Awantura o willę przy Batorego w Gdańsku. Rosjanie nie chcą oddać budynku
Choć 23 grudnia o północy rosyjski konsulat w Gdańsku oficjalnie kończy swoją działalność, Federacja Rosyjska odmawia wydania zabytkowej willi przy ul. Batorego. Władze miasta otrzymały pismo informujące, że w budynku pozostanie pracownik ambasady, co ma zablokować przejęcie nieruchomości przez Skarb Państwa. Rosjanie roszczą sobie prawo do użytkowania wieczystego, mimo że księgi wieczyste wskazują na własność państwową.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Dlaczego cofnięto zgodę na funkcjonowanie rosyjskiego konsulatu w Gdańsku.
- Co robi pracownik ambasady w budynku po konsulacie w Gdańsku.
- Jakie są roszczenia Rosjan do budynku na ul. Batorego w Gdańsku.
- Kto rozstrzygnie spór o nieruchomość po rosyjskim konsulacie.
Co z budynkiem rosyjskiego konsulatu w Gdańsku?
Jeszcze w listopadzie szef MSZ Radosław Sikorski przekazał, że podjął decyzję o cofnięciu zgody na funkcjonowanie rosyjskiego konsulatu w Gdańsku. Była to odpowiedź na rosyjskie akty dywersji wymierzone w linie kolejowe w Polsce. Konsulat miał zostać zamknięty 23 grudnia o północy, po tej dacie jego pracownicy mieli opuścić terytorium Polski.
Okazuje się, że Rosjanie nie zamierzają zdawać budynku po zlikwidowanym konsulacie w Gdańsku. W wilii przy ul. Batorego ma wciąż dyżurować jeden z pracowników ambasady. Takie informacje przekazały w poniedziałek władze miasta podczas konferencji prasowej.
Władze Gdańska otrzymały pismo od Federacji Rosyjskiej
Wiceprezydent Gdańska Emilia Lodzińska poinformowała, że ambasada rosyjska przesłała do magistratu pismo, w którym przekazano, że w nieruchomościach "będzie przebywał pracownik administracyjno-techniczny ambasady. - W związku z tym fizycznie nie będziemy mogli przejąć tych nieruchomości - powiedziała.
- Zgodnie z tym, co widnieje w księgach wieczystych, właścicielem nieruchomości jest Skarb Państwa. Twierdzenia strony rosyjskiej, że nieruchomości należą do nich są błędne i niezgodne z prawdą - mówiła podczas konferencji prasowej Lodzińska.
Sprawą musi się zająć sąd
Wicewojewoda pomorski Emil Rojek dodał z kolei, że "Rosjanie uważają, że mają roszczenia cywilnoprawne do tego budynku, że posiadają prawo użytkowania wieczystego, i na tej podstawie odmawiają jego definitywnego wydania".
- Wraz z końcem 23 grudnia ta nieruchomość już nie jest objęta ochroną. W związku z tym to, co będzie się działo dalej z tym budynkiem nie jest już w gestii MSW Polski ani stosunków między naszymi krajami, ale podlega jurysdykcji polskich organów wykonawczych, czyli ewentualnie komornika czy ewentualnie innych organów siłowych. Jednak zanim to nastąpi sąd musi w tej sprawie orzec - dodał. Proces w tej sprawie może jednak potrwać - nawet dwa lata.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET