Nikt nie może być traktowany inaczej z uwagi na swoją religię, przekonania i poglądy polityczne. W zasadzie ten dokument to jest tzw. delikt i zobaczymy, co z tym dalej będzie, bo ja przecież sprawy tak nie zamierzam zostawić – dodaje publicysta.
Popularne w magazynie
Rafał Ziemkiewicz pytany przez Agnieszkę Zarębę o to, czy jego teksty, cytaty i poglądy polityczne mogą wpływać na rodzinę, odpowiada, że po ludzku boi się o córkę, ale wie, że jest silną kobietą i sobie poradzi.
- Tak po prostu, po ludzku to się obawiam, ale co mogę zrobić? Córka jest dorosła, jestem z niej szalenie dumny. Jest bardzo silną, bardzo mądrą kobietą. Druga córka już jest na progu dorosłości i też jest bardzo silną, dojrzałą kobietą, której też wróżę wielką karierę w świecie. One sobie poradzą, przy okazji odbierają troszkę szkoły życia. Zrobiliśmy, co mogliśmy. Mam nadzieję, że nikt nie wie, jakie są imiona moich córek, jak wyglądają ich twarze. Bardzo się staraliśmy z żoną, żeby ich prywatność nie była w żaden sposób naruszona, żeby nigdzie nie było na ten temat nic. W którymś momencie wchodzą w dorosłość, noszą takie nazwisko, jakie noszą.
Po prostu, po ludzku, obawiam się o córkę
Publicysta pytany, czy w najbliższym czasie pozostanie mu jedynie kontakt on-line z córką, która rozpoczyna studia w Wielkiej Brytanii, zapewnia, że nie składa broni.
- Absolutnie nie. Jestem przekonany, że wręcz przeciwnie. Wybiorę się do Wielkiej Brytanii i mam nadzieję, że w miarę szybko zostanę przeproszony i jeszcze zapłacą tyle kasy odszkodowania, że wystarczy na czesne dla córki na całe studia. Może to jest plan maksimum, natomiast absolutnie nie odpuszczę – podkreśla Rafał Ziemkiewicz.
OBEJRZYJ ROZMOWĘ Z RAFAŁEM ZIEMKIEWICZEM