Nie będzie spotkania Czarnka z ZNP w sprawie pensji nauczycieli? "Ultimatum aktualne do czwartku"
18 listopada oświatowe związki zawodowe miały się spotkać z ministrem edukacji Przemysławem Czarnkiem. Chodziło o kwestię zarobków nauczycieli. ZNP postawiło też ultimatum: albo minister do czwartku wycofa się ze zmian w wynagrodzeniach szkolnej kadry, albo związek rozpocznie spór z rządem. A to może grozić strajkiem jak w 2019 roku. Minister zapowiedział jednak, że spotkania w czwartek nie będzie. - Ultimatum jest aktualne - przypomina ZNP.
Zaczęło się od propozycji Ministerstwa Edukacji i Nauki dotyczącej wynagrodzeń nauczycieli. Konkretnie Przemysław Czarnek, minister edukacji, pod koniec września zapowiedział, że nauczyciele dostaną podwyżki nawet o tysiąc złotych brutto i krótszą ścieżkę awansu zawodowego, ale za to wyższe pensum, czyli więcej godzin przy tablicy.
Związek Nauczycielstwa Polskiego (największy w oświacie związek zrzeszający ok. 200 tys. nauczycieli) od razu skrytykował propozycje MEiN. Uznał je za „skrajnie niekorzystne dla nauczycieli” i „dewastujące system oświaty”, a potem w całości negatywnie zaopiniował projekt zmian. Jednocześnie prezes ZNP Sławomir Broniarz zaprosił do rozmów dwa mniejsze związki zawodowe: Sekcję Krajowej Oświaty i Wychowania NSZZ „Solidarność” i Forum Związków Zawodowych, by wspólnie wypracować stanowisko wobec propozycji MEiN.
O dziwo – bo „Solidarności” i ZNP od dłuższego czasu było ze sobą nie po drodze – udało się. 13 października oświatowe związki doszły do porozumienia i wspólnie odrzuciły ministerialny pomysł, a w zamian domagały się: powiązania wynagrodzeń nauczycieli z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce i przywrócenia prawa do wcześniejszych emerytur dla pedagogów. Wiele osób okrzyknęło to przełomem, biorąc pod uwagę np. kwiecień 2019 roku, kiedy to oświatowa "Solidarność" zrezygnowała ze strajku nauczycieli i podpisała porozumienie z rządem Beaty Szydło.
Przemysław Czarnek, Andrzej Duda i "Solidarność"
Kolejne rozmowy między związkami a resortem edukacji dotyczące wynagrodzeń nauczycieli niewiele wnosiły. „Wspólne stanowisko” zaczęło się sypać na początku listopada. Na spotkaniu związkowców nie pojawiła się „Solidarność”. Jej rzeczniczka tłumaczyła, że związek nie podjął decyzji w sprawie uczestnictwa w kolejnych rozmowach z przedstawicielami innych central, ale wspólne stanowisko z 13 października jest aktualne. Z kolei tydzień później Sławomir Broniarz spotkał się z Donaldem Tuskiem. Poza ogólnikami typu podniesienie prestiżu zawodu nauczyciela i sprzeciw wobec Lex Czarnek nic istotnego tam nie padło, ale ewidentnie nie spodobało się to „Solidarności” i ministerstwu.
ZNP postawiło w końcu ultimatum: albo do 18 listopada minister Czarnek wycofa się ze swoich propozycji, albo ZNP 19 listopada „zwróci się do central związkowych o wspólne rozpoczęcie sporu z rządem RP”. To z kolei może oznaczać pierwszy krok do strajku. W piśmie zażądano też deklaracji ze strony premiera Mateusza Morawieckiego o powiązaniu wynagrodzeń nauczycieli ze średnim wynagrodzeniem w gospodarce.
Tymczasem w poniedziałek 15 listopada kancelaria prezydenta w mediach społecznościowych poinformowała, że Andrzej Duda spotkał się z przedstawicielami ministerstwa edukacji, premierem Matuszem Morawieckim oraz związkowcami. Liczba mnoga okazała się tu jednak na wyrost, bo był tylko jeden związek oświatowa "Solidarność". Ani ZNP ani Forum-Oświata na spotkanie nie były zaproszone i nie zostały o nim wcześniej poinformowane. Zaskoczenie było tym większe, że Ryszard Proksa, przewodniczący "Solidarności" w ostatnich miesiącach krytycznie wypowiadał się o rządzie i propozycjach dotyczących wynagrodzeń nauczycieli.
"Państwa członkowskie, które akceptują dialog jedynie ze specjalnie wybranymi i przychylnymi rządowi organizacjami (…), są tak samo winne niedemokratycznych praktyk, jak rządy, które w ogóle nie angażują się w dialog ze społeczeństwem obywatelskim" – napisał Broniarz w mediach społecznościowych. Zastanawiał się też, jak 18 listopada wytłumaczy się z tego Przemysław Czarnek. Wtedy miało odbyć się od dawna już zaplanowane spotkanie ministra z trzema związkami.
Co z ultimatum ZNP?
I tu kolejne zaskoczenie, bo w poniedziałek wieczorem na antenie Polsat News Czarnek poinformował, że owszem w najbliższym czasie spotka się także z innymi związkami zawodowymi, ale „nie będzie to 18 listopada, bo wtedy jest rada zwoływana przez prezydenta”. Zapowiedział też, że najpierw ministerstwo skończy rozmowy z oświatową „Solidarnością”. Dlaczego rozmawia tylko z nią? - Bo to jedynie Solidarność podpisała porozumienie z rządem polskim wiosną 2019 roku – mówił, nawiązując do strajku szkolnego sprzed dwóch lat.
Przyznał, że do „Solidarności” należy 70 tys. nauczycieli, do dwóch pominiętych związków w sumie 210 tys. szkolnej kadry. - Ale wszystkich nauczycieli jest 680 tys., więc to nie jest większość - tłumaczył. Podczas rozmowy odniósł się też do spotkania z Broniarza z Tuskiem. - Nie mam pretensji do Donalda Tuska, bo jego kłamstwa są oczywiste, ale że pan Broniarz twierdzi, że dzisiaj jest mniej pieniędzy niż było w oświacie, (…) to mnie śmieszy – mówił.
ZNP znów zaskoczone słowami ministra zwróciło się we wtorek, 16 listopada, o „pilne przedstawienie harmonogramu dalszych prac” i zażądało jednoznacznej odpowiedzi: czy minister edukacji wywiąże się z deklaracji dotyczącej ustalenia spotkania dla trzech central związkowych z premierem Mateuszem Morawieckim i czy aktualne jest spotkanie 18 listopada?
Mimo wszystko we wtorek ZNP spotkało się też z przedstawicielami Forum Związków Zawodowych. Termin był wyznaczony od dawna po to, by ustalić wspólną strategię przed czwartkowym spotkaniem z ministrem. - Spotkały się dwa związki, „Solidarność” mimo zaproszenia nie przyszła – informuje RadioZET.pl Magdalena Kaszulanis, rzeczniczka ZNP. Jednocześnie zapowiada: - Nie wycofujemy się z ultimatum, które postawiliśmy ministrowi Czarnkowi, ono jest aktualne, ale czekamy na odpowiedź lub brak odpowiedzi z ministerstwa na nasze pismo w sprawie terminu spotkania. Na odpowiedź ZNP czeka do środy, 17 listopada.
Przypomnijmy, że MEiN proponuje nauczycielom podwyżki: dla nauczyciela stażysty z 2949 zł do 4010 zł, dla nauczyciela mianowanego z 3445 zł do 4540 zł, dla nauczyciela dyplomowanego z 4046 zł do 5040 zł, ale jednocześnie zwiększenie czasu pracy przy tablicy z 18 do 22 godzin i do tego osiem godzin do dyspozycji dyrektora, rodzica, ucznia. Według związków zawodowych jest to po prostu większe wynagrodzenie za większą pracę. W dodatku, jak wyliczyły, pracę może stracić ok. 40 tys. osób, jeszcze więcej będzie miało niepełne etaty, bo zwiększy się wymiar czasu pracy.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET