Robert J.
Robert J.
fot: MAREK LASYK/REPORTER/East News

Zabił i oskórował studentkę. Morderca-psychopata, czy kozioł ofiarny?

07.10.2022 15:13

Po ponad 20 latach prokuratura doprowadziła do skazania sprawcy brutalnego morderstwa z 1999 roku. Sąd ogłosił, że Robert J. zabił i oskórował 23-letnią studentkę Katarzynę Zowadę. Ale czy na pewno? Jak to możliwe, że mężczyzna chory na schizofrenię paranoidalną tak długo skrywał mroczną tajemnicę? Na to pytanie staramy się odpowiedzieć w pierwszym odcinku podcastu "Materiał dowodowy".

Kraków, styczeń 1999 roku. Przez miasto przepływa Wisła - Królowa Polskich Rzek. To właśnie w niej zaczyna się jedna z najbardziej tajemniczych i kontrowersyjnych spraw kryminalnych w Polsce, ale także na świecie. Sprawa oskórowania i zamordowania 23-letniej studentki z Krakowa - Katarzyny Zowady.

Wisła
Wisła
fot. Beata Zawrzel/REPORTER/East News
Wisła
Fot. Beata Zawrzel/REPORTER/East News
Wisła

W zimowy styczniowy poranek na rzece pracuje Pchacz Łoś. To stara barka, której zadaniem jest przepychanie większych statków do brzegu. Nagle coś przerywa pracę maszyny. Statek zostaje odholowany do przystani. Załoga sprawdza turbinę silnika. Jeden z pracowników zauważa, że jej śrubę oplata coś w rodzaju skóry. Ludzkiej skóry.

Ludzkie szczątki w rzece

Wezwana do portu policja odnajduje w wodzie ludzkie szczątki. Oprócz skóry wyłowiona zostaje obcięta noga, fragmenty pośladka, a także skrawki ubrania. Wrzucona do rzeki skóra tworzy damskie body z wyciętymi sutkami. Policja jest pewna: to zaplanowane w najdrobniejszym szczególe brutalne zabójstwo. 

- Kilka dni po wyłowieniu skóry z rzeki zadzwonił lekarz zakładu medycyny sądowej, czyli tam gdzie m.in. robi się sekcję zwłok. Powiedział: Panowie jest kiepsko. Ta osoba, która zginęła została po prostu oskórowana. Ktoś po prostu z niej ściągnął skórę - wspomina po latach były naczelnik krakowskiego Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Dariusz Nowak.

Dariusz Nowak
Dariusz Nowak
fot. Artur BARBAROWSKI/East News
Dariusz Nowak
Fot. Artur BARBAROWSKI/East News
Dariusz Nowak

W mieście wybucha panika. Pojawiają się plotki, że w Krakowie grasuje psychopatyczny seryjny morderca. Jedna z gazet obwołuje go “kuśnierzem”. - Dla wszystkich to był szok, bo takich zabójstw w Polsce po prostu nie było - mówi Nowak.

Lekarz medycyny powiedział: Panowie jest kiepsko. Ta osoba, która zginęła została po prostu oskórowana. Ktoś po prostu z niej ściągnął skórę

Śledczy przez długi czas nie wiedzą, kim jest ofiara. Dopiero w kwietniu 1999 roku, dzięki raczkującym w Polsce badaniom DNA udaje się ustalić, że wyłowione z Wisły szczątki ciała należą do zaginionej 23-letniej Katarzyny Zowady. To krakowska studentka religioznawstwa z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Pięć miesięcy temu jej matka - Bogusława - zgłosiła zaginięcie córki. 

Katarzyna zaginęła 12 listopada 1998. 23-latka pożegnała się z matką i wyszła na zajęcia na uczelnię. Bogusława była ostatnią osobą, która widziała córkę żywą. Dziewczyna ubrana była w granatową sztruksową kurtkę, golf tego samego koloru, czarne spodnie i lakierowane trzewiki. Była blondynką, miała 170 centymetrów wzrostu i zielone oczy.

O zamordowanej studentce śledczy nie wiedzą za wiele. Katarzyna była skrytą i cichą osobą. Emocjonalnie mocno związana ze swoim ojcem, który zmarł tragicznie trzy lata wcześniej. Dziewczyna była jedynaczką, nie miała zbyt wielu znajomych. Wolała spędzać czas w samotności czytając książki science-fiction i słuchając muzyki rockowej. Jak się później okaże, jej ulubionym zespołem był amerykański Grateful Dead. W dzień zaginięcia była studentką religioznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim. To był jej trzeci kierunek studiów. Wcześniej studiowała psychologię i historię. Żadnego nie ukończyła. Śledczym udaje się ustalić, że 23-latka prawdopodobnie miała depresję. Obwiniała się za śmierć swojego ojca, którego wyciągnęła na wycieczkę w góry. Mężczyzna spadł ze skały i złamał kręgosłup. Zmarł niedługo po wypadku. 

- Ten rys psychologiczny był taki, że ona mogła się przed kimś otworzyć, komuś zaufać. Szukała kogoś takiego, kto podałby jej pomocną dłoń - analizuje Dariusz Nowak, który pracował przy śledztwie w sprawie “Skóry”.

Mijają kolejne miesiące. Śledczy nie znają sprawcy morderstwa, miejsca zbrodni, ani nawet narzędzia, którym zabito Katarzynę. Mają jedynie szczątki jej ciała i skrawek ubrania.

To miał być przełom

Jest maj 1999 roku. Cztery miesiące po ujawnieniu szczątków ciała Katarzyny w Wiśle. Policjanci dostają wezwanie do podkrakowskiej wioski. Student Uniwersytetu Jagiellońskiego Władimir W. zabił i oskalpował swojego ojca, po czym nałożył jego skórę na swoją twarz. Śledczy byli pewni, że pochodzący z Rosji 26-letni mężczyzna stoi również za brutalnym morderstwem Katarzyny. Do podobnej zbrodni doszło przecież w krótkim odstępie czasu i w odległości zaledwie kilkunastu kilometrów. Sposób działania mordercy był bardzo podobny. 

- Mało tego. Mogli się znać z Katarzyną. Przez pewien czas studiowali na tym samym kierunku - przypomina Nowak, po czym dodaje: - Makabryczne zabójstwo popełnione pół roku później. Zabił ojca. Potem ściągnął mu skórę z twarzy i założył ją na swoją twarz. I tak wyszedł z domu. Dziadek, który siedział przed domem, myślał, że to idzie jego syn, a nie wnuk.

Zabił ojca. Potem ściągnął mu skórę z twarzy i założył ją na swoją twarz. I tak wyszedł z domu

Władimir W. nie przyznał się jednak do zabicia i oskórowania Katarzyny Zowady. Profilerzy wykluczyli go też z grona podejrzanych z powodu motywu zbrodni - Władimir W. miał zabić z zemsty za to, że ojciec zdradził i porzucił jego matkę. Nie był on seryjnym i seksualnym zabójcą. A taki był zdaniem śledczych zabójca Katarzyny.

Nie ma sprawcy

Po prawie dwóch latach śledztwo w sprawie morderstwa i oskórowania 23-letniej Katarzyny zostaje umorzone. Powód: brak wykrycia sprawcy. Mimo tej decyzji prokuratury krakowscy śledczy nie przestają w poszukiwaniu mordercy Katarzyny. W 2005 roku formalnie zostaje zawiązany zespół do spraw niewyjaśnionych, tzw. Archiwum X.

Oficjalnie sprawa zabójstwa Katarzyny Zowady wraca po 13 latach od ujawnienia szczątków jej ciała w Wiśle. Krakowscy śledczy korzystają z pomocy specjalistów FBI, ale także jasnowidza Krzysztofa Jackowskiego. Przeprowadzają też ekshumację szczątków ofiary bestialskiego morderstwa. Prokuratura oficjalnie wznawia śledztwo.  

Ze względu na brak dowodów i śladów pozostawionych przez mordercę do śledztwa włączają się profilerzy. To psychologowie pracujący dla policji. Tworzą obraz psychologiczny mordercy, aby ułatwić śledczym poszukiwania sprawcy zbrodni. 

- Staramy się wcielić w umysł zabójcy, żeby zrozumieć, co go pobudza, co ekscytuje, a co zniechęca, czy denerwuje - tłumaczy pracę profilerów psycholog doktor Maciej Szaszkiewicz. Jako pracownik Instytutu Ekspertyz Sądowych stworzył portret psychologiczny mordercy Katarzyny. 

Staramy się wcielić w umysł zabójcy, żeby zrozumieć, co go pobudza, co ekscytuje, a co zniechęca, czy denerwuje

- Analizujemy wszystko, co w aktach i dodajemy wiedzę psychologiczną dotyczącą sprawców zabójstwa. Jak się zna różne typy osobowości morderców, różne sposoby ich działania, np. pozbawienia życia, czy ich motywacje to wtedy można się zastanowić, które z nich pasują do omawianego przypadku. 

Portret mordercy

Zdaniem ekspertów zabójca Katarzyny to mieszkaniec Krakowa, mężczyzna w wieku od 22 do 35 lat. Profilerzy określają go jako osobę aspołeczną, zaburzoną seksualnie. Ze względu na precyzyjne cięcia skóry ofiary oceniają, że może wykonywać takie zawody, jak chirurg, rzeźnik czy tapicer. 

- To był człowiek, który dokonał niezwykle wyrafinowanego zabójstwa. Zdjęcie skóry z człowieka jest niezwykle pieczołowitą czynnością. Trzeba mieć dużo wiedzy ,żeby to osiągnąć. Dla normalnej osoby zdjęcie skóry z człowieka jest niemożliwe. Jak się okazuje, skóra człowieka jest silnie powiązana z tkankami człowieka. Dlatego tak trudne jest jej oddzielenie od reszty ciała.

- To pewnie można by obrazowo porównać do wypreparowania pestki ze śliwki. Jak to zrobić, żeby nie uszkodzić tego, co jest poza pestką. W przypadku Katarzyny skóra w zasadzie nie została w ogóle naruszona, nigdzie nie została przebita, czy skaleczona. Cała została zdjęta, oprócz kończyn i głowy, które zostały odcięte.

To był człowiek, który dokonał niezwykle wyrafinowanego zabójstwa

Od początku śledztwa przewija się wątek inspiracji, jaką dla mordercy miał być film “Milczenie owiec”. Seryjny morderca Buffalo Bill zabija swoje ofiary i ściąga z nich skórę. Według śledczych na tej postaci filmowej mógł wzorować się morderca Katarzyny. Jednak policja w kolejnych latach nie ujawnia podobnej zbrodni. Czy to oznacza, że morderca jest w stanie uśpienia? A może zmienił strategię? Stał się mordercą doskonałym?

Prokuratura Krajowa przeprowadza kolejne działania, aby znaleźć mordercę. Śledczy zlecają stworzenie trójwymiarowego modelu obrażeń Katarzyny. Dochodzą do wniosku, że dziewczyna była torturowana, a na wyłowionej z rzeki nodze są urazy po uderzeniach typowych dla sportów walki. Grupa Specjalna Płetwonurków RP przeszukuje dno Wisły w miejscu, gdzie znaleziono nogę ofiary.

Zatrzymany po 18 latach

W październiku 2017 roku, 18  lat po zamordowaniu Katarzyny Zowady dochodzi do spektakularnego zatrzymania. Na krakowskim Kazimierzu policjanci w asyście antyterrorystów oraz telewizyjnych kamer zakuwają w kajdanki 52-letniego  Roberta J. To syn krakowskiego poety. Mieszka z matką, nie pracuje, utrzymuje się z renty, od lat cierpi na schizofrenię paranoidalną.  

Już w 1999 roku, w pierwszych miesiącach śledztwa 33-letni Robert J. trafił na policyjną listę podejrzanych. Był nawet przesłuchiwany. Jak relacjonuje jego ojciec Józef J., mężczyzna mocno przeżył wizytę na komendzie. 

- Jak go pierwszy raz aresztowali i wypuścili po pięciu godzinach, to zachowywał się jak szalony. Płakał, uderzał głową w ścianę, stłukł dwie szklanki. I cały czas płakał. Cały czas powtarzał: dlaczego ja?! - mówi Józef J., ojciec Roberta. Śledczych zaniepokoiło to, że mężczyzna nad wyraz interesował się sprawą morderstwa Katarzyny Zowady. Ich uwagę zwróciła również ciemna strona życiorysu mężczyzny. 

- Jak przebadano jego życiorys, to ręce opadły. On był nieprawdopodobnie źle traktowany w rodzinie. Na porządku dziennym było bicie za byle co. Rodzina dziwnie patologiczna na tle religijnym - przypomina sobie doktor Szaszkiewicz. Wtedy mimo kontrowersyjnych zachowań mężczyzny policja nie zatrzymała go. Zrobiła to dopiero 18 lat później. 

