`
Jakub Nowakowski ps. „Tomek”
Jakub Nowakowski ps. „Tomek”
fot: Rafał Miżejewski

Gdybyśmy nie ruszyli do Powstania, to byłoby jeszcze gorzej

29.07.2022 13:19

Warszawa prawdopodobnie zostałaby zniszczona. Niemcy z naszej stolicy chcieli zrobić wtedy fortecę. Żyliśmy myślą o Powstaniu od dłuższego czasu. Czekaliśmy na to. Wszyscy byli nastawieni na to, że w odpowiednim momencie przystąpimy do walki z Niemcami – mówi w rozmowie z Radiem ZET uczestnik Powstania Warszawskiego Jakub Nowakowski ps. „Tomek”. W chwili wybuchu powstańczego zrywu miał 19 lat.

Rafał Miżejewski: Przed nami kolejna rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego. W momencie wycia syren o godzinie 17 wracają wszystkie wspomnienia?

Jakub Nowakowski ps. „Tomek”: Oczywiście. To jest czas, kiedy wszystkie wspomnienia wracają. To jest ogromne przeżycie, któremu co roku towarzyszy wiele spotkań i uroczystości. To coś, co będę pamiętał do końca życia. 1 sierpnia mówimy o wybuchu Powstania, ale ja będę szczegółowo pamiętał dwa miesiące walki. Ten pierwszy dzień Powstania był dla mnie trochę pechowy, bo od razu wpadłem w ręce Niemców. Na Marymoncie natknąłem się ich patrol. Zaprowadzili mnie do swojego oddziału. Na miejscu spotkałem masę młodych Polaków, którzy już pierwszego dnia Powstania trafili do niewoli.

Sytuacja była bardzo niebezpieczna. Groziło nam nawet rozstrzelanie. W najlepszym razie mogliśmy się stać ich niewolnikami, którzy wykonywaliby dla nich upokarzającą pracę. Niemcy mieli też technikę prowadzenia Polaków wziętych do niewoli przed swoimi czołgami, tak by tworzyli swego rodzaju żywą tarczę. Całe szczęście, że na miejscu był tam jeden kolega, który mówił dobrze po niemiecku. On ich jakoś zagadywał, że jesteśmy spokojnymi ludźmi, że nie mamy nic wspólnego z Powstaniem. Udało się ich do tego przekonać i następnego dnia nas uwolnili.

Ile miał pan wtedy lat?

Miałem wtedy 19 lat. Mieszałem na Żoliborzu, który został szybko odcięty od reszty Warszawy przez Niemców. Broń mieliśmy schowaną w magazynie na Bielanach. Pojechał po nią nasz dowódca. Później skrzyknął wszystkich „zośkowców” z Żoliborza i z Bielan. Tak powstał nasz oddział. Miejscem zbiórki batalionu „Zośka” była fabryka na Woli, ale już było za późno, żeby się tam przedostać, więc zostaliśmy na Żoliborzu i tam walczyliśmy przez całej Powstanie. Dołączyliśmy do plutonu 226 i zgrupowania „Żniwiarz”. Tam stacjonowaliśmy w Wyższej Szkole Pożarniczej przy ulicy Słowackiego. Naszym zadaniem była obrona tej ulicy od strony Bielan i patrolowanie fabryki Opla. Tam ciągle przejeżdżały niemieckie patrole.

Jakub Nowakowski ps. "Tomek" w młodości
Jakub Nowakowski ps. "Tomek" w młodości
fot. Rafał Miżejewski
Fot.

Staczaliśmy z nimi potyczki i tak zdobywaliśmy dodatkową broń. Oprócz tego mieliśmy swoją broń – pistolety automatyczne albo karabinki. Ja miałem niemiecki karabin Mauser. Posługiwałem się nim całe Powstanie. Na Żoliborzu natknęliśmy się na niemiecki patrol. Zaczęła się wymiana ognia. Pojawił się nawet niemiecki czołg. Po tej bitwie nasze dowództwo uznało, że jesteśmy bardzo słabo uzbrojeni w porównaniu z Niemcami, dlatego podjęto decyzję o przeniesieniu nas do Puszczy Kampinoskiej. Było tam wielu partyzantów z całej Polski. Alianci zrzucali w tym miejscu broń, która nam bardzo pomogła.

Jak się stawało powstańcem? To było coś oczywistego dla większości nastoletnich mieszkańców Warszawy, że trzeba walczyć?

Przed wybuchem Powstania należeliśmy do konspiracji. Tydzień przed wybuchem Powstania ogłoszono taki stan alarmowy. Mieliśmy się zgromadzić w miejscach, gdzie wcześniej odbywały się nasze tajne zbiórki. Nie mogliśmy opuszczać tych miejsc, żeby w każdej chwili być gotowym na rozkaz, żeby ruszyć do ataku. Gen. Bór-Komorowski otrzymał meldunek, że Sowieci już wkraczają na warszawską Pragę i wtedy wydał rozkaz o wybuchu Powstania. Mnie ten rozkaz zastał na działce.

Jak technicznie wyglądała wtedy komunikacja pomiędzy wami? Nie było telefonów i internetu. Jak docierały rozkazy?

Musiał przychodzić łącznik. Przeważnie były to kobiety. Jak dotarłem na zbiórkę naszego oddziału, otrzymałem jeden granat do ręki. To było moje całe uzbrojenie. Na początku moim zadaniem była głównie pomoc przy przenoszeniu rannych.

Rozkaz o wybuchu powstania zastał mnie na działce

Później otrzymał pan broń. Potrafił pan w ogóle się nią posługiwać?

Tak. Wcześniej mieliśmy szkolenie. Najpierw uczono nas obsługi broni krótkiej – pistoletu Vis. Później w batalionie „Zośka” uczono nas strzelać z ciężkich karabinów maszynowych. Dostaliśmy broń od kolegów z Bielan, którzy prowadzili magazyn. Na początku dostałem długi pistolet polskiej produkcji. Nazywał się „Błyskawica”. W użyciu były jeszcze podobne pistolety maszynowe Sten. Były bardzo dobre, bo strzelały całą serią, ale miały niestety tę wadę, że często się zacinały. To było niebezpieczne, jak z bliska się do Niemców strzelało.

Strzelanie wiąże się z tym, że w jego konsekwencji giną ludzie. Zabijał pan Niemców?

Walki wręcz nie było zbyt dużo. Byliśmy jako tako uzbrojeni. Po tym, jak w pierwszych dniach korzystałem z pistoletu „Błyskawica”, później dostałem już karabinek. Co prawda, strzelał pojedynczymi strzałami, ale było to jakieś uzbrojenie. Rzadko mieliśmy taki bliski kontakt oko w oko z Niemcami. To były głównie wymiany ognia na odległość. Hitlerowcy zazwyczaj atakowali nasze pozycje z Bielan. My byliśmy na Żoliborzu. Raz było tak, że nadjechała niemiecka ciężarówka, my do niej zaczęliśmy strzelać, a oni w popłochu zaczęli uciekać.

Walki wręcz nie było zbyt dużo. Byliśmy jako tako uzbrojeni

Zastanawialiśmy się, czemu się w ogóle nie bronili. Dwóch kolegów na motorach podjechało bliżej, żeby sprawdzić, co jest w środku. Okazało się, że są tam dwie skrzynie pełne amunicji. Tym samym, Niemcy podarowali nam cztery tysiące granatów. Nagła krew ich zalała, jak się zorientowali. Chwilę później chcieli się zemścić i przyjechali innym samochodem z działami, żeby nas ostrzelać. Trochę podziurawili nasz budynek, ale jakoś przeżyliśmy.

Jacy Niemcy byli w trakcie Powstania i wcześniej za okupacji? Jaki los zgotowali Polakom?

Byli bardzo okrutni. To była potworna okupacja. Ciągłe aresztowania i rozstrzeliwania Polaków pod byle pretekstem. Był taki okres, że jawnie rozstrzeliwali na ulicach setki ludzi. Zazwyczaj było tak, że pojawiały się afisze z ogłoszeniem, że w ich rękach znajduje się określona grupa oskarżona o akty terrorystyczne przewidziana do ułaskawienia, ale jeśli takie zachowania się powtórzą, to oni zostaną zabici. I tak się działo. Pewnego razu zmobilizowaliśmy się, żeby przeprowadzić zamach na generała Kutscherę, który wydawał rozkazy takich egzekucji. Ta misja się powiodła.

Jakub Nowakowski ps. "Tomek"
Jakub Nowakowski ps. "Tomek"
fot. Rafał Miżejewski
Fot.

Znałem dowódcę, który przeprowadzał tę akcję. To był bardzo fajny facet i kolega. Niestety, w trakcie tej akcji został ciężko ranny w brzuch, a wtedy to było właściwie jak wyrok śmierci. Umarł wkrótce po tym zamachu. Niemcy zachowywali się okrutnie, bo otrzymali taki rozkaz od samego Hitlera i Himmlera, żeby Warszawę zrównać z ziemią, a ludność cywilną wymordować. Niestety, zaczęli realizować to zadanie. Pierwsza była Wola, gdzie z zimną krwią mordowali niemal wszystkich. Dom po domu. Z karabinów maszynowych strzelali do kobiet, dzieci i mężczyzn. To nawet dla nich samych było ciężkie, więc zwrócili się do dowództwa, żeby odstąpić od tego rozkazu. To poskutkowało i od tamtej pory strzelali wyłącznie do powstańców wziętych do niewoli.

Jak pan ocenia dzisiejsze dywagacje o sensowności podjęcia decyzji o wybuchu Powstania?

Przymusu nie było, ale gdybyśmy nie ruszyli do Powstania, to byłoby jeszcze gorzej. Miasto prawdopodobnie zostało zniszczone jak Festung Warszawa (określenie Warszawy jako twierdzy – red.). Niemcy z naszej stolicy chcieli zrobić wtedy fortecę. Żyliśmy myślą o Powstaniu od dłuższego czasu. Czekaliśmy na to. Wszyscy byli nastawieni na to, że w odpowiednim momencie przystąpimy do walki z Niemcami. Gdybyśmy nie rozpoczęli Powstania, Warszawa zostałaby zniszczona w walce pomiędzy Wehrmachtem, a Armią Czerwoną bez naszego udziału. Dopuszczenie do tego, byłoby dla nas ogromnym dyshonorem. Gdybyśmy nie poszli walczyć, bylibyśmy wyłapywani albo przez niemieckich żołnierzy, albo przez Armię Czerwona i NKWD, bo ich głównym zadaniem było schwytanie AK-owców. Ludność cywilna zostałaby wymordowana niemal w całości.

Czy zatem Niemcy ponieśli odpowiednie konsekwencje za zbrodnie popełnione na Polakach?

Nie do końca odpokutowali za zniszczenie Warszawy, a przecież właściwie zrealizowali rozkaz Hitlera dotyczący zrównania miasta z ziemią.

Co ze sprawą reparacji od Niemiec? Polska nie powinna odpuszczać tej kwestii?

Nie powinna. Należy się ich domagać, chociaż te postulaty są mocno spóźnione. Trzeba było tego żądać zdecydowanie wcześniej, ale wiadomo, że były zawarte pewne traktaty pokojowe i nie do końca były do tego okoliczności. Nie powinno to być jednak przesłanką do tego, żeby zaniechać tego tematu. Trzeba działać. Może kiedyś coś z tego wyjdzie.

Jak pan ocenia kult Powstania Warszawskiego, którzy wytworzył się w ostatnich latach w przestrzeni publicznej? Gadżety z kotwicą – świętym dla was symbolem – można kupić nawet na Krupówkach.

Ludzie w zdecydowanej większości odnoszą się do naszych symboli z czcią i godnością. Nie dostrzegam tego, żeby nasza kotwica była jakoś poniewierana. Rocznice też są obchodzone należycie.

Często na etos powstańców powołują się również narodowcy.

Uważam, że nie ma w tym nic złego. Sam byłem na marszu 11 listopada w Warszawie. Sporo było okrzyków i emblematów patriotycznych. Mówienie, że idzie tam 60 tysięcy faszystów, to są bezczelne kłamstwa.

Skoro mówimy o waszej heroicznej walce, na pewno śledzi pan też to, co dzieje się na Ukrainie.

Oczywiście. Z całym sercem jesteśmy z Ukrainą. Popieramy ich walkę. Zwycięstwo Rosji byłoby dla nas śmiertelnym zagrożeniem.

Rafał Miżejewski i Jakub Nowakowski ps. "Tomek"
Rafał Miżejewski i Jakub Nowakowski ps. "Tomek"
fot. Rafał Miżejewski
Fot.

Jakub Nowakowski ps. „Tomek” – rocznik 1924, działacz konspiracji niepodległościowej w czasie II wojny światowej, uczestnik Powstania Warszawskiego, starszy strzelec Batalionu „Zośka”. Należał do zgrupowania „Żniwiarz”. Odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski.

Rafał Miżejewski
Rafał Miżejewski

Od 2022 roku warszawski reporter Radia ZET. Najchętniej podejmuje tematy polityczne. Wcześniej związany z redakcją RMF FM i Polsat News. Ukończył politologię na Uniwersytecie Jagiellońskim i ekonomię na Uniwersytecie Ekonomicznym w Krakowie. Zamiłowanie do Włoch zaprowadziło go także do Rzymu, gdzie przez rok studiował na Uniwersytecie LUMSA. Miłośnik piłki nożnej. W trudnym związku emocjonalnym z Wisłą Kraków.

rafal.mizejewski@radiozet.pl

twitter.com/rafalmizejewski

logo Tu się dzieje