Egzorcysta
Kadr z filmu "Zakonnica" z 2018 r.
fot: Wiese/FaceToFace/REPORTER/East News
WSZYSTKIE TWARZE DIABŁA

Złe duchy nie mieszkają w przedmiotach. Cała prawda o egzorcyzmach

28.10.2021 12:21

Anneliese Michel zmarła z wygłodzenia wskutek źle postawionej diagnozy i niewłaściwie prowadzonych egzorcyzmów. Podobnie jak 22-letnia Niemka, której na siłę wlewano do gardła soloną wodę. Irena była molestowana podczas odprawiania rytuału, a wiele innych ofiar zostało skatowanych lub okaleczonych. Znasz te historie? W nich zawarty jest wypaczony obraz egzorcyzmów, które tak naprawdę mają pomagać, a nie szkodzić. O tym, ale też o Halloween, opowiada filozof i etyk, ks. dr hab. Andrzej Kobyliński z UKSW.

„Latem 1976 roku w wiejskiej społeczności Klingenberg w Bawarii, we współczesnym, dwupiętrowym domu przy Mittlerer Weg, na skutek ciężkiego pobicia i zagłodzenia zmarła uczennica, Anneliese Michel. Miała obrażenia na twarzy, ramionach i nogach i była przerażająco wychudzona. (…) Jej lekarze (…) podejrzewali, że cierpiała na epilepsję. Jednak jej rodzice uważali, że została opętana przez demony” - tak rozpoczyna się książka „Egzorcyzmy Anneliese Michel” autorstwa Felicitas D. Goodmann z 1981 roku. Biskup Josef Stangl za namową rodziców wydał zgodę na egzorcyzmy zgodne z "Rytuałem Rzymskim". Odprawiali je księża katoliccy Arnold Renz i Ernst Alt. Niespełna 24-letnia dziewczyna zmarła we śnie, po uprzednich męczarniach. W dniu śmierci ważyła 30 kg.

Michel była diagnozowana przez neurologów, psychologów i psychiatrów. Jej zachowanie: spożywanie węgla, jedzenie pająków, picie własnego moczu, posługiwanie się dawnymi językami czy odrażające zmienianie twarzy, zdawało się sugerować, że została opętana i wymaga duchowej pomocy, a nie medycznej. To doprowadziło do tragedii. Jej dramat, udokumentowany na 51 nagraniach sesji egzorcyzmów, stał się podstawą dla filmowego klasyku „Egzorcyzmy Emily Rose” z 2005 roku.

Ponad trzy dekady wcześniej William Friedkin nakręcił obraz „Egzorcysta”. To historia 12-letniej Regan, która poprzez zabawę tabliczką ouija nawiązała kontakt z Kapitanem Howdy'm, a wraz z pojawieniem się w jej życiu przybysza w jej otoczeniu zaczęło dochodzić do paranormalnych zjawisk. Do podobnych zdarzeń miało ponoć dojść naprawdę w 1949 roku w protestanckiej rodzinie w stanie Iowa w USA.

Takie przypadki można mnożyć. W Polsce też było ich kilka. Wstrząsający obraz wyłania się ponadto z raportu komisji Tomasza Terlikowskiego o działalności dominikanina Pawła M. Mężczyzna przez kilkanaście lat pod wpływem ruchów charyzmatycznych uważał m.in. że jego „penis ma moc uzdrawiania”. Gwałcił, torturował, znęcał się psychicznie i fizycznie nad swoimi podopiecznymi. Wszystko to czynił pod pozorem „wypędzania złych duchów”, ale nie z siebie, a z tych, którzy mu zawierzyli. Aktualnie oczekuje na wyrok (nie dotarłem do informacji, by już został skazany).

150 ekspertów od wyrzucania duchów

Egzorcyzmy często utożsamiane są z zabobonami, magią czy szamanami. Tymczasem w katolicyzmie zasady ich przeprowadzenia są szczegółowo opisane, istnieje nawet swoisty podręcznik dla egzorcystów. To "Rytuał Rzymski". Oczywiście, podstawą jest tu stwierdzenie, czy wierzymy w Boga, a co za tym idzie także w złe duchy. Jeśli nie, to będziemy uznawać taką działalność za niepotrzebną czy szkodliwą, jeśli tak, dojdziemy pewnie do wniosków, że – mówiąc kolokwialnie – ma to sens.

Według definicji, „egzorcyzmy są sakramentaliami, czyli świętymi znakami, które na podobieństwo sakramentów sprowadzają duchowe dobra osiągane dzięki wstawiennictwu Kościoła". W Polsce mamy ok. 150 egzorcystów (dane na 2018 r., Episkopat nie prowadzi ewidencji). Mają nawet swojego koordynatora – księdza prałata Andrzeja Grefkowicza z Archidiecezji Warszawskiej. To praktyk, który od lat „wypędza złe duchy”... Wróć. Egzorcyzmy, jak sam mówi, wcale nie polegają na „wyrzuceniu złego ducha za rogi z osoby opętanej”, lecz na „towarzyszeniu jej w drodze do nawrócenia”. Środowisko jest niewielkie, raczej hermetyczne, niechętne do opowiadania o swojej pracy. 

Egzorcyzmy w Polsce są darmowe, poprzedzone wywiadem, także psychologicznym i psychiatrycznym. Często na tym się kończy. Zdarza się jednak praktykować. „Zaczyna się znakiem krzyża. Później rozmawiamy nt. sytuacji tego człowieka. Następnie odbywa się modlitwa. (...) Po określeniu problemów ta osoba macza palce w wodzie święconej i wykonuje znak krzyża. Najczęściej opętani chronią się przed tym, jak diabeł przed święconą wodą. (...) Potem jest litania do Wszystkich Świętych, dalej psalm, czytanie Ewangelii, modlitwa kontynuująca treść, którą ona niesie, modlitwa odrzeczenia się od złego ducha i wszystkich praktyk, wyznanie wiary, modlitwa z odwołaniem się do krzyża świętego i jeśli jest taka potrzeba, następuje egzorcyzm zasadniczy, czyli prośba skierowana do Boga o to, by odsunął wszelkie przejawy działania złego ducha. Później następuje formuła bezpośredniego zwrócenia się do złego ducha, by w imię Ojca, Syna i Ducha Świętego o uwolnienie. Dalej rytuał przewiduje modlitwę dziękczynną i błogosławieństwo. Czasami wystarczy jedno takie spotkanie, niekiedy potrzeba kilku takich wizyt” - opisywał w jednym ze swoich wystąpień ks. Grefkowicz.

Kadr z filmu "Egzorcysta" z 1973 r.
fot. Image supplied by Capital Pictures/EAST NEWS
Fot.

Jak mogą wyglądać owe „manifestacje”? „Osoba opętana, czyli taka, w której ciele zamieszkał demon, podczas egzorcyzmu może tarzać się po podłodze, krzyczeć, warczeć, zgrzytać zębami, przeklinać, bluźnić, walić głową w ścianę, wyrywać się, atakować krzyż, święte obrazy. Diabeł może też przemawiać przez osobę opętaną w nieznanych jej językach i wykazywać nadnaturalną siłę. Zdarzyło się, że ktoś, kto nie był w stanie samodzielnie chodzić, podczas egzorcyzmu biegał po całej sali. Po zakończeniu egzorcyzmu znów nie mógł zrobić kroku. Obecna przy tym lekarka była bardzo zaskoczona” - opowiadał ks. Grefkowicz w książce „Zawód: egzorcysta. Wywiady z polskimi egzorcystami" z 2011 roku. 

Nasze postrzeganie egzorcyzmów często jest wypaczone przez kulturę masową. O tym, ale także o Halloween, wywoływaniu duchów i Wszystkich Świętych porozmawiałem z filozofem i etykiem, ks. dr hab. Andrzejem Kobylińskim, profesorem Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie.

Krzysztof Sobczak: Punktem wyjścia do tej rozmowy niech będzie cytat ze „Wskazań dla kapłanów pełniących posługę egzorcysty”, zatwierdzonych przez Konferencję Episkopatu Polski w 2015 roku. „We współczesnym świecie dostrzegamy, że zaspokajanie medialnej potrzeby sensacji bardzo często prowadzi do karykaturalnej deformacji posługi egzorcysty”. Ksiądz profesor mówił zresztą o tym karykaturalizmie w wielu swoich wystąpieniach. I rzeczywiście. Jak zacząłem zgłębiać ten temat, natknąłem się na mnóstwo negatywnych przypadków, które zakończyły się śmiercią, pozytywnych historii było znacznie mniej.

Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW: Niestety, banalne podejście do egzorcyzmów ośmiesza religię. Może także prowadzić do tragedii. W moim życiu nigdy nie spotkałem żadnej osoby, którą mógłbym uznać za opętaną. Obecnie w Polsce i w całym świecie dominuje zamęt religijny, spowodowany w dużym stopniu rozwojem Internetu i kultury masowej. Coraz częściej powstaje religijność synkretyczna, swego rodzaju koktajl religijny. Dotyczy to także nowych sposobów rozumienia diabła, złych duchów, egzorcyzmów.

W tych wskazaniach dla egzorcystów pojawia się również ostrzeżenie, by uważali na to, co mówią i z kim rozmawiają, a na każdy wywiad powinni mieć zgodę ordynariusza. Obowiązuje ich ponadto tajemnica. Może stąd wynika ten negatywny obraz egzorcyzmów? Kiedy dojdzie do śmierci albo uszczerbku na zdrowiu, sprawa trafia do sądu, a co za tym idzie zaczynają interesować się nią media. Kiedy wszystko jest w porządku, nie ma o czym rozmawiać. Samo środowisko egzorcystów, przez to, że jest tak małe, też nie jest szczególnie otwarte na dyskusje poza swoim gronem.

Niestety, w postrzeganiu egzorcyzmów dominuje obraz karykaturalny, zdeformowany, banalny. Ludzie inspirują się tym, co znajdują w kulturze masowej, w książkach czy filmach, a nie tym, co wynika z dojrzałego myślenia religijnego. Warto o tym pamiętać, że egzorcyzmy są stare jak świat. W każdej religii istnieją różne sposoby uwalniania ludzi od zła, a to jest istotą tego obrzędu. W związku z tym nie ma się czemu dziwić, że są praktykowane. Tak było zawsze i każda religia – czy to będzie judaizm, chrześcijaństwo czy islam – zakłada istnienie zła osobowego (diabła, szatana, demonów) i uwalniania ludzi od tego zła. W związku z tym nie należy zadawać sobie pytania, czy egzorcyzmy powinny istnieć, ale jak mądrze, racjonalnie do nich podejść i skąd się wzięło to komediowe czy sensacyjne podejście do tego zagadnienia.

Jeśli jesteśmy przy tym sensacyjnym postrzeganiu egzorcyzmów, to niestety sami egzorcyści się do tego niekiedy przyczyniają. Jakiś czas temu ojciec Michał Olszewski, dzisiaj już były egzorcysta, sam opowiadał o tym, że ducha wegetarianizmu wypędzał salcesonem. To jest śmieszne, brzmi zabawnie, ale on praktykował tę metodę.

To był straszny błąd tego duchownego. W wielu moich wypowiedziach publicznych poddałem ostrej krytyce tę szamańską praktykę religijną. Później ojciec Olszewski przyznał się do błędu. Przyjechał do mnie na długą, ważną rozmowę. Wyjaśniliśmy sobie wiele istotnych spraw doktrynalnych. Obecnie bardzo negatywnie ocenia on tego rodzaju nadużycia religijne. Cieszę się ze zmiany, jaka się w nim dokonała. Teraz ten zakonnik myśli zupełnie inaczej i ma zdrowe podejście do tego rodzaju problemów, ale faktycznie taki błąd w przeszłości popełnił.

Błąd, że stosował takie metody, czy błąd, że wypowiedział się na ten temat?

Jego błąd polegał na tym, że przyjął bezkrytycznie od innych chore praktyki religijne. Kilkanaście lat temu w Polsce była moda na egzorcyzmy. Zaczęto traktować je bardzo banalnie, w konsekwencji pojawiło się wiele nadużyć. Ta banalizacja diabła, szatana przyszła do nas kilkanaście lat temu z Afryki, Azji i Ameryki Południowej.

W niektórych krajach egzorcyzmy są zakazane albo kontakty z egzorcystami są utrudnione np. poprzez utajnianie ich maili i numerów telefonów. Tak jest np. w Niemczech.

Rzeczywiście za naszą zachodnią granicą od lat 70. XX wieku i słynnej sprawy Anneliese Michel dominuje bardzo krytyczne podejście do takich praktyk religijnych. W Kościele katolickim w Niemczech egzorcyzmy nie są praktykowane. Ale są one obecne u naszych zachodnich sąsiadów m.in. wśród chrześcijan zielonoświątkowych czy we wspólnotach muzułmańskich. 

Ponoć w Polsce i we Włoszech mamy największą liczbę egzorcystów.

Tak, gdy chodzi o Kościół katolicki. Po 2007 roku, gdy w naszym kraju egzorcyzmy stały się bardzo popularne, liczba egzorcystów nagle wzrosła do ok. 150. Natomiast od kilku lat obserwujemy w Polsce radykalny spadek zainteresowania egzorcyzmami.

A może generalnie religią? Apostazji też jest coraz więcej. 

Zdecydowanie tak. Formalna apostazja, czyli faktyczne porzucenie wiary i przynależności do Kościoła katolickiego lub innych wyznań religijnych, dotyczy niewielkiej grupy ludzi. Owszem, był duży wzrost liczby apostazji w 2020 r. Jednak problemem tysiąc razy ważniejszym jest mentalna apostazja milionów ludzi, czyli obojętność religijna – ciche, niewidzialne, nieformalne oddalanie się od wiary i Kościoła. Dotyczy to głównie dzieci i młodzieży. To galopująca ateizacja. Polska zajmuje pierwsze miejsce na świecie, gdy chodzi o tempo sekularyzacji ludzi młodych w stosunku do religijności pokolenia ludzi dorosłych.

Po 2007 roku, gdy w naszym kraju egzorcyzmy stały się bardzo popularne, liczba egzorcystów nagle wzrosła do ok. 150

Dlaczego wskazuje ksiądz profesor rok 2007 jako punkt zwrotny, gdy chodzi o zmiany zachodzące w naszej religijności? 

Ponieważ wówczas zaczęto zapraszać do Polski z innych kontynentów wielu mówców i ewangelizatorów, którzy na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat przemawiali w kościołach, na stadionach, w telewizji, w radiu oraz w Internecie do milionów mieszkańców naszego kraju. Najbardziej znane postaci to Gloria Polo z Kolumbii, James Manjackal i Jose Maniparambil z Indii, Maria Vadia z USA, John Bashobora z Ugandy, Myrna Nazzour z Syrii, włoscy duchowni Antonello Cadeddu i Enrico Porcu, którzy obecnie pracują w Brazylii itd.

Jak można określić specyfikę nauczania religijnego tych ewangelizatorów?

Jest to najczęściej synkretyczna religijność chrześcijańska, która jest przyjmowana w Polsce bezkrytycznie przez wielu księży, kleryków, siostry zakonne czy osoby świeckie. Nowe praktyki religijne wlały się szerokim strumieniem do wnętrza Kościoła katolickiego. Coraz więcej katolików w naszym kraju pije wodę egzorcyzmowaną, stosuje olejek radości czy sól egzorcyzmowaną, przeżywa podczas nabożeństw tzw. upadki (spoczynek w duchu, hipnoza, trans, autosugestia), doświadcza podczas spotkań modlitewnych histerycznego śmiechu, nazywanego Błogosławieństwem z Toronto itp.

To elementy procesu pentekostalizacji, czyli uzielonoświątkowienia chrześcijaństwa. Jednym z elementów tej nowej synkretycznej religijności zielonoświątkowej jest szczególne zwrócenie uwagi na działanie diabła. W wieku XIX czy XX w Polsce prawie w ogóle nie było zapotrzebowania na egzorcyzmy. W latach 90. ubiegłego stulecia były to przypadki marginalne. Natomiast po rewolucyjnych zmianach, który dokonały się w naszej religijności po 2007 roku, doszło w naszym kraju nawet do egzorcyzmu narodowego. Tak, cały nasz naród został poddany egzorcyzmowi.

Kiedy miało miejsce to wydarzenie? 

W dniu 15 października 2016 roku na Jasnej Górze dokonano egzorcyzmu narodowego, w którym uczestniczyło 100 tys. ludzi. To był pierwszy w naszych dziejach egzorcyzm, który dotyczył całej ojczyzny. Byłem tym absolutnie zdumiony i przerażony. To wydarzenie pokazało bardzo wyraźnie, jak głębokie są zmiany w polskiej religijności katolickiej na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat. Niestety, egzorcyzm narodowy z Jasnej Góry spotkał się z milczącą akceptacją biskupów, księży, polityków, teologów, socjologów, dziennikarzy itd.

Coraz więcej katolików w naszym kraju pije wodę egzorcyzmowaną, stosuje olejek radości czy sól egzorcyzmowaną

Wśród księży i teologów oczywiście nikt nie neguje obecności złego ducha, ale czy panuje wśród nich zgoda co do zasadności stosowania egzorcyzmów w niektórych przypadkach?

Kościół katolicki, jak żaden inny, posiada w tym obszarze oficjalne nauczanie doktrynalne i precyzyjnie reguluje sprawy związane z rozumieniem szatana czy egzorcyzmów. W innych wyznaniach, także chrześcijańskich, tego nie ma, co w konsekwencji pozwala każdemu indywidualnie rozumieć ten problem. Dla katolików wszystko jest uporządkowane w „Rytuale Rzymskim”. Niestety, nadużycia w Kościele katolickim bardzo często polegają na tym, że tych zasad się nie przestrzega, a egzorcyści ulegają wpływom szamańskim pochodzącym z Afryki, Ameryki Południowej czy Azji.

Czyli kluczem w tej sytuacji jest nieunikanie wpływom z zewnątrz. 

Tak, ważne jest zachowanie własnej tożsamości religijnej, ale jeszcze bardziej potrzeba podejścia naukowego do tego rodzaju problemów. Osoby rzekomo opętane najczęściej wymagają rzetelnej diagnozy psychiatrycznej. Osobiście nie wykluczam, że w katolicyzmie czy innych religiach może się zdarzyć przypadek realnego opętania, ale w znakomitej większości podobnych przypadków nie chodzi wcale o działanie szatana, ale o różnego rodzaju choroby psychiczne i zaburzenia osobowości.

Osoby niewierzące też mogą przystąpić do egzorcyzmów? 

Jeśli przyjmiemy, że takie osoby nie wierzą w Boga, szatana, złe duchy czy życie pozagrobowe, to nie ma żadnych podstaw, żeby poważnie traktowały one egzorcyzmy. W takim przypadku sprawowanie egzorcyzmu byłoby kwestią zabawy, komedii, folkloru. Nie wolno tego robić. Natomiast ateiści czy agnostycy mogą zajmować się naukowym badaniem egzorcyzmów, np. w ujęciu socjologicznym, kulturoznawczym czy etnograficznym.

Właśnie. Osoby niewierzące siłą rzeczy nie wierzą ani w Boga, ani w złego ducha i to one zapewne w dużej części uważają egzorcystów za szamanów, opętanie za zabobon, a działanie egzorcystów za szkodliwe. 

Może to wynikać z niezrozumienia problemu albo z banalizacji tej tematyki. W Polsce, ale także w innych krajach europejskich, dominuje głęboki analfabetyzm religijny. Jedną z jego konsekwencji jest niemożliwość zrozumienia podstaw jakiejkolwiek religii. A przecież ich centralnym elementem są różnego rodzaju koncepcje dobra i zła, nieba i piekła, duchów dobrych i złych. Nie wolno tego kwestionować. Znakomita większość mieszkańców ziemi to ludzie religijni. 

Uważam, że egzorcyzmy powinny być zakazane w stosunku do osób nieletnich, ponieważ w tym przypadku istnieje duże ryzyko wystąpienia różnego rodzaju nadużyć religijnych, szkodliwych dla zdrowia psychicznego. Należy zakazać egzorcyzmów, które nie są poprzedzone solidną diagnozą psychiatryczną czy psychologiczną. Jestem za zakazem takich praktyk religijnych, które w jakikolwiek sposób mogą być szkodliwe dla zdrowia psychicznego osób nieletnich, ale także dorosłych. Te elementy życia religijnego wymagają daleko posuniętej kontroli i nie mogą być przedmiotem eksperymentu.

A taki zakaz nie doprowadziłby do powstania „podziemia”, w którym działaliby egzorcyści?

Nie sądzę. Obecnie w Polsce takie przypadki są niezwykle rzadkie. Było ich zdecydowanie więcej kilkanaście lat temu. Nie wolno dzieci straszyć diabłem. Nie wolno wmawiać im opętania. Takie działania mogą być szkodliwe, budzą panikę, lęk. Egzorcyzmy to mały fragment o wiele większego problemu, jakim jest pandemoniczna wizja świata, głoszona przez niektórych liderów religijnych. Czasami wmawiają oni ludziom, że złe duchy mogą mieszkać w przedmiotach, że trzeba palić czy niszczyć zabawki czy ubrania, w których rzekomo złe duchy mieszkają, np. książki „Harry'ego Pottera”. Mówiąc fachowo, to jest koncepcja furtek złego ducha. 

Na czym ona polega?

Łączy się ona ze spowiedzią furtkową, która błędnie koncentruje się na działaniu złego ducha w naszym życiu. Polega na wskazywaniu tzw. furtek, czyli sposobów, w jaki zły duch wchodzi rzekomo pod nasze strzechy. Podczas przygotowania do spowiedzi furtkowej wierni skupiają się na tym, by znaleźć w swoim życiu wszystkie sytuacje, poprzez które złe duchy zamieszkują w ich życiu. Szuka się także takich furtek w życiorysach swoich przodków – to koncepcja grzechów pokoleniowych i uzdrowienia międzypokoleniowego. Istotą tego nauczania – zakorzenionego w antropologii i kosmologii afrykańskiej – jest przekonanie, że złe duchy mogą się dostać do naszego życia z powodu słuchania muzyki rockowej czy posiadania tatuaży. 

Zdaniem ks. prof. Kobylińskiego media pokazują zniekształcony obraz egzorcyzmów
fot. LightField Studios/Shutterstock
Fot. LightField Studios/Shutterstock
Zdaniem ks. prof. Kobylińskiego media pokazują zniekształcony obraz egzorcyzmów

Są nawet opinie, że do zniewolenia przez złego ducha może prowadzić np. ubieranie się na czarno, gry komputerowe, zainteresowanie spirytyzmem.

To chora, irracjonalna wizja rzeczywistości. W takim świecie diabeł, szatan, złe duchy są wszędzie. Nie zgadzam się z takim rozumieniem Boga, świata, życia ludzkiego. Oczywiście wiele filmów czy gier komputerowych wyrządza ogromną krzywdę dzieciom i młodzieży. Niszczy im psychikę, uczy zła, promuje nieodpowiednie wzorce zachowania. Ale to nie znaczy, że należy palić w ogniu te przedmioty jako rzekome furtki złych duchów. 

Czym innym jest wchodzenie w zły świat, szczególnie dzieci i młodzieży, poprzez gry, naśladowanie pewnych wzorców kulturowych czy bohaterów filmowych, inspirując się chorymi przykładami, a czym innym jest niewłaściwa koncepcja filozoficzna i teologiczna dotycząca furtek złego ducha. To nie jest koncepcja katolicka. To myślenie szamańskie. Towarzyszy mu przekonanie, że w przedmiotach, które stały się naszą własnością, mogą być obecne złe duchy i w ten sposób zamieszkują one w naszych domach, rodzinach. To jest podejście magiczne, które cechuje się tym, że o złu decyduje materia, a nie wolna wola człowieka.

Egzorcyzmy to mały fragment o wiele większego problemu, jakim jest pandemoniczna wizja świata, głoszona przez niektórych liderów religijnych. Czasami wmawiają oni ludziom, że złe duchy mogą mieszkać w przedmiotach

Spotkałem się z przypadkami, gdy na religii ksiądz włączył osobom niepełnoletnim film „Egzorcyzmy Emily Rose”. 

Oglądałem ten film w kinie. Puszczanie tego filmu dzieciom to niedopuszczalne nadużycie. Niestety, w naszych szkołach czasami straszy się dzieci przerażającymi filmami, np. takimi jak „Egzorcyzmy Emily Rose”. To jest naganne, szkodliwe. Od wielu lat z tym walczę w moich publikacjach, wywiadach, wykładach. Niestety, na takie szkodliwe praktyki jest powszechne przyzwolenie duchownych, nauczycieli, rodziców. Myślę, że będzie trudno to zjawisko wykorzenić.

Te niezwykle mocne doznania są szkodliwe dla psychiki osób nieletnich, czasami mogą wywoływać lęk i panikę, a to może mieć negatywne skutki przez wiele lat. Należy postulować absolutny zakaz stosowania takich praktyk w stosunku do dzieci i młodzieży. To dotyczy nagrań filmowych, ale także gier komputerowych, gdzie mamy podobne obrazy. Epatowanie złem na wczesnym etapie życia człowieka jest czymś niepotrzebnym, a wręcz szkodliwym, i należy tego unikać. 

Opętania można podzielić na zawinione i niezawinione – te pierwsze to np. dobrowolne oddanie się diabłu, świętokradztwo, uprawianie magii, wróżbiarstwa. Do niezawinionych zalicza się z kolei padnięcie ofiarą przekleństwa, czarów, a także opętanie dopuszczone jako doświadczenie Boże (np. cierpienie ekspiacyjne – dręczenie przez demona z powodu miłości do Zbawiciela). W tych pierwszych mieściłoby się pewnie wywoływanie duchów, co czasami bywa elementem Halloween. 