Jak go pierwszy raz aresztowali i wypuścili po pięciu godzinach, to zachowywał się jak szalony. Płakał, uderzał głową w ścianę

Robertowi J. zostaje przedstawiony zarzut zabójstwa ze szczególnym okrucieństwem 23-letniej Katarzyny Zowady. 52-latek nie przyznaje się do winy. Podtrzymuje, że nigdy nie poznał tragicznie zmarłej studentki religioznawstwa. Natychmiast po zatrzymaniu do mieszkania, które zajmował wraz z matką Marią, wkraczają policyjni technicy. Przetrząsają każdy kąt, zrywają łazienkowe kafelki i podłogę w całym lokalu.

- Przez dwa i pół miesiąca nie mogłem się dostać do mojego mieszkania. Poprzewracali wszystko, po wynosili meble, niektóre poniszczyli - irytuje się Józef J., krakowski poeta. Wkrótce śledczy ogłaszają wielki sukces: w mieszkaniu podejrzanego odnaleziono włosy ofiary. 

Mimo to prokuratura nie kieruje aktu oskarżenia do sądu. To dziwne, bo materiał genetyczny ofiary w miejscu zamieszkania sprawcy to bardzo twardy dowód w rękach prokuratora. Jak ustalają dziennikarze Superwizjera TVN, nie wykonano jednak badań DNA włosów zabezpieczonych w mieszkaniu Roberta J. 

Jedynie badanie DNA może dać odpowiedź, czy włosy pochodzą od zamordowanej Katarzyny. Jak się okazuje, prokuratura oparła się jedynie na badaniu porównawczym włosów pod mikroskopem. Takie badanie nie ma jednak podstaw naukowych, aby stwierdzić, czy poddany analizie włos należy do konkretnej osoby. W Stanach Zjednoczonych na podstawie wyników badań morfologicznych włosów niesłusznie skazano nawet kilkadziesiąt osób. 

Wątpliwości jest coraz więcej. Obrońca Roberta J. mecenas Łukasz Chojniak skarży się dziennikarzom telewizji TVN, że prokuratura nie tylko zanonimizowała dane świadków, ale również treść ich zeznań. Jego klient ma przechodzić przez kontrowersyjne badania i eksperymenty medyczne związane między innymi z jego seksualnością. Prokurator przez prawie dwa lata nie pozwala mężczyźnie golić się ani strzyc włosów.  Robert J. spędza kolejny rok w areszcie tymczasowym, a prokuratura przeprowadza szereg ekspertyz.

500 tomów akt. Proces tajny

Dopiero dwa lata po aresztowaniu Roberta J. prokurator Piotr Krupiński przesyła do Sądu Okręgowego w Krakowie akt oskarżenia w sprawie brutalnego morderstwa Katarzyny Zowady. Sam dokument liczy około ośmiuset stron. Oskarżycielem posiłkowym jest matka zamordowanej studentki. Kobieta unika mediów. Z wykształcenia jest psychologiem, ale po śmierci córki zaczęła pracować jako logopeda. Próbowaliśmy skontaktować się z matką Katarzyny. Niestety, kobieta nie odpowiedziała na naszą propozycję rozmowy.

Do mediów trafiają kolejne informacje o Robercie J. Dziennikarze piszą, że oskarżony o morderstwo i oskórowanie Katarzyny Z. pracował w prosektorium. -  Robert odrabiał wojsko akurat w szpitalu, bo miał do niego kilkadziesiąt metrów od domu. Nie zajmował się tam zwłokami tylko mył okna i klatki schodowe oraz zamiatał podłogę. Być może trzeba było coś znieść, na przykład materace. Robert powiedział mi, że raz widział zwłoki w prosektorium i pijanych ludzi pracujących przy nich. To wystarczyło, żeby już tam nie chodził. Ja mu wierzę - tłumaczy rewelację dziennikarzy Józef J.

Najbardziej szokującą informacją z życia zawodowego Roberta J. jest ta o wymordowaniu królików, gdy pracował w instytucie zoologi Uniwersytetu Jagiellońskiego. Miał zostać za to wyrzucony z pracy. Jak się jednak później okaże, nie była to prawda. Reporterka “Dużego Formatu” Gazety Wyborczej Monika Góra dociera do ówczesnego przełożonego Roberta J. profesora Zbigniewa Dąbrowskiego. Ten zaprzecza, aby jego były podwładny został z tego powodu zwolniony. Robert J. faktycznie uśmiercił zwierzęta, ale jako pracownik instytutu mógł to robić. Z pracy zwolnił się sam.

- Być może dostał za to upomnienie, że nie powinien sam sobie udzielać takiego prawa, ale nie został zwolniony - potwierdza ojciec Roberta J. Józef. 

W lutym 2022 roku rusza proces przeciwko Robertowi J. Akta sprawy liczą prawie 500 tomów. Do przesłuchania jest około 200 świadków. Proces jest poszlakowy i jest utajniony. Dziennikarze zebrani na sali sądowej mogą jedynie usłyszeć, jak prokurator przedstawia skrócony akt oskarżenia. Słyszą jeszcze tylko, że Robert J. ogłasza, że jest niewinny. Od tego momentu proces jest niejawny. Opinia publiczna nie dowie się, co przez kolejne dwa lata będzie się dziać na sali sądowej.

Podczas ogłaszania wyroku ws. Roberta J.
Podczas ogłaszania wyroku ws. Roberta J.
fot. MAREK LASYK/REPORTER/East News
Podczas ogłaszania wyroku ws. Roberta J.
Fot. MAREK LASYK/REPORTER/East News
Podczas ogłaszania wyroku ws. Roberta J.

Kilka dni przed ogłoszeniem wyroku rozmawiamy z ojcem oskarżonego o morderstwo Katarzyny Zowady. Józef J. jest pewny, że syn nie dokonał tak okrutnej zbrodni. - Kiedykolwiek przeszła panu przez głowę myśl, że Robert mógł jednak dokonać tak okrutnej zbrodni? - pytam.

- Nigdy. Ale ja mam żal do Roberta. Mam żal do Roberta, bo on jest zamknięty w sobie. Ja jestem otwarty. Mówię to, co czuję jak mi ktoś krzywdę robi, to mówię o tym wprost. A on jest taki milczek.

Sądowa cisza przerwana zostaje we wrześniu 2022 roku. Sędzia Beata Marczewska ogłasza wyrok w sprawie zamordowania 23-letniej studentki religioznawstwa Katarzyny Zowady. Robert J. zostaje uznany za winnego zamordowania i oskórowania młodej dziewczyny z Krakowa.

Mam żal do Roberta, bo on jest zamknięty w sobie. Ja jestem otwarty

Obrońca Roberta J. mecenas Łukasz Chojniak natychmiast po ogłoszeniu wyroku zapowiedział jego zaskarżenie. Nie szczędził słów krytyki pod adresem wymiaru sprawiedliwości. - Prawo do obrony zostało rażąco naruszone - komentował wyrok adwokat oskarżonego.

Robert J. został skazany na dożywocie za zamordowanie i oskórowanie 23-letniej Katarzyny Zowady. Wyrok jest nieprawomocny. Sprawa “Skóry”, jak o niej przez lata mówiono w mediach, była największą zagadką polskiej, ale i światowej kryminalistyki. Po ponad 20 latach prokuraturze udało się doprowadzić do skazania mordercy. Mimo że śledczy nie wiedzą kiedy dokładnie i gdzie Robert J. dokonał zabójstwa i oskórowania studentki religioznawstwa. Nie odnaleziono ani narzędzia zbrodni, ani reszty szczątków ciała Katarzyny. Uzasadnienie wyroku w tej sprawie jest niejawne. Nigdy nie dowiemy się, co tak naprawdę przeważyło o winie Roberta J.

Mateusz Kapera
Mateusz Kapera

W redakcji portalu RadioZET.pl od lipca 2021 roku. Wcześniej m.in. dziennikarz programu Uwaga! TVN i krakowskich redakcji Polska Press. Były członek Stowarzyszenia MediaTory. Pisze o polityce, organach ścigania, wymiarze sprawiedliwości i sprawach kryminalnych.

Laureat Nagrody im. Dariusza Fikusa za dziennikarstwo najwyższej próby 2026 oraz finalista konkursu Podcast Roku 2023.

Masz temat? Napisz: mateusz.kapera@radiozet.pl

logo Tu się dzieje