Koszmarny wypadek, auto stanęło w płomieniach. Kobiety nie udało się uratować
Lekarzom nie udało się uratować życia 35-letniej kobiety, która uczestniczyła w tragicznym wypadku. Do zdarzenia doszło w nocy z czwartku na piątek. Na ten moment wiadomo, że mini cooper, którym jechały dwie osoby, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach. Sprawę bada policja.
Około godziny 4:20 nad ranem w piątek w pobliżu miejscowości Koryta (woj. lubuskie) doszło do dramatycznego wypadku. Na ten moment wiadomo jedynie, że samochód marki Mini Cooper wypadł z drogi, uderzył w drzewo i stanął w płomieniach.
Koryta. Śmiertelny wypadek. Sprawę bada policja
Funkcjonariusze podają, że pojazdem podróżowały dwie osoby - 29-letni mężczyzna i 35-letnia kobieta. Gdy policjanci dotarli na miejsce wypadku, obie były już poza pojazdem pod opieką medyków. Mężczyzna był przytomny, trafił do szpitala w Świebodzinie.
Dużo poważniejsze obrażenia odniosła 35-latka, która ciężko ranna została przewieziona do szpitala w Sulęcinie. Lekarze robili co mogli, niestety, jej życia nie udało się uratować.
- Przyczyna i przebieg wypadku są wyjaśniane pod nadzorem prokuratora, który zarządził sekcję zwłok zmarłej. Policjanci kończą wykonywanie oględzin. Ustalają także, kto siedział za kierownicą mini coopera - informowła sierż. sztab. Klaudia Biernacka z KPP w Sulęcinie.
RadioZET.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET