SG mówi o strzałach i kolejnych prowokacjach na granicy. Rzeczniczka prosi o wsparcie i "dziękuję"
Patrol służb białoruskich oddał w czwartek strzały w kierunku żołnierzy Wojska Polskiego, którzy ze Strażą Graniczną patrolują granicę. Nikomu nic się nie stało - poinformowała rzeczniczka Straży Granicznej ppor. Anna Michalska. Przekazała też, że kilkoro chorych dzieci z granicy trafiło do szpitala. Zaapelowała też o wsparcie do pograniczników ze strony mediów i społeczeństwa. - Wsparcie jest nam potrzebne, "dziękuję" od Polski i Polaków - oznajmiła.
Straż Graniczna zorganizowała w piątek konferencję prasową poświęconą sytuacji przy granicy polsko-białoruskiej. Uczestniczyli w niej rzeczniczka SG ppor. Anna Michalska oraz rzecznik ministra-koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.
Przypomnijmy, że od 2 września w związku z trwającym od niemal dwóch miesięcy kryzysem na granicy polsko-białoruskiej, w pasie przygranicznym obejmującym 183 miejscowości na terenie województw lubelskiego i podlaskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Potrwa on do 2 grudnia.
Straż Graniczna o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej
Jak podała Michalska, w ciągu ostatniej doby odnotowano 523 próby nielegalnego przekroczenia granicy. Zatrzymano 35 migrantów, z których wszyscy to obywatele Iraku oraz pięć osób podejrzewanych o pomocnictwo (w tej grupie byli Ukrainiec, Białorusin i troje Gruzinów). Łącznie w ostatnim miesiącu Straż zatrzymała już 159 osób, z czego 135 to Irakijczycy.
Oprócz tego Michalska poinformowała o zdarzeniu z udziałem patrolu służb białoruskich, który - według ustaleń SG - oddał w czwartek strzały w kierunku polskich żołnierzy patrolujących granicę wraz z pogranicznikami. - Prawdopodobnie było to przy użyciu ślepej amunicji. Nikomu nic się nie stało - przekazała rzeczniczka. Jak dodała, mogły być to strzały celowo chybione. - Tych prowokacji jest coraz więcej - zaznaczyła.
Michalska przekazała też, że w czwartek doszło do dwóch zdarzeń, w wyniku których SG wzywała karetkę pogotowia do dwójki dzieci. - Zatrzymano rodziny z dziećmi, czwórka dzieci trafiła do szpitali. Dwoje z tych dzieci ma porażenie mózgowe, jedno dziecko jest chore na COVID. Cała czwórka ma zapalenie płuc, przebywają obecnie w szpitalu - powiedziała.
Podczas konferencji prasowej poinformowała też, że w czwartek zatrzymano również dziewięciu obywateli Turcji, w tym pięcioro dzieci. - Jeden z chłopczyków ma cukrzycę, te dzieci też są obecnie w szpitalach – przekazała Michalska. Wystosowała również apel.
Wszystkie nasze działania są zgodne z przepisami prawa i zasad humanitarnych. Pytają mnie państwo o dzieci z Michałowa, a nie pytacie, jak się czują funkcjonariusze Straży Granicznej, których się oczernia. [...] Oni mówią mi: "Powiedz, że chcieliśmy tym rodzinom pomóc. My tym dzieciom daliśmy jedzenie, ubrania, chcieliśmy przyjąć wnioski o objęcie ochroną międzynarodową. Te osoby nie chciały pomocy od państwa polskiego"
- Wsparcie jest nam potrzebne, ale przede wszystkim ze strony społeczeństwa. Takie zwyczajne "dziękuję" jest dla nas teraz niezwykle ważne w świetle tego, co się dzieje. [...] Chodzi o takie zwykłe "dziękuję" od Polski i Polaków - stwierdziła, dodając, że żołnierze SG "mają możliwość stałego kontaktu z psychologiem".
Michałowo - o którym wspominała rzeczniczka - to miejscowość w woj. podlaskim, gdzie przed kilkunastoma dniami grupa ponad 20 migrantów - w tym kobiety oraz ośmioro dzieci - przebywała przed tamtejszą placówką Straży Granicznej. Według relacji mediów te osoby zostały wywiezione autobusem w stronę granicy polsko-białoruskiej. Ich los nie jest obecnie znany.
Żaryn: prowokacji ze strony Łukaszenki jest coraz więcej
W briefingu brał udział również Żaryn, który mówił o "prowokacjach" ze strony reżimu Łukaszenki. - Wcześniej na naszą stronę granicy przerzucano przedmioty, które miały przypominać bomby - Odbieramy te działania jako chęć eskalowania sytuacji - powiedział Żaryn, dodając, że "prowokacji jest coraz więcej". Nie podał jednak konkretnych liczb.
- Celem Łukaszenki jest destabilizacja sytuacji w naszym kraju i polaryzacja społeczeństwa - mówił. Zaprezentował dziennikarzom także materiały, które określił jako "nieznane dotąd dowody na zaangażowanie Mińska w proceder migracyjny".
Według ustaleń służb specjalnych - które przedstawił Żaryn - migranci mają płacić od 2 do 12 tys. dolarów. Najdroższy "pakiet" ma pozwalać danej osobie na bycie przetransportowaną aż pod samą polską granicę. Żaryn nazwał to "profesjonalnie zorganizowanym szlakiem migracyjnym".
RadioZET.pl/PAP/wp.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET