`

Lekarz SOR o aferze w Szpitalu Południowym: „Niewiarygodne. Cały oddział musiałby być w zmowie”

6 min. czytania
24.06.2026 13:50
Obserwuj nas na Google

- Historia opisana przez doktora Jędrzejewskiego wygląda nieprawdopodobnie z kilku względów. Wynika z niej, że cały personel SOR musiałby być w zmowie, która nie wiąże się z żadnymi korzyściami – mówi RadioZET.pl doświadczony lekarz pracujący na oddziale ratunkowym dużego szpitala w mieście wojewódzkim. Na podstawie własnych doświadczeń wymienia nieścisłości, które pojawiły się w wywiadzie. Część argumentów sygnalisty uznaje za absurdalne.

Afera wokół działalności SOR
fot. Marysia Zawada/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jakie zarzuty postawił dr Emil Jędrzejewski wobec Szpitala Południowego.
  • Dlaczego niektóre wypowiedzi sygnalisty są uznawane za mało wiarygodne przez innych lekarzy.
  • Które działania podjęła prokuratura w sprawie zarzutów wobec Szpitala Południowego.
  • Co mówi prezes NIL o konieczności zmian w systemie opieki zdrowotnej.

Afera związana z funkcjonowaniem SOR-u Szpitala Południowego zatacza coraz szersze kręgi. Zaczęło się od publikacji portalu Zero.pl o funkcjonowaniu saloniku VIP oraz korzystaniu przez polityków Koalicji Obywatelskiej z badań i procedur poza kolejnością. A także wysokich zarobków Dawida Kacprzyka, polityka KO i koordynatora SOR. We wtorek (23 czerwca), dr Emil Jędrzejewski, sygnalista w tej sprawie dołożył kolejne, znacznie poważniejsze zarzuty.  W rozmowie z Krzysztofem Stanowskim mówił o fałszowaniu dokumentacji i umierających na SOR pacjentach.

- Po trzech, czterech godzinach ktoś sobie przypomina, gdzie jest pacjent. I znajduje tego pacjenta martwego, i z jakiegoś powodu pacjentowi martwemu wykonuje się tomografię. Po to, żeby coś tam markować, żeby robić dokumentację. O tym wie cały szpital i nikt z tym nic nie robi - opisywał były ordynator chirurgii Szpitala Południowego. Dopytywany, czy Dawid Kacprzyk odpowiada za to, że na SOR umierali ludzie lekarz odpowiedział „tak”. Wspominał o dwóch błędach przy intubacji oraz śmierci w łazience. Dowodów na te szokujące słowa jednak nie przedstawił. Nie zgłosił też nieprawidłowości do prokuratury. Medyk jest też w sporze ze szpitalem oraz konflikcie z Dawidem Kacprzykiem. 

Afera w szpitalu Południowym. „SOR nie jest bezludną wyspą”

Prokuratura zareagowała błyskawicznie. Dr Jędrzejewski, który pracował w Szpitalu Południowym przed trzy lata (2022-2025) w środę (25 czerwca) zostanie przesłuchany. Prawicowe media grzmią o ogromnej aferze. RadioZET.pl postanowiło zweryfikować twierdzenia wygłaszane dr Jędrzejewskiego. Rozmawialiśmy z doświadczonym lekarzem, który pracuje w dwóch oddziałach ratunkowych, w tym w dużym szpitalu miasta wojewódzkiego. Według niego wiele słów nie ma pokrycia w szpitalnej rzeczywistości.

- Historia opisana przez doktora Jędrzejewskiego wygląda nieprawdopodobnie z kilku względów. Lekarz, który pracuje na SOR praktycznie nigdy nie jest sam. Zazwyczaj jest obok niego inny lekarz, pielęgniarka, ratownik medyczny. SOR nie jest jakąś bezludną wyspą. Tu wszystko jest monitorowane i kontrolowane. To oznacza, że o opisywanym procederze musiałaby wiedzieć bardzo duża grupa osób. Nie wierzę w to, żeby ludzie ryzykowali tak dużo, nie mając z tego żadnych profitów. Albo więc mamy gigantyczną aferę, jakiej w Polsce nie było od lat, albo próbę obrzucenia błotem niemal całego personelu SOR-u i totalną kompromitację sygnalisty - mówi portalowi RadioZET.pl doświadczony lekarz z oddziału ratunkowego w dużym szpitalu wojewódzkim. Prosi o zachowanie anonimowości.

Medyk zauważa też, że wykonywanie badań zmarłym pacjentom, o czym mówił dr Jędrzejewski nie ma najmniejszego sensu z punktu widzenia lekarza. Co więcej, może wiązać się dla niego z zagrożeniem odpowiedzialnością karną. - Nie ma sensu przeprowadzać tomografii komputerowej u martwego pacjenta. Z kilku powodów. Przede wszystkim zakładam, że w dużym szpitalu jakim jest Szpital Południowy, jest radiolog. On musi widzieć, że robi badanie zwłokom. To w żaden sposób nie chroni lekarza, wręcz przeciwnie. Obciąża go, bo widać, że tomografia została wykonana po tym, jak pacjent został przyjęty na SOR. To znaczy, że musiał umrzeć na tym SOR-rze. I lekarz musi się z takiego zgonu tłumaczyć przed prokuratorem. Nie ma z tego żadnych korzyści. Ten argument jest więc absurdalny - dodaje nasz rozmówca.

Na SOR są procedury, fałszowanie dokumentacji byłoby widać w systemie

Wywiad, którego udzielił sygnalista w sprawie naruszeń w Szpitalu Południowym odbił się szerokim echem w środowisku lekarzy. Według wielu z nich podawanie niesprawdzonych informacji, które dodatkowo nie zostały zweryfikowane podczas rozmowy szkodzi całemu środowisku. I sprawi, że pacjenci stracą zaufanie do medyków.

sygnalista ws Szpitala Południowego
Fot. TOMASZ URBANEK
Dr Emil Jędrzejewski

Dodatkowo w szpitalach są odpowiednie procedury, które mają zapobiegać łamaniu prawa przez personel. O ile drobne nieprawidłowości mogą się zdarzać, o tyle fałszowanie dokumentacji na masową skalę jest dla naszego rozmówcy niewyobrażalne. A w wielu przypadkach niemożliwe. - Każdy SOR ma swoje procedury. W przypadku zgonu pacjenta, który nie był obciążony chorobami, czy w podeszłym wieku w zdecydowanej większości przypadków musimy powiadomić policję i prokuraturę w ciągu 12 godzin. Podejrzewam, że w innych szpitalach jest podobnie. W przypadku błędu można więc ponieść konkretne konsekwencje prawne. Natomiast, jeśli chodzi o fałszowanie dokumentacji medycznej, to po pierwsze pacjent trafia na SOR z konkretnym problemem. Jest triaż z kartą segregacji medycznej, na której są wpisane parametry życiowe. Próba fałszowania dokumentacji byłaby widoczna w szpitalnych systemach. Tam jest zapisane – co, kiedy i jak zostało zmienione - zauważa lekarz z SOR-u w dużym szpitalu wojewódzkim.

Nasz rozmówca zauważa też, że poinformowanie prokuratury przez lekarzy czy szpital nie świadczy automatycznie o błędzie lekarza, tylko o tym ze zgon był efektem wypadku lub innych czynników. Natomiast oddział powinien analizować zgony, do których doszło i wyciągać wnioski. Pytanie czy tak było w przypadku Szpitala Południowego. I czy zgonów, do których tam doszło można było uniknąć. - Śmierć pacjenta to dla nas zawsze trudna sprawa. Nie jest tak, że nas to nie obchodzi. Ale też nie zawsze oznacza to nasz błąd, co sugeruje dr Jędrzejewski. Czasem przegrywamy walkę o życie pomimo prawidłowego leczenia – dodaje medyk.

Mimo tego nasz rozmówca uważa wypowiedź sygnalisty za mało wiarygodną. - Całą sprawę dogłębnie będą badały odpowiednie organy. Natomiast z mojej perspektywy tak poważne zarzuty w czasach, gdzie każdy ma telefon komórkowy, może mieć ukrytą kamerę, wszystko da się udokumentować, są mało prawdopodobne. Oznaczałyby, że wszyscy na SOR musieliby być w zmowie. I to zmowie, która nie wiąże się z żadnymi korzyściami. Efektem tej rozmowy i pozwoleniem lekarzowi na swobodną wypowiedź, bez żadnej weryfikacji faktów będzie podważenie zaufania do lekarzy i personelu medycznego - podsumowuje nasz rozmówca.

Redakcja poleca

Prokuratura sprawdzi śledztwa ws Szpitala Południowego, prezes NIL „zdruzgotany”

Wiadomo też, że śmiertelność na SOR-ze Szpitala Południowego nie była wielka. Minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podczas środowego (25 czerwca) briefingu przekazał, że prokuratura analizuje sprawy dotyczące szpitala, jakie toczyły się od 2023 roku. W sumie były 32 takie postępowania. Dotyczyły nie tylko samej działalności medycznej, ale też gróźb, czy przywłaszczenia różnych rzeczy. Spraw dotyczących zgonów, które w latach 2023-2026 prowadziła prokuratura było w sumie 12. W trzech przypadkach śledczy odmówili wszczęcia śledztwa, w czterech postępowania zostały umorzone, kolejne pięć jest prowadzonych. Kolejne pięć spraw dotyczyło zarzutów narażenia pacjentów SOR na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty zdrowia lub życia. Jedno z nich jest nadal „na biegu”. W przypadku pozostałych odmówiono wszczęcia śledztwa lub je umorzono. Waldemar Żurek zapowiedział, że wszystkie te sprawy będą ponownie analizowane.

Z pytaniami o to,doilu zgonów doszło w SOR Szpitala Południowego w latach 2022-2025,czyli czasie kiedy w szpitalu pracował dr Jędrzejewski zwróciliśmy się w środę (25 czerwca) do dyrekcji lecznicy. Prosiliśmy o rozbicie tej liczby na poszczególne lata. Pytaliśmy też czy prowadzona była kontrola dokumentacji medycznej SOR i czy wykazała nieprawidłowości? Chcieliśmy też dowiedzieć się, ile skarg ze strony pacjentów, ich rodzin było na działalność SOR w latach 2022-2025oraz czego dotyczyły? Czekamy na odpowiedzi.

Łukasz Jankowski, prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, podczas konferencji prasowej mówił, że jest „zdruzgotany” doniesieniami dr Jędrzejewskiego. Według niego przynajmniej część zarzutów, stawianych przez sygnalistę „jest potwierdzona przez innych lekarzy pracujących w placówce”. Nie dodał jednak czy dotyczą one zgonów pacjentów. Jankowski grzmiał też o „przekręcie” w lecznicy i konieczności odpolitycznienia służby zdrowia. Zażądał też w imieniu samorządu lekarskiego, żeby premier Donald Tusk ujednolicił czas pracy lekarzy, niezależnie od formy zatrudnienia. Według niego medycy niezależnie od formy umowy mogliby pracować maksymalnie 78 godzin tygodniowo.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET