Kuriozalna akcja policji w czasie miesięcznicy smoleńskiej. Z wysięgnika zaglądali do mieszkania

2 min. czytania
10.01.2023 15:15
Obserwuj nas na Google

Absurdalną interwencję policji nagrali członkowie Lotnej Brygady Opozycji. W czasie miesięcznicy smoleńskiej funkcjonariusze skorzystali z dźwigu strażackiego i z tej perspektywy zaglądali do wynajętego przez aktywistów mieszkania przy placu Piłsudskiego.

Lotna Brygada Opozycji
fot. Facebook/Lotna Brygada Opozycja (screen)

Lotna Brygada Opozycji to grupa, która organizuje satyryczne happeningi, wymierzone głównie w PiS. Jedną z ich aktywności są regularne akcje w miesięcznice katastrofy smoleńskiej, które odbywają się pod domem  Jarosława Kaczyńskiego bądź na placu Piłsudskiego w Warszawie.

Lotna Brygada Opozycji publikuje nagranie z interwencji policji

Tym razem happenerzy mieli plan, aby pojawić się na placu w centrum Warszawy, ale wcześniej dotarła do nich informacja, że prezesa partii rządzącej tam nie będzie. Jak podaje stołeczna "Gazeta Wyborcza", na wszelki wypadek Brygada wynajęła krótkoterminowo mieszkanie na drugim piętrze pobliskiej kamienicy.

Aktywiści opublikowali w mediach społecznościowych filmik, na którym widać, jak policja podejmuje interwencję w tym lokalu. Funkcjonariusze pojawili się zarówno pod drzwiami wejściowymi, jak i - co nawet dziwniejsze - pod oknem, na dźwigu strażackim.

- Dzień dobry - powiedzieli policjanci. - Do widzenia. Nie zapraszaliśmy panów - odpowiedziała zaś działaczka Lotnej Brygady Opozycji. W pewnym momencie jednak na nagraniu pada ironiczne pytanie: "Może herbaty albo kawki? Jaka? Sypana? A może bezglutenowego rogalika?".

Jedna z członkiń "LBO" wyjaśniła, że lokum przy placu Piłsudskiego wynajęte zostało na wszelki wypadek, gdyby prezes jednak się tam pojawił. Plan zakładał wówczas wykrzyczenie z okna przez megafon kilku haseł, m.in. „Gdzie jest raport?" i „Czy Jarek kazał lądować bratu?".

Redakcja poleca

- A jak nie, to byśmy sobie posiedzieli, kawkę wypili, obejrzeli wszystko w telewizji i potem rozeszli się do domów - słyszymy na nagraniu. Głos narratorki przekonywał, że cały plan "zniweczyli" właśnie policjanci.

Członkowie formacji obecni w mieszkaniu pytali również policjantów, jaka jest podstawa ich działań, ci odparli zaś, że są tu "dla ich bezpieczeństwa". Pół godziny później zjechali wysięgnikiem na dół. "Wyborcza" skierowała do Komendy Stołecznej Policji pytania o powody interwencji mundurowych. Redakcja na ten moment nie uzyskała jednak żadnej odpowiedzi.

RadioZET.pl/warszawa.wyborcza.pl/Facebook

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET