Kulisy ataku 15-latka. Dyrektor szkoły zabrał głos. „Poprosił mnie o pomoc”
Dyrektor w Leszczydole-Nowinach relacjonował dziennikarzom to, jak odparł atak i obezwładnił 15-latka. Zanim jednak do tego doszło, nastolatek zdążył ranić dwie inne osoby. Jedna z nich zmarła. - Zaczęliśmy się szamotać, trzymałem go. Widziałem, że nie jest zbyt silny. (...) Jak już nawiązałem kontakt, poprosił o pomoc i nawet doszło do tego, że chciał, żeby go przytulić - przekazał Krzysztof Ochmański, cytowany przez polsatnews.pl.
- 6 zdjęć Zobacz galerię
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak przebiegał atak 15-latka w szkole w Leszczydole-Nowinach.
- Które działania podjął dyrektor w obronie szkoły.
- Jakie były motywy i zachowanie sprawcy po ataku.
- Co powiedział dyrektor o zmarłej pracowniczce szkoły.
Dyrektor szkoły w Leszczydole-Nowinach o ataku 15-latka
Dyrektor Szkoły Podstawowej im. Jana Pawła II w Leszczydole-Nowinach w powiecie wyszkowskim na Mazowszu przekazał dziennikarzom, jak wyglądał przebieg ataku byłego ucznia w placówce. W wyniku zdarzenia śmierć poniosła 37-letnia pracownica szkoły. - Zaczęliśmy się szamotać, trzymałem go. Widziałem, że nie jest zbyt silny - powiedział polsatnews.pl Krzysztof Ochmański. - Uznałem, że to może być jakiś uczeń ze szkoły, ale oczywiście nie do końca wiedziałem, co robię. Jak się obróciliśmy w stronę jednej klasy, otworzyły się drzwi, wychyliła się pani nauczycielka, która, odruchowo chwyciła go tak mocno, że szarpnęła swoją stronę i wyrwała go z moich rąk - dodał dyrektor.
- W tym czasie dotarło do mnie, że to już chyba nie są żarty, a tym bardziej, że zobaczyłem jak dźga tę nauczycielkę i to był moment, w którym chyba pierwszy raz zobaczyłem, że tam jest jakiś nóż - poinformował Ochmański. Dyrektor dodał, że myślał, że 15-latek ma przy sobie plastikowy nóż. - Ta pani jakoś się wyrwała i w tym momencie kazałem jej uciekać, chwyciłem taką tablicę, która tam stała obok, zasłoniłem się i wiedziałem, że mam już jakąś kontrolę. Mogę go zepchnąć w koniec korytarza, tak żeby szkoła była bezpieczna - opowiedział dyrektor.
Krzysztof Ochmański ujawnił, że gdy odepchnął sprawcę, ten miał zacząć zachowywać się, jakby „został odłączony od czegoś”. Nastolatek później miał zacząć przepraszać. Mówił też, że „nie chce już tego robić”. - Jak zauważyłem, że mogę z nim rozmawiać, no to krzyknąłem: "Ja ci pomogę, ale odłóż noże". I on w tym czasie jakoś tak posłusznie te noże odłożył. Jeszcze był troszeczkę spanikowany. Kazałem mu usiąść, zdjąć kask. Nie wiem, czy dobrze to pamiętam - opisał dyrektor placówki.
Pedagog opanował niebezpieczną sytuację
- Oczywiście byłem czujny, bo te noże musiałem stamtąd zabrać. (...) W tym momencie to on już się chyba poddał. Ja tej pewności nie miałem, dlatego bezpiecznie się tą tablicą zasłaniałem i próbowałem z nim rozmawiać. Jak już nawiązałem kontakt, poprosił mnie o pomoc i doszło do tego, że chciał, żeby go przytulić - kontynuował relacjonowanie Ochmański. - I jak wracałem do niego, to on się podniósł z tej ławki, ale też grzecznie, bo chciał zobaczyć, co on zrobił. Tak mi się wydaje - dodał. Pod koniec zdarzenia, dyrektor zdał sobie sprawę, że kojarzy atakującego, że jest nim absolwent szkoły.
- Jedyny problem to, że niechętnie chodził do szkoły. Miał dostosowania. Myślę, że mieliśmy pewien sukces, bo wychowawczo w klasie ósmej udało nam się go namówić do tego, żeby jeździł na wycieczki, zapisał się do pocztu sztandaru. Nawet na którymś z tych wyjazdów widziałem, że naprawdę cieszy się z tego. Także ta końcówka ósmej klasy to mógłbym powiedzieć, że bez żadnych problemów, oprócz nauki - opowiadał dyrektor. Dodał, że widząc, że sprawca „siedzi w miarę grzecznie, czekając na policję”, pobiegł, by zobaczyć jak wygląda sytuacja z tyłu. - Szczególnie byłem zaniepokojony ranną nauczycielką, bo wydawało mi się, że była mocno ranna. Okazało się, że tylko draśnięcie - opisał Krzysztof Ochmański.
Nauczyciel opisał zmarłą 37-latkę. Była to kobieta miła, która nie sprawiała żadnych problemów. - Często bywa tak, że słyszy się przecież w innych szkołach, że woźna gania uczniów. Ja o niej tego nie słyszałem - powiedział. Ofiara była matką dwójki dzieci. - Jedno z tych dzieci pojechało na wycieczkę właśnie z tej zerówki, do której on (napastnik - red.) się dobijał. A drugie dziecko było w tej sali, którą ja broniłem, czyli było w szkole - powiedział.
To niejedyny atak w ostatnim czasie. W środę w Zespole Szkół Zawodowych nr 4 w Ostrołęce 19-latek zaatakował dziewięć osób, pięcioro uczniów, dwoje nauczyciele i dwie osoby postronne. Rannych przetransportowano do szpitali w Łomży i Ostrołęce. Napastnik miał przy sobie plecak z materiałem wybuchowym domowej roboty.
Źródło: Radio ZET/polsatnews.pl