Dlaczego powodzianie nie chcą się ewakuować? „Nie chodzi o materializm”

3 min. czytania
16.09.2024 13:15
Obserwuj nas na Google

„Wielka woda” idzie przez Polskę. Wiele osób do ostatniego momentu zwleka z ewakuacją. Są i takie, które podejmowane są z tych samych dachów co w 1997 roku. Jakie mechanizmy psychologiczne za to odpowiadają – tłumaczy psycholog Maria Dekert, interwent kryzysowy.

Powódź na Śląsku
fot. Powódź na Śląsku 2010/Natalia Dobryszycka/East News

Dlaczego powodzianie, zwłaszcza ci, co byli już w podobnej sytuacji, nie chcą się ewakuować?

Brałam udział jako interwent kryzysowy w powodziach w 2001 i 2010 roku nieopodal Sandomierza. Swoją siłę pokazała wówczas Wisła. Pamiętam rodzinę, która była uratowana w 2001, a w 2010 nie pozwoliła się ewakuować. Bali się o majątek. W tego typu sytuacjach zawsze znajdą się „cmentarne hieny”. Dziś widziałam zdjęcia z Kłodzka i lombard z powybijanymi szybami. Zwłaszcza ci, co mają takie doświadczenia, nie chcą odejść.

Majątek jest ważniejszy niż życie?

Jeśli ktoś nie miał tego doświadczenia, to zupełnie nie zdaje sobie sprawy, że to jest odcięcie nie tylko od nowo wymienionej podłogi, ale też od historii, pamiątek, rzeczy związanych z inwestycją emocjonalną. Nie chodzi tu o materializm. Czasem są to świadome wybory – zostają dwie, trzy osoby pilnować majątku – a czasem nieświadome, związane z traumą. W 2010 w miejscowości Zalesie w Gorzyckiem starsza pani przed powodzią schowała się do piwnicy. Bo „za Niemca” chowało się do piwnicy. Zdarzają się sytuacje, że ktoś jest chory i bezpieczniej jest go ewakuować na strych niż do pontonu. Czasem jest też drugie dno – włącza się myślenie paranoiczne.

Lęk paraliżuje?

Jest to sytuacja kryzysowa, na którą ludzie reagują różnie. Ci, którzy mają wysoki poziom rezyliencji, najczęściej podchodzą do tego jak do wyzwania – zadaniowo. Jeśli nie mają wysokiego poziomu rezyliencji albo mieli tzw. warunki początkowe, czyli życie generalnie bardzo ciężkie, wcale niezwiązane z powodziami – wiele problemów zdrowotnych, rodzinnych, doświadczenia przemocowe itd. – to oni nie podchodzą do tego, jak do wyzwania, tylko albo unikają rozwiązania problemu, albo skupiają się wyłącznie na emocjach. To one wygaszają działanie rozumu. Lęk ich paraliżuje. Władze apelują do rozumu. A rozum w tym momencie bywa zablokowany. Albo na odwrót: emocje zostają zablokowane i działa się jak robot. Duży wpływ na to mają doświadczenia poprzednich kryzysów. Im więcej i szybciej człowiekowi udało się wyjść z poprzednich kryzysów, tym bardziej podejdzie do obecnego kryzysu jak do wyzwania. Wczoraj widziałam piękny fragment, gdy ratownik mówił o chłopcu, który został uratowany z tonącego samochodu: cieszył się, że popłynie skuterem wodnym. Dla tego dziecka to będzie fantastyczne doświadczenie. Pamiętam, jak w 2001 r. pracowaliśmy z gimnazjalistami. Chłopiec opowiadał, że kobiety zostały ewakuowane jako pierwsze, a on został z ojcem na strychu. Woda podchodziła już do tego strychu i wszyscy pytają: no i co? „Ojciec zbudował tratwę i popłynęliśmy”. To dziecko nie będzie mieć traumy. Im więcej jest działania: bierzemy się do pracy, ratujemy się, sprzątamy, tym dzieci lepiej z tego wyjdą.

ZOBACZ także:  Trudny moment w życiu? Skorzystaj z interwencji kryzysowej

To jest też podpowiedź, jak rozmawiać z dorosłymi?

Teraz będzie jeden z gorszych etapów. Widziałam zdjęcia z Kłodzka. Tam są powyrywane nawet kostki brukowe. Widok będzie straszny i ludzi to demobilizuje. Natomiast chodzi o to, żeby pojawiło się jak najwięcej osób, które zamodelują działanie. Jeśli będziemy sprzątać przy bezradnym człowieku i w pewnym momencie damy mu miotłę, to on się dołączy. A potem zostawiamy go z tą miotłą samego, żeby korzystał z energii własnej. W 2001 organizowałam pomoc harcerzy z ZHR. Jeden pan bardzo przeklinał, mówił, że najlepiej to wszystko wysadzić w powietrze. Pierwszy pokój chłopcy zrobili za niego. Drugi – z nim. A w trzecim powiedzieli, że muszą iść pomagać dalej. Ten człowiek to udźwignął, choć sytuację miał bardzo ciężką: ojciec i brat w szpitalu, bo jeden na serce, a drugi psychicznie sobie z tą sytuacją nie poradził.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET