13-miesięczny Grześ nie żyje. Na jaw wychodzą wstrząsające fakty
Śmierć 13-miesięcznego Grzesia wstrząsnęła Bydgoszczą. Matka i jej partner usłyszeli zarzuty fizycznego znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem. Wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdzają ustalenia prokuratury, która zamierza zmienić kwalifikację czynu. Parze grozić będzie dożywocie. Okazuje się, że Grześ nie był jedynym dzieckiem Katarzyny B. W zeszłym roku kobiecie odebrano czwórkę dzieci, które trafiły do domu dziecka.
Nie żyje 13-miesięczny Grześ z Bydgoszczy
13-miesięczny chłopiec trafił do Wojewódzkiego Szpitala Dziecięcego w Bydgoszczy w piątek 13 września. Grześ był w ciężkim stanie. Pogotowie zawiadomiła jego matka, Katarzyna B., która twierdziła, że dziecko wypadło z łóżeczka. Obrażenia wzbudziły jednak podejrzenia lekarzy, którzy zawiadomili policję. Lekarze robili, co mogli, ale chłopca nie udało im się uratować. Grześ zmarł po kilku dniach w szpitalu, w nocy z 18 na 19 września.
Początkowo rodzice usłyszeli zarzuty fizycznego znęcania się nad dzieckiem ze szczególnym okrucieństwem i spowodowania u chłopca ciężkiego uszczerbku na jego zdrowiu w postaci choroby realnie zagrażającej życiu, a także narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Groziło im za to do 20 lat więzienia. Po śmierci dziecka najprawdopodobniej zmieni się kwalifikacja czynu. Prokuratura czeka jeszcze na dokładne wyniki sekcji zwłok. Te wstępne potwierdzają opisywane wcześniej obrażenia 13-miesięcznego Grzesia.
- Gdy stawialiśmy zarzuty, Grzesiu jeszcze żył. Niewątpliwie jego zgon będzie miał wpływ na przyjętą kwalifikacje ostateczną, my ją zmienimy, natomiast chcemy poczekać na spływ wszystkich dokumentów, które obecnie w toku tego postępowania tworzymy - powiedział w rozmowie z TVP3 Bydgoszcz Dariusz Bebyn z Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Północ.
Katarzynie B. odebrano czwórkę dzieci. Z wyjątkiem Grzesia
Okazuje się, że Grześ nie był jedynym dzieckiem Katarzyny B. Kobieta wcześniej już miała czwórkę dzieci, ale zostały jej odebrane i w październiku ubiegłego roku trafiły do domu dziecka. Wszystkie, z wyjątkiem najmłodszego Grzesia. - Po skierowaniu starszych dzieci do pieczy zastępczej, pani była pod kontrolą pracowników Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie. Sygnał taki dotarł w sierpniu, dotyczył on nieradzenia sobie matki z wychowaniem dziecka, nie mieliśmy żadnych informacji odnośnie przemocy - przekazał Jarosław Błażejewski, prezes Sądu Rejonowego w Bydgoszczy, cytowany przez TVP3 Bydgoszcz.
Katarzyna B. sama była wychowanką domu dziecka - tego samego, do którego trafiła czwórka jej dzieci. - Trafiła do nas ze względu na to, że rodzice się nią nie opiekowali, więc przyczyna była zgoła inna i myślę, że nie była osobą, której należy powierzyć władzę rodzicielską. Myśmy wystąpili o pozbawienie władzy rodzicielskiej i dzieci trafiły do rodzin zastępczych - powiedział w rozmowie z TVP3 Bydgoszcz Krzysztof Jankowski, dyrektor Zespołu Placówek Opiekuńczo-Wychowawczych w Bydgoszczy.
MOPS nie znał nowego adresu kobiety
Kobieta po odebraniu dzieci związała się z nowym partnerem i zmieniła miejsce zamieszkania. Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej nie znał jej nowego adresu, dlatego jego pracownicy nie mogli już przeprowadzać regularnych kontroli. Dopiero na kilka dni przed tragicznymi wydarzeniami udało się nawiązać kontakt z rodziną. - Nic nie wskazywało, żeby dziecko doświadczało przemocy. Proszę pamiętać, że pracownicy socjalni nie mają takich kompetencji, jak również nie mogą - i trzeba to podkreślić - nakazać matce dziecka podczas wizyt środowiskowych w miejscu zamieszkania rozebrania maluszka, czy nie mogą dokonać samodzielnego rozebrania maluszka i dokonania jego oględzin - wyjaśniła w TVP3 Marta Frankowska, rzeczniczka prasowa MOPS w Bydgoszczy.
Podczas zeznań Katarzyna B. obwiniała za obrażenia u dziecka swojego partnera, Fabiana P. Sama nie przyznała się do winy. Jej zeznania wykluczały się jednak częściowo z ustaleniami śledczych. Fabian P. przyznał się do winy częściowo, podając też przykłady agresji matki wobec 13-miesięcznego Grzesia. Oboje w chwili zatrzymania byli pod wpływem metamfetaminy.
Źródło: Radio ZET / TVP3 Bydgoszcz
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET