Jak Szmydt może zaszkodzić Polsce? "Ma bardzo unikatową wiedzę"
Były sędzia Tomasz Szmydt miał dostęp do wrażliwych informacji z dwóch źródeł: ze spraw w WSA i z działalności w tzw. aferze hejterskiej - przekazał w poniedziałek wiceminister sprawiedliwości Arkadiusz Myrcha, dodając, że kwerenda orzeczeń Szmydta jest obecnie przedmiotem analizy m.in. służb specjalnych.
Tomasz Szmydt miał dostęp do wrażliwych informacji z dwóch źródeł
- Prokuratura właśnie bada jego działalność pod kątem działalności szpiegowskiej, czyli przestępstwa z artykułu 130 par. 2 Kodeksu karnego i będzie analizowała cały materiał dowodowy. Zarówno ten zabezpieczony w jego mieszkaniu, jak i przesłuchania świadków, które będą mogły odpowiedzieć na pytanie, od kiedy, w jakim zakresie ta współpraca z obcym wywiadem działała - powiedział Myrcha, komentując sprawę byłego sędziego, który zbiegł na Białoruś.
Pytany o sprawy sądowe, w których orzekał Szmydt jako sędzia w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym mający dostęp do informacji niejawnych, wiceminister sprawiedliwości odpowiedział, że kwerenda jego orzeczeń została dokonana i obecnie jest ona przedmiotem analizy przede wszystkim służb specjalnych pod kątem informacji, które Szmydt pozyskał w trakcie pracy.
- Ale w przypadku zawodu sędziego nie ma takiego komfortu wybierania czy selekcjonowania sobie spraw. Tutaj sprawy są przydzielane, chociaż faktem jest, że ten wydział, w którym pracował w ostatnich latach, jest wydziałem, w którym rozstrzygane są sprawy wyjątkowo wrażliwe dla bezpieczeństwa państwa. Z tego co wiemy, każdy ten przypadek jest indywidualnie analizowany - tłumaczył wiceszef MS.
Wyjaśniał, że Tomasz Szmydt miał dostęp do wrażliwych informacji z dwóch źródeł. - Z jednej strony to jest jego praca w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym, a z drugiej strony to zaangażowanie w aferę hejterską, jego praca w ministerstwie i w Biurze Prawnym Krajowej Rady Sądownictwa. Bo zauważmy, że o ile w pracy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym miał dostęp do poszczególnych spraw funkcjonariuszy i nie tylko, to w tej działalności w aferze hejterskiej tam przecież wielokrotnie wykorzystywane były dane wrażliwe sędziów z ich życia prywatnego, coś, co wynikało z teczek zgromadzonych w ministerstwie - mówił polityk.
Według Arkadiusza Myrchy Szmydt ma "bardzo unikatową wiedzę". - O wielu osobach dzisiaj pracujących mógł uzyskać bardzo wrażliwe, intymne informacje, które dzisiaj mogą być jego przedmiotem wymiany - stwierdził.
Pytany o zapowiedź utworzenia rządowej komisji ds. wpływów rosyjskich i białoruskich w Polce, wiceminister zastrzegł, że "musi to być i będzie komisja o charakterze eksperckim". - Na pewno to muszą być osoby, które potrafią analizować materiały, na których pracują między innymi służby specjalne. To mogą być oczywiście byli funkcjonariusze, ale i osoby, które posiadają też stopnie naukowe. Najważniejsze jest ich doświadczenie i wiedza, a nie konkretna przeszłość zawodowa - ocenił.
Źródło: Radio ZET/TVN24
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET