Afera w straży granicznej. "Sprawdzali dane sąsiadów, znajomych, celebrytów"
Funkcjonariusze straży granicznej mieli wykorzystywać dane osobowe z bazy PESEL do celów prywatnych – dowiedziało się RadioZET.pl. I nie miał być to jednostkowy przypadek. - Dane osobowe sąsiadów, znajomych, ale też adresy zamieszkania np. celebrytów. Sprawdza się dziesiątki, jak nie setki osób, które nie mają związku z prowadzonymi działaniami służbowymi - słyszymy od jednego z funkcjonariuszy.
- Dwa lata śledztwa i zero efektów, a funkcjonariusze, którzy nielegalnie sprawdzali dane, do dziś pracują i są nagradzani, zamiast ponieść konsekwencje służbowe – nie ukrywa zbulwersowania jeden z funkcjonariuszy straży granicznej, który prosi o anonimowość. Wraca tym samym do sprawy, która zaczęła się w 2022 roku i wciąż nie znalazła rozwiązania.
W sierpniu 2022 roku jeden z funkcjonariuszy Komendy Głównej Straży Granicznej informuje biuro spraw wewnętrznych (BSW) o podejrzeniu bezprawnego sprawdzania danych osobowych w bazie PESEL. To jedyny system, który zbiera tak dużo informacji o wszystkich polskich obywatelach i osobach zamieszkujących na stałe w Polsce. Znajdują się w nim m.in. adres zameldowania, data i miejsce urodzenia, stan cywilny czy informacje o dłuższym pobycie za granicą. Dostęp do tych danych ma szereg instytucji publicznych: policja, służby specjalne czy właśnie straż graniczna.
Funkcjonariusz informuje komendanta BSW, że bezprawnie pobrane dane z bazy PESEL ma wykorzystywać jego była żona - również funkcjonariuszka pełniąca służbę w Nadwiślańskim Oddziale Straży Granicznej. Na jej zlecenie sprawdzane są dane osobowe funkcjonariuszy straży granicznej, ale również osoby prywatnej.
Motywem działania ma być zemsta za to, że sąd rozwiązując małżeństwo, orzekł o naprzemiennej opiece nad dzieckiem. Kobieta nie godziła się na to. Nachodziła byłego męża w domu, i gdy ten miał przy sobie syna, wszczynała awantury. Wiedziała, gdzie szukać mężczyzny właśnie dzięki informacjom z bazy PESEL.
Przedłużające się śledztwo. “Postępowanie zmierza ku końcowi”
W grudniu 2022 roku Prokuratura Rejonowa Warszawa-Mokotów wszczyna śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez funkcjonariuszy straży granicznej. Śledczy sprawdzają, czy doszło do bezprawnego, pozasłużbowego sprawdzenia danych osobowych w bazie PESEL. Niespełna pół roku później śledztwo zostaje przekazane do Prokuratury Okręgowej w Warszawie. - Powodem przekazania był charakter postępowania, które wymagało rozpoznania przez doświadczonych śledczych z jednostki wyższego stopnia - tłumaczy rzecznik prasowy Prokuratory Okręgowej w Warszawie Piotr Skiba.
W czerwcu 2023 roku BSW wchodzi do mieszkań funkcjonariuszy podejrzewanych o udział w nielegalnym sprawdzaniu danych osobowych w bazie PESEL. Prokuratura zdobywa dowody na to, że w procederze brało udział kilku funkcjonariuszy straży granicznej, ale także policjant z Radomia. Okazuje się nim brat funkcjonariuszki straży granicznej - kobieta miała mu zlecić sprawdzić byłego męża i jego syna. Policja wszczyna postępowanie dyscyplinarne wobec policjanta. - Postępowanie zakończyło się ukaraniem funkcjonariusza ostrzeżeniem o niepełnej przydatności do służby na zajmowanym stanowisku - informuje nas asp. Marcin Sawicki z zespołu prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Radomiu. Policjantowi grozi jeszcze odpowiedzialność karna podobnie jak funkcjonariuszom straży granicznej.
Śledztwo prokuratury trwa już prawie dwa lata. Sprawę prowadziło w sumie trzech prokuratorów. - Przedmiotowa sprawa w dalszym ciągu znajduje się w fazie in rem (w sprawie - przyp. red.), jednakże większość materiałów koniecznych do podjęcia decyzji merytorycznej została już zgromadzona. W związku z powyższym postępowanie zmierza ku końcowi. W kręgu zainteresowania prokuratury znajduje się kilku funkcjonariuszy straży granicznej i policji - przekazuje nam prokurator Skiba.
Tak długi czas śledztwa ma być spowodowany “specyfiką i złożonym charakterem postępowania”. - W jego toku konieczne było przeprowadzenie szeregu czynności o charakterze prawnym, technicznym i faktycznym m.in. niezbędne było ustalenie, czy sprawdzanie danych dokonane przez wskazanych funkcjonariuszy rzeczywiście zostały dokonane i czy nie miało związku z wykonywaniem zadań służbowych - wyjaśnia Skiba.
Brak konsekwencji służbowych. Straż Graniczna czeka na decyzję prokuratury
Oczekiwanie na zarzuty lub decyzję o umorzeniu śledztwa nie oznacza, że wobec funkcjonariuszy nie można wyciągnąć konsekwencji służbowych. Tak się stało w przypadku policjanta z Radomia. - Postępowanie dyscyplinarne zostało wszczęte bezpośrednio po poinformowaniu przez prokuraturę, że w danej sprawie toczą się czynności - informuje Sawicki z radomskiej policji.
A co w przypadku funkcjonariuszy straży granicznej, którzy są w zainteresowaniu prokuratury? Jak ustaliliśmy, nie spotkały ich żadne konsekwencje służbowe. Co więcej, wciąż mają dostęp do bazy PESEL. Zapytaliśmy straż graniczną, dlaczego nie ukarano żadnego z funkcjonariuszy. Odpowiedź jest zaskakująca. Mjr SG Krzysztof Grzech w odpowiedzi stwierdził, że do straży nie wpłynęła żadna informacja o śledztwie prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Warszawie w sprawie ich funkcjonariuszy.
Zarówno Komendant Główny Straży Granicznej gen. dyw. SG Robert Bagan, jak i jego poprzednik gen. dyw. SG Tomasz Praga, musieli dowiedzieć się o śledztwie prokuratury w sprawie nieuprawnionych sprawdzeń w bazie PESEL z dwóch powodów. Po pierwsze, BSW straży granicznej wykonywało czynności na zlecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie. BSW jest podległe Komendzie Głównej Straży Granicznej.
Po drugie, standardem w takich sprawach jest to, że prokuratura, prowadząc śledztwo, koresponduje z kierownictwem instytucji w celu uzyskania niezbędnych informacji o podległych funkcjonariuszach. Jak ustaliliśmy, nie inaczej było w tym przypadku. Ponadto, w tak ważnych instytucjach jak straż graniczna ze względów bezpieczeństwa kraju nic nie dzieje się bez kontroli.
Dane urzędników, cudzoziemek
Historia, którą opisujemy, to nie jest jednostkowy przypadek. Jak ustaliliśmy, funkcjonariusze straży granicznej w przeszłości wielokrotnie mieli wykorzystywać dane z bazy PESEL w nieuprawniony sposób. - Niekontrolowany dostęp do różnego rodzaju informacji może być wykorzystywany nie tylko w politycznych i wielkich sprawach, ale również gdy przykładowo komendant ma szwagra, a szwagier ma firmę i problem z konkurencją. W takich przypadkach te informacją mogą być wykorzystane w sposób nielegalny - tłumaczy Wojciech Klicki z fundacji Panoptykon walczącej o prawo chroniące wolność i prywatność.
W listopadzie 2021 roku Prokuratura Rejonowa w Przemyślu oskarżyła byłego funkcjonariusza Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej o przekroczenie uprawnień poprzez nieuprawnione przeglądanie danych 279 osób. Niedługo później sąd uznał go za winnego. Funkcjonariusz usłyszał wyrok roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata za nieuprawnione przetwarzanie danych osobowych oraz oszustwa na szkodę straży granicznej.
W innej sprawie funkcjonariuszka straży granicznej nie mając upoważnienia do korzystania z bazy PESEL, miała zlecić podległemu sobie funkcjonariuszowi sprawdzenie adresu zamieszkania urzędnika państwowego. Następnie przekazała tę informację innej osobie, która chciała skontaktować się z urzędnikiem, bo ten prowadził jej sprawę administracyjną. Funkcjonariuszka została oskarżona o przekroczenie uprawnień i ujawnienie informacji służbowych.
Bulwersująca jest również historia innego funkcjonariusza pracującego na przejściu granicznym. Mężczyzna miał pobrać dane osobowe, w tym numery telefonów, 59 cudzoziemek, które przekroczyły granicę. Następnie kontaktował się z nimi w celach prywatnych. Usłyszał zarzuty przekroczenia uprawnień, fałszerstwa i łapownictwa.
Sprawdzali sąsiadów i znajomych. A nawet śp. prezydenta Kaczyńskiego
Jak mówią nam funkcjonariusze straży granicznej, którzy poprosili o anonimowość, problem nieuprawnionych sprawdzeń w bazie PESEL, i nie tylko, jest nagminny. - Wiemy o przypadkach sprawdzania danych osobowych sąsiadów, znajomych, ale też adresów zamieszkania np. celebrytów. Sprawdza się dziesiątki, jak nie setki osób, które nie mają związku z prowadzonymi działaniami służbowymi - słyszymy od jednego z funkcjonariuszy.
Problem nie dotyczy tylko straży granicznej, ale także innych służb, które mają dostęp do m.in. bazy PESEL. - Pełniąc służbę jeszcze w Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, pamiętam sytuację, jak funkcjonariusz wpisał w wyszukiwarkę bazy PESEL prezydenta Lecha Kaczyńskiego już po jego śmierci. Szybko został zwolniony, ale sprawa i tak została zamieciona pod dywan - mówi nam nasz informator.
To nie istnienie bazy PESEL jest problemem, ale brak kontroli nad ludźmi, którzy mają do niej dostęp. - Nad takimi instytucjami jak: policja, straż graniczna i służby specjalne, czyli ABW i CBA, nie ma niezależnej kontroli. Biuro spraw wewnętrznych to jest trochę za mało, bo po pierwsze nie może sprawdzić wszystkiego, a po drugie z perspektywy obywatela to, że oni się sami wewnętrznie kontrolują, nie jest wystarczające. Powinien być ktoś, kto mógłby wejść do takiej instytucji i wyrywkowo sprawdzić, czy działania funkcjonariuszy były zgodne z przepisami - mówi Wojciech Klicki z fundacji Panoptykon.
Oprócz zewnętrznej kontroli dobrym pomysłem byłoby umożliwienie obywatelom autokontroli, na przykład w ramach portalu mObywatel. - Jeżeli będę wiedział, że sprawdzała mnie straż graniczna, a przecież nic nie miałem wspólnego z tą formacją, to wtedy mógłbym na przykład zainicjować kontrolę - wyjaśnia ekspert.
Kontakt z autorem: mateusz.kapera@radiozet.pl
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET