Preppersi
Preppersi często sprawdzają swoją gotowość podczas ćwiczeń
fot: arch. prywatne
POKOLENIE PREPPERSÓW

Zawsze przygotowani "na jutro". Samowystarczalni w obliczu wojny

08.04.2022 13:16

Nie są żołnierzami, ale do wojny przygotowywali się od lat. Wiedzą jak samodzielnie zrobić kamizelkę przeciwurazową, zbudować schron, uzyskać wodę pitną czy stworzyć filtr powietrza ze znalezionych śmieci. Preppersi do czasu ataku Rosji na Ukrainę byli myleni z fanami survivalu. Sytuacja zmieniła się wraz z inwazją Putina, a preppering przeżywa prawdziwe odrodzenie. Nie jest łatwo namówić ich na wywiad, ponieważ jedna z zasad ich filozofii brzmi: „Dla własnego bezpieczeństwa nie ujawniaj, że jesteś preppersem”.

Prepping to angielskie słowo, które oznacza przetrwanie. Od niego wywodzą się preppersi, którzy są zawsze przygotowani na kryzysowe sytuacje. Dowódca Szwadronu Pabianice Jacek Sobieski jest jednym z nich. 52-latek rodzinny dom opuścił po powrocie z wojska i zamieszkał na nieuzbrojonej działce, którą dostał w spadku po dziadku. Do zrobienia było tam wszystko. W ciągu roku samodzielnie doprowadził wodę, prąd, zadaszył budynek i stworzył miejsce do życia z dala od cywilizacji. Tak wyglądały jego początki, a dzisiaj sam prowadzi szkolenia pod nazwą „Preppers Wyklęty”.

Zawsze czujny

- Byłem preppersem, zanim to było modne – mówi Jacek Sobieski. Na pierwszy rzut oka można go pomylić z wojskowym. Dobrze wyszkolony, opanowany i ubrany w barwy moro. Na co dzień żyje z dala od zgiełku miasta. Już wiele lat temu zabezpieczył swoje otoczenie i stworzył system, który w sytuacji kryzysowej pozwoli mu wraz z rodziną na przetrwanie. Jednak jest jedną z niewielu osób ze środowiska, która mówi o tym głośno. Powód jest prosty: bezpieczeństwo.

Jacek Sobieski w przykładowym schronieniu
fot. arch. prywatne
Fot. arch. prywatne
Jacek Sobieski w przykładowym schronieniu

Większość społeczeństwa nie jest przygotowana, aby przetrwać kilka miesięcy czy nawet tygodni bez dostępu do bankomatu, wody, prądu czy sklepów. - Gdy będzie problem, wówczas informacja, że gromadziliśmy zapasy lub wybudowaliśmy schron rozniesie się w mgnieniu oka. Zaczną się do nas zwracać po pomoc sąsiedzi, dawno niewidziani koledzy, a nawet nieznajomi. Dlatego o byciu preppersem informujemy tylko pojedyncze osoby, podkreślając wagę dyskrecji. Najpierw chronimy siebie, później rodzinę, następnie decydujemy, czy możemy jeszcze kogoś przyjąć pod nasze skrzydła. To jedyna słuszna postawa w obliczu kataklizmów – zaznacza Sobieski.

Preppers jest zawsze czujny. Jacek ma tę zasadę we krwi. Już nie raz uratowała go w kryzysowych sytuacjach. - Mam siódmy zmysł, patrzę kto za mną stoi i zwracam uwagę na nietypowe zachowania. Zawsze robię zdjęcie rejestracji samochodu, do którego wsiadam. Przydało się to np. na wakacjach w Izraelu, gdy wynajęty kierowca zawoził nas do wybranego punktu. Po podróży okazało się, że jednej z osób z naszej grupy ukradziono dokumenty. Dzięki temu, że robiłem odpowiednią dokumentację podróży, szybko odnaleźliśmy zaskoczonego właściciela samochodu i odzyskaliśmy paszport – wspomina preppers, który w swoim dorobku ma wiele takich historii.