Łączenie Halloween z opętaniami to poważne nadużycie. Nie wykluczam, że takie przypadki mogą się gdzieś w świecie pojawić. Osobiście wierzę, że istnieje zło osobowe (szatan, diabeł), ale mam głębokie przekonanie, że realna forma istnienia zła osobowego jest zupełnie inna niż wyobrażaliśmy to sobie przez stulecia. Figura diabła z rogami i ogonem – prezentowana w kulturze ludowej, malarstwie, rzeźbiarstwie czy literaturze – ma niewiele wspólnego z faktycznym istnieniem zła osobowego jako wielkiej mocy i niezwykłej inteligencji. To jest głęboka tajemnica metafizyczna, która wymaga mądrego podejścia filozoficznego czy teologicznego. Nie wolno jej banalizować.

To, co się dzieje w ramach Halloween, jest elementem współczesnej kultury masowej i pewnej zabawy, którą można porównać do naszej polskiej tradycji Dziadów. Jeśli mamy w miarę umiarkowane podejście do tego zjawiska, to nie ma w tym nic szkodliwego. Dla mnie problemem nie jest łączenie Halloween ze złymi duchami, lecz banalizacja śmierci, pamięci o zmarłych. Trzeba bardzo uważać, aby obchodzić ten dzień w taki sposób, by nie przeradzał się on w parodię śmierci. Jeśli mam zastrzeżenia do Halloween, to one nie dotyczą opętań czy złych duchów. Martwią mnie bardziej te sposoby świętowania Halloween, które mogą być naigrywaniem się ze śmierci, cierpienia, umierania, życia pozagrobowego.

No właśnie. Dla wielu, śmiem twierdzić, że dla większości, choć nie mam na to dowodów, to tylko kolejna okazja do zabawy, bal maskowy, w którym zamiast wróżek, czarodziejek i rycerzy ludzie przebierają się za zombie, duchy, wiedźmy itp. Nie ma w tym żadnej ideologii, żadnego drugiego dnia, tylko zabawa. Rozumiem, że to jest ok?

Jeśli ktoś uważa, że się w tym odnajduje, to nie widzę w tym nic złego. Trzeba unikać nadużyć: nie profanować cmentarzy, miejsc kultu religijnego lub świętych przedmiotów, nie szargać pamięci o przodkach. Trzeba respektować określone zasady religijne, społeczne, kulturowe. Jeszcze jedna uwaga: dlaczego w Polsce mamy taki zgrzyt społeczny w kontekście Halloween? W kulturze amerykańskiej, ale także w krajach Europy Zachodniej, nie istnieje nasze polskie rozumienie uroczystości Wszystkich Świętych i Dnia Zadusznego. W innych państwach 1 listopada to zwykły dzień pracy, nie ma masowego odwiedzania cmentarzy. Poza Polską nie ma drugiego takiego kraju na świecie, gdzie te dwa dni są tak uroczyście celebrowane. To się łączy z naszą kulturą, historią, tradycją. Dołączenie do tej poważnej, narodowej, patriotycznej uroczystości czegoś komediowego w postaci Halloween jest pewnym zgrzytem. Natomiast nie ma tego konfliktu aksjologicznego w USA czy w krajach europejskich.

Jesteśmy trochę nieumiarkowani – wszystko u nas musi być w wersji radykalnej. Jak nigdzie na świecie obchodzimy dzień Wszystkich Świętych i dzień Zaduszny, a z drugiej strony mamy eksplozję Halloween na wzór amerykański. W Stanach Zjednoczonych czy w Europie nie budzi to kontrowersji. U nas zderzają się ze sobą dwa światy.

Kadr z filmu "Egzorcyzmy Emily Rose" z 2005 r.
fot. Screen Gems/courtesy Everett Collection/East News
Fot.

To skąd ta popularność akurat w naszym kraju, a nie np. we Włoszech czy Hiszpanii? 

Rozwój fenomenu społecznego Halloween w Polsce znajduje żyzny grunt w postaci uroczystości Wszystkich Świętych, Dnia Zadusznego, pamięci o zmarłych, zniczy, kwiatów na grobach i cmentarzach, szerokiej obecności tej tematyki w mediach i kulturze masowej. Być może ten nasz kontekst kulturowy sprawia, że Halloween staje się u nas bardziej popularne niż w innych krajach europejskich.

Można zatem zaryzykować twierdzenie, że w maju Halloween nie byłoby aż tak popularne jak ostatniego dnia października? 

Zdecydowanie tak. Na pewno zniknąłby kontekst kulturowy, który nakręca tę spiralę. Ale to tylko moje przypuszczenie. 

Spotkałem się jednak w kościołach z kazaniami wielu księży, którzy nie tylko potępiają obchodzenie Halloween, ale wręcz uważają je za szkodliwe.

Jest ogromny podział wśród osób duchownych i świeckich, jeśli chodzi o ocenę Halloween. Wielu księży i teologów katolickich jest przekonanych, że to promocja złych duchów, a uczestnictwo w takich zabawach może prowadzić do opętań i zniewoleń duchowych. W Polsce takie myślenie jest szeroko rozprzestrzenione. Ja się z tym nie zgadzam. Dla mnie o wiele większym problemem jest możliwość niewłaściwego świętowania Halloween, co może prowadzić do utraty powagi w stosunku do cierpienia i umierania. Śmierć wymaga szacunku. Nie wolno się z niej śmiać. Pogarda wobec śmierci to pośrednio pogarda wobec życia.

Wielu księży i teologów katolickich jest przekonanych, że to promocja złych duchów, a uczestnictwo w takich zabawach może prowadzić do opętań i zniewoleń duchowych.

Krótko mówiąc, nie należy łączyć Halloween z religią.

Przede wszystkim nie wolno obrażać uczuć religijnych. Trzeba tak świętować Halloween, aby szanować przekonania religijne i moralne innych ludzi. Czy chcemy tego, czy nie chcemy, Halloween jest częścią kultury masowej świata zachodniego, Polska jest częścią globalnej wioski – na dobre i na złe.

Śledzę media społecznościowe wielu znanych postaci, sportowców, muzyków. Również wśród nich zapanowała moda na Halloween. Potem czytam jednak komentarze, w których wylewa się hejt pod tytułem: „w Polsce obchodzi się Wszystkich Świętych, a nie Halloween”. Jakby nie można było tego połączyć. Wiele osób jednego dnia się bawi, drugiego idzie odwiedzać zmarłych. Nie wszyscy to rozumieją.

Ks. prof. Andrzej Kobyliński (z prawej)
fot. Wideonet/Shutterstock, arch. prywatne
Fot. Wideonet/Shutterstock, arch. prywatne
Ks. prof. Andrzej Kobyliński (z prawej)

Polska jest coraz bardziej różnorodna światopoglądowo. Owszem, wiele osób świętuje Halloween, ale warto też zauważyć, że przy niektórych przedszkolach, szkołach bądź parafiach są organizowane marsze i bale Wszystkich Świętych, które mają być chrześcijańską alternatywą dla Halloween. Polegają one na tym, że w dniu 31 października dzieci i młodzież przebierają się za swoich patronów lub ulubionych świętych. Takie bale i marsze są połączone z modlitwą i nabożeństwami religijnymi.

Uważam, że sprawą najważniejszą jest zachowanie wzajemnego szacunku. Trzeba poważnie traktować przekonania światopoglądowe innych ludzi. To, czego dzisiaj bardzo potrzeba, to mądre i odpowiedzialne respektowanie zasad życia społecznego. Niestety, wszystko można wyśmiać, zbanalizować. Nawet śmierć. Nie wolno tego robić. Banalizacja śmierci jest niegodna człowieka i szkodliwa społecznie.

Ks. dr hab. Andrzej Kobyliński, prof. UKSW (ur. 1965) - filozof, etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych w dyscyplinie filozofia, pracownik Instytutu Filozofii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Jego artykuły naukowe dotyczące zjawiska pentekostalizacji ukazały się w następujących pismach zagranicznych: "Chicago Studies", "Forum Katholische Theologie", "Rivista Teologica di Lugano", "Revista Teológica Limense", "Studia Aloisiana", "Obnovljeni Život".

Krzysztof Sobczak
Krzysztof Sobczak

Dziennikarz sportowy z 11-letnim doświadczeniem. Absolwent edukacji medialnej w Akademii Pedagogiki Specjalnej oraz dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim. W Radiu ZET od marca 2016 roku. Wcześniej w małym portalu sporteuro.pl.

Dziennikarstwo, sport, pisanie - to trzy pasje, które łączy w jedną pracę. Ponadto interesuje się kryminologią, socjologią, psychologią, polityką i muzyką rockową oraz metalową. Miłośnik gór.

Twitter: K_fSobczak

Instagram: kriz.sob

E-mail: krzysztof.sobczak@radiozet.pl

logo Tu się dzieje