W dzisiejszej w zasadzie jednolitej narodowo Polsce rzadko pamiętamy o tym, że w dwudziestoleciu międzywojennym nasz kraj był wielokulturowy. Sporą część społeczeństwa polskiego stanowili Żydzi – aż około 10 proc. zgodnie ze spisami ludności wykonanymi w 1921 i 1931 roku. Z tak dużą grupą musieli liczyć się najważniejsi politycy w kraju, w tym Marszałek Józef Piłsudski. Jak układały się te stosunki? Rozmawiamy o tym z dr hab. Jolantą Żyndul, historyczką zajmującą się dziejami polskich Żydów, autorką książki „Żydzi i Piłsudski”, która niebawem ukaże się nakładem Żydowskiego Instytutu Historycznego.
Skąd pomysł na książkę o Żydach i Józefie Piłsudskim? Rzadko mówi się o Marszałku i społeczności żydowskiej.
Popularne w magazynie
Jolanta Żyndul: To dopiero wstęp do zasadniczej pracy, którą planuję, czyli tomu monograficznego, poświęconego relacjom Piłsudskiego z Żydami, jego poglądom na kwestie antysemityzmu oraz wizji ułożenia stosunków polsko-żydowskich w państwie. Najpierw przygotowałam tom źródeł żydowskich dotyczących Piłsudskiego. Paralelne źródła pochodzące od Piłsudskiego w dużym stopniu zostały już opublikowane w jego pismach zebranych, np. artykuły, książki wspomnieniowe czy wywiady, w których dotyka on kwestii żydowskich. To, co sam Piłsudski mówił o Żydach, jest więc raczej znane. Jeśli zaś chodzi o wypowiedzi żydowskie o Piłsudskim, to dostępnych źródeł jest mniej – i to jest pierwszy powód, dla którego zajęłam się tym tematem. Chciałam skoncentrować się głównie na okresie, gdy Piłsudski był znaczącą postacią polskiej sceny politycznej, więc społeczność żydowska mogła mieć do niego jakiś stosunek. Piłsudski miał oczywiście wcześniej relacje z Żydami, ale nie był wtedy postacią ogólnie znaną. Edycja źródeł ogranicza się więc do okresu międzywojennego, gdy Piłsudski pełnił szereg funkcji państwowych.
Kim dla pani jest Marszałek Piłsudski?
Dla mnie osobiście temat Piłsudskiego jest powrotem do moich młodzieńczych fascynacji. Jestem z pokolenia, które dorastało w cieniu pierwszej Solidarności i stanu wojennego. Uczyłam się wtedy w liceum, to był czas odkrywania białych plam polskiej historii. Czytaliśmy o Piłsudskim, o powstaniach, także o Żydach. Były to moje pierwsze lektury na temat kwestii żydowskiej w Polsce, odkrywałam dopiero, że Polska była państwem wielonarodowym. Po latach pozwoliłam więc sobie wrócić do młodzieńczej fascynacji Piłsudskim w kontekście moich zawodowych zainteresowań. W liceum miałam jego wielki portret narysowany plakatówkami przez kolegę na brystolu – jeden z najbardziej znanych portretów Marszałka, z profilu. Niestety, gdzieś mi przez te lata zaginął… Rzecz jasna, od tamtej pory moje spojrzenie na Piłsudskiego się zmieniło: jako dojrzały historyk inaczej już patrzę na jego zachowania szczególnie z czasów przewrotu majowego i po nim. Niemniej fascynacja została.
Piłsudski siedzi przy stoliku w saloniku na piętrze willi, 1930 r.
Jak zatem układały się stosunki Piłsudskiego i Żydów w międzywojennej Polsce?
Stosunek Żydów do Piłsudskiego jest funkcją tego, jak sam Piłsudski traktował Żydów. W okresie zakładania Polskiej Partii Socjalistycznej w latach dziewięćdziesiątych XIX wieku i na początku XX stał na czele PPS-u i intensywnie współpracował z polskimi socjalistami żydowskiego pochodzenia, usilnie chcąc przyciągnąć środowiska bundowskie (Bund, czyli socjalistyczna partia żydowska – przyp. red.) czy też, lepiej powiedzieć, protobundowskie do PPS. Nie udało się. Można powiedzieć, że to zaważyło na późniejszym oglądzie przez Piłsudskiego spraw żydowskich i pewnej rezerwie socjalistów żydowskich do Piłsudskiego. W okresie międzywojennym najbardziej napięte stosunki miał Piłsudski właśnie z żydowskimi socjalistami, co sięga napięć z przełomu wieków. Ale miały też one bieżące przyczyny związane z tym, że Bund był w opozycji do reżimu Piłsudskiego po przewrocie majowym z 1926 roku.
Czy widać to w materiałach, które pani zebrała?
Tak, szukając materiałów do książki w zasadzie nie znalazłam listów do Piłsudskiego od socjalistów żydowskich. Wszystkie inne grupy i środowiska polityczne są reprezentowane, ale bundowcy nie. Natomiast bardzo dużo jest, co zrozumiałe, listów od przedstawicieli środowisk integracjonistycznych, czyli przedstawicieli asymilatorów, czy od Żydów bojowników o niepodległość Polski, którzy postrzegają się jako polscy patrioci. Pojawiają się też, choć jest ich niewiele, listy od syjonistów – to zwykle bardzo emocjonalne pożegnania z Piłsudskim pisane przed emigracją. Są także listy od emigrantów w Palestynie, którzy piszą do Marszałka o swoich więzach z Polską. Wreszcie, co może wydać się dziwne, obóz władzy pomajowej niezwykle blisko współpracował z ortodoksami. To dość zaskakujące, kiedy przed wyborami cadyk bełski wzywał do głosowania nie na listy żydowskie, tylko na rządowe, czyli BBWR-u. Również rabini bardzo często wysyłali do Piłsudskiego kartki z życzeniami, wygłaszali na jego cześć kazania podczas świąt państwowych czy nawet z okazji imienin Marszałka.
To ciekawe. Ale rabini chyba nie bardzo rozumieli, czym są imieniny, prawda?
Tak, bardzo dobrze widać, że zwyczaj obchodzenia imienin był obcy społeczności żydowskiej. Bardzo często był mylony z urodzinami, niektórzy nazywali go świętem anioła czy opiekuna. I rzeczywiście w pewnym sensie jest to święto patrona. Dla mnie było zaskakujące, że jeden z podstawowych polskich obyczajów był tak mało znany w środowisku żydowskim.
Pierwsza część książki zawiera listy od Żydów pisane do Piłsudskiego, druga natomiast opowiada o Marszałku za pomocą różnych dokumentów wytworzonych przez Żydów.
Taka jest konstrukcja tej książki. Zupełnie nie uwzględniłam w niej jednak literatury, np. poezji żydowskiej dotyczącej Piłsudskiego, bo, moim zdaniem, miała ona za zadanie stworzenie legendy i nie jest obrazem realnych stosunków. Cezurą dla materiałów jest śmierć Piłsudskiego, chociaż w rzeczywistości jeszcze długo po jego śmierci przychodziły do Marszałkowej Aleksandry Piłsudskiej i do jego córek listy, np. z prośbą o pomoc. Druga część książki zawiera natomiast kazania, przemówienia, także religijne. Tłumaczyliśmy je i z hebrajskiego, i z jidysz – to była ciężka praca, bo niektóre były pisane w dialektach lub po prostu słabym jidysz przez ludzi niemal niepiśmiennych.
Które z tych dokumentów są dla pani najważniejsze?
Bardzo ważne są dla mnie wspomnienia o spotkaniach twarzą w twarz z Piłsudskim i o tym, co mówił na temat „kwestii żydowskiej” do konkretnych osób. Jest na przykład relacja Wiktora Chajesa, wiceprezydenta Lwowa. Wątek Piłsudskiego jest niezwykle interesujący w jego dziennikach, które obejmują okres międzywojenny. Po przewrocie majowym Chajes jest zdystansowany do Piłsudskiego, nie podobają mu się niedemokratyczne rządy Marszałka, aż w końcu staje jego wielkim admiratorem – chyba pod wpływem refleksji, że Europa zmaga się z falą jeszcze radykalniejszych ruchów antydemokratycznych. Po śmierci Piłsudskiego, w 1936 roku, kupuje jego popiersie dłuta żydowskiego rzeźbiarza Natana Rapaporta, później autora pomnika bohaterów getta warszawskiego. Stawia je w pokoju, codziennie rano staje przed Marszałkiem na baczność i odbywa rodzaj modlitwy. Chajes to bardzo oddany piłsudczyk, chociaż nie należał do najbliższego kręgu piłsudczyków żydowskiego pochodzenia, którzy wyszli z legionów i właściwie wszyscy zmienili wyznanie. Jest wielu piłsudczyków żydowskich, którzy przede wszystkim dostrzegają w Piłsudskim przeciwwagę dla endecji i doceniają u niego brak retoryki antyżydowskiej. Bo Piłsudski na pewno nie był antysemitą. Żydów traktował tak samo jak wszystkich innych – według tego, jaki mieli stosunek do niepodległości i państwowości polskiej. To była jego główna linia oceny.
Żydzi powinni wyemigrować do Palestyny?!
Rzeczywiście, znamy jedną wypowiedź Piłsudskiego, choć nawet do końca niepotwierdzoną, że Żydzi powinni być może po prostu wyemigrować. Jednak nie znalazłam więcej takich stwierdzeń. Piłsudski traktował Żydów jako część polskiego społeczeństwa. Kiedy w 1926 roku po przewrocie majowym dyskutowano politykę wobec mniejszości narodowych, m.in. program polonizacyjny wobec Białorusinów i Ukraińców, to w dyskusji na temat Żydów Piłsudski powiedział tylko jedno: że powinni znać język polski. To zresztą zgodne z tym, co ustalono na konferencji wersalskiej: że mniejszości narodowe powinny uczyć się języka państwa, które zamieszkują. Piłsudski nie zapominał o społeczności żydowskiej, nawet gdy był bardzo zajęty, bo aktywnie działał w polityce. Według relacji, podczas objazdu Kresów Wschodnich zawsze w programie miał spotkanie z burmistrzem i… wizytę w synagodze.
Członkowie organizacji żydowskich z Piłsudskim
Co miało wpływ na stosunek Piłsudskiego do Żydów?
Uważam, że bardzo duży wpływ na to, że Piłsudski nie miał uprzedzeń do Żydów, miało jego dzieciństwo. Wychował się w domu podupadającej szlachty, jego ojciec jako właściciel ziemski robił najczęściej interesy z Żydami. To było dla Józefa normalne. Jego brat Bronisław pisze nawet w swoim dzienniku, że „ojciec ma upodobanie do Żydów”. Nie ma w tym domu antysemityzmu ani większych uprzedzeń społecznych wobec Żydów, choć stoją oni na niższym szczeblu drabiny społecznej niż szlachta, ale wyższym niż chłopi. Myślę, że Piłsudskiemu zależało na tym, żeby ułożyć w Polsce stosunki z Żydami niekonfliktowo.
Powiedziała pani kiedyś, że Piłsudski był anty-antysemitą.
Tak można powiedzieć. Był przeciwko antysemityzmowi, bo jako antysemicką można postrzegać endecję. Na pewno nie zależało mu na rozpętywaniu waśni narodowych. To jest coś innego niż filosemityzm. Zamieszczam w książce relację kuzynki Piłsudskiego, która mówi, że w rozmowie z nią przyjął filosemicką postawę. Choć nie wiem, czy ona to dobrze pamiętała po wielu latach – to jedyna taka wypowiedź Piłsudskiego, więc nie uważam, że to jest w duchu Marszałka.
Nie był ani anty-, ani filosemitą…
Tak, to bardzo przyjazna wypowiedź. Ale faktem jest, że w latach młodości wokół Marszałka jest więcej Żydów niż później. Kolejne środowiska żydowskie wypadają z orbity jego wpływów, w końcu po przewrocie majowym rozchodzą się nawet jego drogi z jednym z najbliższych współpracowników Szymonem Askenazym, który – jak mówią niektórzy – siedział cały czas w Belwederze na pierwszym piętrze.
Piłsudski nie zapominał o społeczności żydowskiej, nawet gdy był bardzo zajęty, bo aktywnie działał w polityce
Ale Żydzi chyba kochali Piłsudskiego? Józef Hen w „Nowolipiu” napisał: „Panowało takie przeświadczenie, że Piłsudski nie pozwoli skrzywdzić Żydów”.
To widać także w listach do Piłsudskiego i we wspomnieniach Żydów. Po śmierci Piłsudskiego zapanował wśród nich wielki żal. Pamiętam scenę z izraelskiego filmu dokumentalnego o międzywojennej Polsce: kobieta, która w 1935 roku (gdy umarł Piłsudski – przyp. red.) była gimnazjalistką, wspomina, jak płakano po śmierci Piłsudskiego. Myślę, że już wtedy to było oczywiste, że nie chodzi tylko o miłość do Marszałka, ale też o obawę przed zmianą władzy. W ostatnich latach życia Piłsudski był zresztą wdzięczną postacią do kochania, bo mało się wypowiadał, a na temat Żydów wcale. Mógł więc być bohaterem niemalże dla każdego. Ale rzeczywiście 1935 rok był szokiem. Sytuacja bardzo szybko się zmieniała i już druga połowa roku 1935, a na pewno 1936 były pełne codziennej antyżydowskiej przemocy w Polsce, która docierała też na coraz wyższe szczeble władzy.
Składanie wieńca pod pomnikiem Piłsudskiego przez przedstawicieli gminy żydowskiej w mieście Zawichost, 1935 r.
Po co pisano listy do Piłsudskiego?
Piłsudski był postrzegany jako władca na zamku, który nie do końca wie, co się dzieje w kraju. W jednym z anonimowych listów, napisanym ewidentnie przez młodego człowieka, pada zdanie: „Być może nie wiesz, co się dzieje w kraju, na ulicach!”. Autor dołączył wycinki z prasy o antyżydowskich zajściach z lata 1934 roku. Piłsudski jest już wtedy postrzegany jako dobry cesarz, który ma złych doradców. Kult Piłsudskiego mocno przypomina kult austriackiego cesarza Franciszka Józefa, którego podwładni też zawiadamiali i prosili o interwencję, bo jego administracja przecież nie wie, jaka jest prawdziwa intencja władcy. Do Franciszka Józefa, podobnie jak do Piłsudskiego, też pisano dużo listów. W ostatnich latach życia Piłsudskiego uważano za ostatnią instancję, dobrego ojca, który, gdyby wiedział, to zapewne by zadziałał. Ale tak nie było. Ze wspomnień Kazimiery Iłłakowiczówny, jego osobistej sekretarki, wiemy, że po 1926 roku właściwie tych listów w ogóle nie czytał. Iłłakowiczówna miała prowadzić tę korespondencję za niego, po to ją zatrudnił. Robiła to zresztą bardzo starannie, ponoć odpowiedziała łącznie na 250 tys. listów wysłanych do Piłsudskiego, nie tylko przez Żydów. Pisali do niego właściwie wszyscy.
A jak najczęściej nazywano Piłsudskiego w listach? Bo wachlarz zwrotów jest imponujący: Dziadek, Geniusz Polski, Wskrzesiciel Rzeczpospolitej, Chluba Polski…
Najczęściej jednak tytułowano Piłsudskiego „Budowniczym Państwa”. Widać w tych listach duży szacunek, choć nie przeceniałabym go, bo kiedy się pisze do kogoś prośbę, to jednak trzeba się ustawić w pozycji petenta i używa się często form nieco na wyrost.
W ostatnich latach życia Piłsudski był zresztą wdzięczną postacią do kochania, bo mało się wypowiadał, a na temat Żydów wcale
By ten, do którego się pisze, poczuł się dobrze.
Oczywiście. Uważam też, że jeśli ktoś nie musi pisać, to tego nie robi. Więc były jakieś potrzeby, bo nie sądzę, by ten wysyp listów był wyłącznie wynikiem propagandy państwowej, szczególnie po 1930 roku, gdy kult Piłsudskiego był promowany i w wojsku, i w szkołach. Nikt w końcu nie wymagał od rabinów, żeby pisali do Marszałka. Czy pani napisała kiedyś list do władzy?
Nie, nigdy.
Ja też nie. Myślę, że w pisaniu listów do władzy musi być jakiś element osobistego zaangażowania. Na listy do Marszałka, zwłaszcza te bałwochwalcze, tzw. adresy hołdownicze, patrzę więc jako na część akcji państwowej. Choć warto pamiętać, że pewne grupy społeczne nie pisały do Marszałka, więc za tymi piszącymi musiała stać też nadzieja, że to ma sens. Nie wyobrażam sobie, by takie listy pisano do Dmowskiego.
Powszechną żałobę po śmierci Marszałka też doskonale widać w listach. Ojcowie płakali, dzieci były przerażone…
Tak, uroczystości pogrzebowe po śmierci Piłsudskiego trwały tydzień. W każdej miejscowości odbywały się nabożeństwa żałobne już od następnego wieczora po śmierci Piłsudskiego, czyli 13-14 maja, pod jego pomnikami składano wieńce. Mamy zdjęcie z Zawichostu zrobione w momencie składania wieńców przez społeczność żydowską – myślę, że ten smutek jest autentyczny. Krył się za nim na pewno także lęk i świadomość, że kończy się pewna epoka. Pamiętajmy, że w 1933 roku Hitler dochodzi do władzy, Mussolini jest dyktatorem, Europa się zmienia. Widać też, że Polska pójdzie w tę samą stronę. Lęk o przyszłość pojawia się nie tylko u polskich, ale i u europejskich Żydów.
To zapytam na koniec: czy Piłsudski lubił Żydów? Tak jak wynika to z relacji kuzynki Piłsudskiego.
Nie wiem, czy można powiedzieć, że się lubi Żydów, czy raczej lubi się konkretne osoby. Piłsudski na pewno dostrzegał żydowski wkład w walkę o niepodległość, np. w powstanie styczniowe, legiony. Dobrze wypowiadał się o ortodoksyjnych Żydach i o asymilatorach. Czy można mówić, że ktoś lubi Żydów? Czy lubimy jakieś narody? Czy po prostu ludzi?
Dr hab. Jolanta Żyndul – historyczka, pracuje w Żydowskim Instytucie Historycznym. Bada najnowszą historię polskich Żydów i stosunków polsko-żydowskich w XIX i XX wieku. Jest autorką m.in. książek: „Zajścia antyżydowskie w Polsce w latach 1935-1937”, „Państwo w państwie? Autonomia narodowo-kulturalna w Europie środkowowschodniej w XX wieku”, „Kłamstwo krwi. Legenda mordu rytualnego na ziemiach polskich w XIX i XX wieku”. Jesienią ukaże się jej najnowsza książka „Żydzi i Piłsudski. Wybór źródeł do historii stosunków polsko-żydowskich w okresie międzywojennym”. Książka "Żydzi i Piłsudzki" (wyd. Żydowski Instytut Historyczny) ukaże się w listopadzie 2021 r.