Najpierw chronimy siebie, później rodzinę, następnie decydujemy, czy możemy jeszcze kogoś przyjąć pod nasze skrzydła

Potrafi dogadać się praktycznie z każdym na świecie, bez znajomości jego języka. Uważa, że wszystko się da, jak się chce. Najtrudniej jest, gdy podczas negocjacji drugiej stronie nie zależy na pieniądzach. W Jordanii dwie uczestniczki wyprawy w drodze do morza weszły na prywatne nieoznakowane pole należące do lokalnego działacza. Obcokrajowiec nie chciał wydać Polek grupie, ponieważ wtargnęły na jego teren i uważał, że ma prawo z nimi zrobić co zechce. Kobiety miały szczęście, że razem z nimi w wycieczce brał udział Jacek. Po indywidualnej rozmowie z mieszkańcem Jordanii, Polak „wymienił” koleżanki za kilka paczek papierosów, choć sytuacja wydawała się innym uczestnikom wyjazdu nie do opanowania.

Plecaki ucieczkowe zawsze pełne

Patriotyzm wpisany jest w DNA preppersów. Miłość do ojczyzny i chęć obrony kraju mają we krwi. Uczą się wzajemnie jak przetrwać i pomóc w wyzwoleniu państwa, gdy będzie taka potrzeba. Nurt wywodzi się ze Stanów Zjednoczonych, gdzie regularnie zdarzają się powodzie, huragany, kataklizmy, a ludzie muszą dostosowywać się do warunków, które funduje natura. Zrzeszeni w tej społeczności Amerykanie w większości nie mają dużego zaufania do rządu i wolą liczyć na siebie, kierując się obawą, że w kryzysowej sytuacji Waszyngton im nie pomoże. Polscy preppersi mniej skupiają się na kwestiach politycznych. Jacek wspomina, że od zawsze czuł potrzebę tworzenia formacji mundurowych. Nie zdecydował się na bycie żołnierzem zawodowym, ale odbył obowiązkową służbę wojskową, a dwie dekady temu dołączył do preppersów i teraz chętnie dzieli się wiedzą.

Z jego doświadczenia wynika, że panika zaczyna się gdy wróg atakuje kraj i bombarduje infrastrukturę miejską. Dopiero wtedy ludzie uzmysławiają sobie, że w gniazdkach nie ma prądu, w kranie wody, a jedzenia i leków nie kupią w sklepie ani aptece. Wtedy jest już za późno na robienie zapasów, warto pomyśleć o tym wcześniej. Preppersi mają na wszelki wypadek przygotowaną gotówkę w rodzimej oraz obcej walucie, dobrze wyposażoną apteczkę, zapasy żywności o długim terminie przydatności do spożycia i sprawną broń. Wielu z nich zrobiło wcześniej licencje, a osoby, które nie mają pozwolenia na posługiwanie się pistoletem są wyposażone w inne środki bojowe. - Uniwersalną walutą podczas konfliktów zbrojnych są legalne używki. Posiadanie ich może uratować życie. Preppersi potrafią samodzielnie uprawiać tytoń, hodować różnego rodzaju zioła na własne potrzeby, a także pędzić alkohol. Zresztą dobra nalewka własnej roboty z odpowiednio dobranymi naturalnymi składnikami będzie zdrowsza i skuteczniejsza niż niejeden antybiotyk – mówi Jacek Sobieski.

Gdy dochodzi do kryzysu nie ma czasu na kompletowanie sprzętu, pakowanie torby i szukanie rzeczy. Najważniejsze jest przetrwanie pierwszych dwóch tygodni, bo wtedy wybucha największy chaos. Podstawą jest dobrze zaopatrzona spiżarnia, przetwory, zapasy wody pitnej. Cenny jest także własny kawałek ziemi, na której możemy uprawiać ogródek. Swoje warzywa, owoce, zioła mogą być cenniejsze niż pieniądze, gdy dojdzie do kataklizmu i zostaniemy odcięci od świata.

W plecaku ucieczkowym preppersi chowają najpotrzebniejsze rzeczy
fot. speedshutter Photography/Shutterstock
Fot. speedshutter Photography/Shutterstock
W plecaku ucieczkowym preppersi chowają najpotrzebniejsze rzeczy

Na wypadek niespodziewanej sytuacji warto mieć przygotowany tzw. plecak ucieczkowy. Preppersi trzymają w nim m.in.: nóż, apteczkę, gaśnicę, saperkę (do zakopywania śladów), papier toaletowy, rzeczy niezbędne do rozpalenia ogniska, racje żywnościowe, filtry do wody, mapę z zaznaczonymi rzekami (życie jest tam, gdzie woda), mocną taśmę (czasem trzeba nią skleić ranę, zanim dotrze wsparcie medyczne), chusteczki nawilżane (utrzymanie higieny), latarkę, kawę, herbatę, gazety (uchronią przed wychłodzeniem organizmu).

Jacek Sobieski podkreśla, że ma na stałe spakowane dwa plecaki ucieczkowe. Jeden trzyma w domu, drugi wozi w samochodzie. Jeśli do ataku doszłoby, gdy jest rozdzielony z rodziną, wówczas dwie strony mają zapewnione niezbędne do przetrwania rzeczy. A jak się znajdą, jeśli dojdzie do zerwania łączności? Preppers jest na to przygotowany. Od dawna ma ustalony z najbliższymi adres, pod który wszyscy mają się kierować. W wyznaczonym miejscu będą na siebie czekać maksymalnie 48 godzin. Później ruszą dalej. Bycia preppersem można się nauczyć, czy trzeba to mieć we krwi?

- To nie jest tajemna wiedza, ale trzeba trafić na doświadczone osoby, które naprawdę wiedzą jak przetrwać w kryzysowej sytuacji. Moim zdaniem tu nie ma miejsca na teoretyzowanie, dlatego nasze lekcje zaczynamy od razu od zajęć praktycznych. Bez prądu, samochodu, telefonów komórkowych. Uczymy m.in. jak zebrać pitny sok z brzozy, w jaki sposób rozpalić ognisko, aby dawało ciepło, ale nie dymiło, opracowujemy komunikację gestami, wyznaczamy bezpieczną trasę ucieczki z miejsca ataku. Szkolenie zaczynamy w lokalizacji, która jest zniszczona, pełna śmieci i wygląda jak po wojnie. Uważam, że tylko takie warunki pozwolą kursantom zdobyć wiedzę praktyczną – podkreśla organizator szkoleń „Preppers Wyklęty”.

Nóż i wiedza przy sobie

Preppersi potrafią zrobić coś z niczego. Kluczem jest umiejętność wykorzystania śmieci do zrobienia użytecznych narzędzi. Dowódca Szwadronu Pabianice zdradza, jak samodzielnie zrobić kamizelkę przeciwurazową.

Pierwszy krok to opracowanie kształtu naramiennika. Do tego najlepiej sprawdzą się gazety, czasopisma i druciki lub linki. To właśnie pojedyncze strony, sklejane później ze sobą nadadzą kształt kamizelce. Jacek Sobieski podkreśla, że najlepiej wybierać publikacje o jak największej gramaturze papieru. Pomiędzy warstwami stworzonymi z kartek umieszczamy kawałki blachy, gąbki, siatki, mosiężne elementy i wszystkie kawałki metali, na które trafimy wśród zbieranych śmieci. Ważne, żeby w trakcie tworzenia kamizelki kontrolować jej wagę i pamiętać, że nasz kręgosłup będzie musiał ją później nieść być może przez wiele godzin. Efekt końcowy jeszcze raz owijamy w papier, który dodatkowo będzie dawał organizmowi ciepło i ochronę przed wiatrem. Najważniejsze jednak, że stworzona w ten sposób kamizelka w wielu przypadkach ochroni człowieka przed przekłuciem, strzałem z krótkiej broni czy atakiem nożownika.

Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez ludzi w sytuacji zagrożenia? Przede wszystkim jest to uleganie panice i podążanie za tłumem. Sobieski podkreśla, że warto mieć przy sobie zegarek, obrączkę, biżuterię, cenne przedmioty, które mogą posłużyć do wymiany barterowej w zamian za jedzenie lub nocleg. Nie wiemy kogo spotkamy na naszej drodze i czy będzie chciał bezinteresownie pomóc. Warto mieć coś na wymianę. Przyda się także wiedza na temat roślin. Zioła pomogą opanować bóle brzucha, listki wierzby płaczącej zastępują pastę do zębów, a dzika jarzębina działa przeciwzapalnie. Praktycznie wszystko co rośnie wokół nas może być dla preppersa lekiem, trzeba tylko wiedzieć jak go użyć.

Podczas ćwiczeń ze strzelania
fot. arch. prywatne
Fot. arch. prywatne
Podczas ćwiczeń ze strzelania

Od wybuchu pandemii preppersi traktowani są poważnie, ale nie zawsze tak było. Jacek Sobieski jest związany z formacją dwie dekady i pamięta, że wcześniej ludzie reagowali na jego ostrzeżenia i działania z przymrużeniem oka. Gdy nie czuli realnego zagrożenia, nie potrzebowali się na nie przygotowywać i potrafili obracać jego dobre rady w żart. To go tylko utwierdziło w przekonaniu, że nie chce nikogo namawiać do zmiany trybu życia, ale chętnie dzieli się wiedzą z tymi, którzy sami się do niego zgłoszą.

- Wojna w Ukrainie pokazała, że postęp, technika, gadżety elektroniczne dają ludziom złudne poczucie bezpieczeństwa. Gdy zostaną odłączeni od źródła prądu przetrwają tylko kilka godzin, dopóki nie rozładują się ich urządzenia, a bez GPS i przydrożnych znaków nie będą potrafili poruszać się po swoim kraju. Wiele osób w kryzysowej sytuacji liczy na służby bezpieczeństwa, ale skoro mamy straż pożarną, to po co ci gaśnica w domu? Chodzi o to, żeby najpierw liczyć na siebie, bo nie wiesz czy wróg nie rozpocznie ataku od zniszczenia szpitali, posterunków policji i siedziby straży – wymienia preppers.

Wojna w Ukrainie pokazała, że postęp, technika, gadżety elektroniczne dają ludziom złudne poczucie bezpieczeństwa

Jak żyć z taką wiedzą i nie popaść w paniczny strach przed zagrożeniem? Preppersi uczą, że ważny jest czysty umysł i opanowanie. Warto zadbać o spokój, śledzić tylko rzetelne źródła informacji, sprawdzać je o stałej porze, aby nie doprowadzać do przebodźcowania umysłu informacjami. Omówienie planu działania z najbliższymi na wypadek sytuacji kryzysowej oraz skompletowanie plecaka ucieczkowego u większości osób zmniejsza stres związany z sytuacjami, na które nie mają wpływu.

Krzysztof Boruc, założyciel think-thanku Spearhead Inc. zajmującego się bezpieczeństwem narodowym i militarnym kraju, jako instruktor strzelectwa spotyka czasami preppersów. Potwierdza, że są to wyjątkowo dyskretne osoby.

- Ja nie pytam, oni się nie tłumaczą po co przychodzą na zajęcia z obsługi broni. Preppersi zawsze działają skrycie i z zasady nie epatują swoimi zainteresowaniami. Przede wszystkim kładą nacisk na umiejętność przetrwania, a nie ataku i zwykle pozostają w ukryciu. Uważam to za fajne hobby, które w godzinie próby może się bardzo przydać w celu ochrony własnej, swoich bliskich, a nawet małych społeczności – komentuje.

- W obliczu zagrożenia ludzie przechodzą symboliczne przebudzenie. Powodem jest zwykle otoczenie i wizja postapokaliptycznego świata. Myślę, że częściowo jest to wyolbrzymione, ale z drugiej strony, jeżeli ludziom stwarza to poczucie bezpieczeństwa, nawet jeżeli ono jest złudne, bo np. umiejętność strzelania w obecnym konflikcie zbrojnym nie ma żadnego znaczenia, gdyż wojny wygrywają czołgi, artyleria i lotnictwo, i to jest wartość dodana – podsumowuje Krzysztof Boruc.

Agnieszka Zaręba Radio ZET
Agnieszka Zaręba

Dziennikarka ekonomiczna, redaktorka i konferansjerka. Specjalizuje się w tematyce finansów, biznesu i inwestowania. Laureatka Nagrody Dziennikarskiej konkursu Pracodawca Godny Zaufania. Prowadzi podcast "Biznes. Między Wierszami", pisze artykuły i relacjonuje w kanałach Radia ZET najważniejsze wydarzenia gospodarcze. Misją jej działalności jest edukacja ekonomiczna, udziela się w środowisku inwestorów indywidualnych. Prowadzi i moderuje debaty rynkowe, kongresy gospodarcze oraz konferencje biznesowe. Dobrze odnajduje się w sytuacjach kryzysowych, co potwierdza certyfikat MON, nadany na szkoleniu w jednostce wojskowej. Prywatnie kocha sport, podróże i odkrywanie świata. Posiada uprawnienia ratownika wodnego, sędziego pływania i ratownika medycznego.

KONTAKT:

E-mail: agnieszka.zareba@radiozet.pl

LinkedIn: @Agnieszka Zaręba

Instagram:  @agnieszkazarebaofficial

X: @pressagnes

Więcej:  https://biznes.radiozet.pl/tags/kategoria/redakcja/agnieszka-zareba

logo Tu się dzieje