Makabryczne odkrycie w mieszkaniu. "Tkanki były w stanie zaawansowanego rozkładu"
Przed Sądem Rejonowym w Bydgoszczy zakończył się proces 61-letniej mieszkanki Bydgoszczy. Kobieta wyjechała do sanatorium na 3 tygodnie, zostawiając w mieszkaniu psa. Zwierzę nie przeżyło. Sprawa wyszła na jaw, kiedy sąsiedzi zaniepokojeni nieprzyjemnym zapachem wezwali policję.
- 61-latka z Bydgoszczy wyjechała na trzy tygodnie do sanatorium, zostawiając w mieszkaniu psa bez wody i jedzenia
- Kiedy z mieszkania zaczął wydobywać się nieprzyjemny zapach, sąsiedzi wezwali policję
- Przed Sądem Rejonowym w Bydgoszczy zakończył się proces 61-latki. - To, co zostało z psa, było już wysuszone i ważyło zaledwie 3 kg - mówił biegły podczas rozprawy
Bydgoszcz. 61-latka wyjechała do sanatorium. Pies został sam na trzy tygodnie
Sytuacja wydarzyła się na początku sierpnia ubiegłego roku. Mieszkańcy bloku na Wyżynach w Bydgoszczy wyczuli nieprzyjemny zapach, jaki wydobywał się z wnętrza jednego z mieszkań. Zaniepokojeni wezwali policję. Przybyli na miejsce mundurowi przez okno zobaczyli leżącego na podłodze psa. Wspólnie ze strażakami próbowali wejść do mieszkania, kiedy pojawiła się jego właścicielka.
61-latka trzy tygodnie wcześniej wyjechała do sanatorium w Sopocie, nie zostawiając psu wody czy jedzenia. Zwierze nie miało szans, by przeżyć. Sprawa ostatecznie trafiła do Sądu Rejonowego w Bydgoszczy. Proces właśnie się zakończył i jeszcze w marcu ma zapaść wyrok. Lokalny "Express Bydgoski" opisał drastyczne szczegóły tego, co zostało ujawnione na sali sądowej.
Psem miał zająć się syn. Nie mógł dostać się do mieszkania
Okazuje się, że pod trzytygodniową nieobecność właścicielki psa miał doglądać jej syn. Ten jednak nie mógł się dostać do zamkniętego mieszkania i zrezygnował z dalszych prób. Wiadomo, że w momencie powrotu właścicielki, zwierzę najprawdopodobniej nie żyło już od dwóch tygodni. - To, co zostało z psa, było już wysuszone i ważyło zaledwie 3 kg. Tkanki były w stanie zaawansowanego rozkładu - mówił podczas rozprawy biegły sądowy. Z tego też powodu nie był jednak w stanie ustalić, co dokładnie było przyczyną śmierci psa.
61-latka przed sądem mówiła, że nie czuje się winna. Podkreślała, że przed wyjazdem poleciła opiekę nad psem swojemu synowi. - Wrócił wtedy akurat do Polski z Holandii. Okazało się, że nie mógł wejść do mieszkania - podkreślała. O tym, czy i jaka kara ją czeka, zadecyduje sąd. Wyrok ma zostać ogłoszony 13 marca.
Źródło: Radio ZET / "Express Bydgoski"
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET