Jedyne w Europie centrum serwisowe dla Abramsów wkrótce w Polsce. „Pracowaliśmy nad tym od miesięcy”
Dla nas ma to fundamentalne znaczenie, Chcemy, by Polska była europejskim centrum, jeżeli chodzi o Abramsa. To będzie duże wydarzenie, nad którym pracowaliśmy przez ostatnie kilkanaście miesięcy – powiedział w rozmowie z RadioZET.pl wiceszef MON Cezary Tomczyk, zapowiadając umowę na budowę jedynego na kontynencie centrum serwisowego dla amerykańskich czołgów
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie znaczenie ma centrum serwisowe w Dęblinie dla Polski.
- Dlaczego zakup czołgów Abrams był problematyczny.
- Co powiedział wiceminister Cezary Tomczyk o serwisowaniu Abramsów.
- Które kontrakty wymagają przebudowy według wiceszefa MON.
W Dęblinie (woj. lubelskie) powstaje centrum serwisowe – jedyne tego typu w Europie – gdzie naprawiane i serwisowane będą silniki AGT1500, czyli podzespoły czołgów Abrams (modele M1A1 FEP oraz M1A2 SEPv3). Jak bardzo istotny jest to projekt? O tym w rozmowie z Radio ZET.pl opowiedział wiceminister obrony narodowej Cezary Tomczyk.
Jego zdaniem zakup amerykańskich pojazdów pancernych, choć istotny dla polskiej armii, został niewłaściwie przeprowadzony przez poprzedni rząd. - Zakup czołgów bez centrum serwisowego dla silników to tak, jakby kupić jakąś nową, zupełnie wyjątkową technologię i zapomnieć, że będą sytuacje, w której ktoś będzie musiał to naprawić – mówił polityk, który był gościem tegorocznej edycji Impact w Poznaniu.
Centrum serwisowe Abramsów postanie Dęblinie. Co to oznacza?
Zapowiedział, że w poniedziałek 18 maja w Dęblinie planowana jest uroczystość związana z podpisaniem umów ws. serwisu dla Abramsów. - Dla nas ma to fundamentalne znaczenie, Chcemy, by Polska była takim europejskim centrum, jeżeli chodzi o Abramsa. To będzie duże wydarzenie, nad którym pracowaliśmy przez ostatnie kilkanaście miesięcy. Proszę poczekać kilka dni na dobre wiadomości – zapewnił Tomczyk.
Wiceszef MON dodał też, że obecny rząd odziedziczył po poprzednikach „kilka kontraktów, które wymagają gruntownej przebudowy”. - Pierwszy z nich to umowa na samolot FA-50, który został kupiony bez uzbrojenia i de facto bez serwisu czy offsetu. Drugi to właśnie Abramsy. Jeden z generałów powiedział mi, że w warunkach pokoju naprawa silnika do tego modelu jest „prawie niemożliwa, bo kolejki są wielomiesięczne”, a w warunkach wojennych to właściwie niemożliwe. My takiego serwisu nie mamy, bo nikt o nim nie pomyślał – zauważył wiceszef MON. Utworzenie centrum serwisowego w Dęblinie ma rozwiązać ten problem.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET