Nasza relacja z Kijowa. Polski charge d'affaires o tajemnicach, których nie zna Zachód
Cztery lata od wybuchu pełnoskalowej wojny Kijów nie tylko przetrwał najcięższą zimę, ale zacieśnił sojusz z Polską do poziomu nieosiągalnego dla innych państw. Szef polskiej ambasady Piotr Łukasiewicz w rozmowie z Radiem ZET ujawnia, że polscy dyplomaci mają dostęp do tajemnic wojskowych Kijowa. Dlaczego Ukraina widzi w nas wzór i jak polskie generatory uratowały miasto przed mrozem -20 stopni?
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak wygląda sytuacja w Kijowie po zimowej pomocy Polski.
- Dlaczego Ukraina uważa Polskę za kluczowego sojusznika.
- Co ambasador Polski mówi o sytuacji na froncie w Ukrainie.
- Które miasta Rosja nie zdoła zdobyć według szefa polskiej ambasady.
Co dzieje się w Kijowie? Ambasador Polski w Ukrainie dla Radia ZET
We wtorek mijają cztery lata od rozpoczęcia pełnoskalowej inwazji Rosji na Ukrainę. Ostatnie miesiące były dla Ukraińców wyjątkowo trudne ze względu na mrozy. Wróg nieustannie atakował infrastrukturę krytyczną, a w efekcie ludzie nie mieli prądu i ogrzewania, gdy na zewnątrz temperatury sięgały -20 st. Celsjusza. O to, jak obecnie wygląda sytuacja w Kijowie, Radio ZET zapytało charge d'affaires Polski w Ukrainie Piotra Łukasiewicza.
- To, co robimy każdego poranka, to przede wszystkim oglądamy prognozę pogody. Faktycznie robi się trochę cieplej. Zbliża się wiosna, nie tylko astronomiczna, ale również, nazwijmy ją, polityczno-wojskowa. Bardzo dużo dzieje się wokół napaści Rosji na Ukrainę i wokół tej wojny - powiedział.
"Kijów uwierzył, że może przetrwać zimę dzięki polskiej pomocy"
Szef polskiej ambasady dodał, że można mieć "bardzo ostrożny i obłożony wieloma warunkami optymizm do tego, żeby oceniać, że Ukraina nie padnie, nie klęknie". - Jeszcze miesiąc temu myśleliśmy, że Kijów zostanie zmożony tą wyjątkowo ciężką zimą, ale udało się ja przetrwać - dodał.
- Kijów uwierzył, że przetrwa tę zimę, również dzięki polskiej pomocy. Dzięki temu, dostawom generatorów, nagrzewnic czy namiotów ludzie powoli wracają do miasta - stwierdził ambasador. Podkreślił, że dzięki wsparciu, ociepliły się też polsko-ukraińskie stosunki.
- Czy to dzięki akcji "Ciepło dla Kijowa", czy po prostu tej gigantycznej pomocy, która z Polski do Ukrainy trafiła i trafia dalej. Relacje polsko-ukraińskie są bardzo złożone, bardzo obszerne i bardzo głębokie. Nie ma drugiego takiego sąsiada Ukrainy jak Polska, jeśli chodzi o liczbę związków, relacji czy interesów - stwierdził.
Polska "jest wzorem dla Ukraińców"
Ambasador wyraził też przekonanie, że w 2026 roku "Ukraina utrzyma swoją ścieżkę państwowości i dążenia do NATO". - Ta ścieżka nie zostanie przez Rosję zakłócona, mimo tego, że intensywnie próbują, ale nie zmogą Ukrainy w tym roku - dodał.
- Jesteśmy dla Ukraińców wzorem tego, do czego sami aspirują od kilkunastu lat. To znaczy tego, jakie bezpieczeństwo, zarówno ekonomiczne, społeczne, ale również takie twarde bezpieczeństwo, jakie dostarcza bycie częścią Europy, Unii Europejskiej - powiedział.
Uczymy się na doświadczeniach Ukrainy. "Oni widzą w nas sojusznika"
Zdaniem Piotra Łukasiewicza Polska również uczy się na doświadczeniach Ukraińy. - My dyplomaci jesteśmy tu na miejscu i mamy informacje, że tak powiem, z pierwszej ręki. Bardzo sobie cenię otwartość Ukraińców, którzy dopuszczają nas do tajemnic wojskowych, które są zwykle chronione przed innymi partnerami - mówił.
- My mamy taki dostęp dzięki bliskości, dzięki temu sojuszowi, również dzięki pomocy przekazanej przez Polskę. Powiem trochę poetycko - Ukraina widzi w nas sojusznika, a sojusznikowi pokazuje się sposoby, w jakie walczy się ze wspólnym wrogiem, czyli w tym przypadku Rosją - stwierdził.
Sytuacja na froncie. "Rosja nie jest w stanie uzyskać swoich celów"
Pytany o to, co dzieje się na linii frontu, ambasador powiedział, że "stara się unikać roli fotelowego generała, który na podstawie doniesień medialnych analizuje ruchy wojsk". - Otwarcie przestrzegam też przed używaniem takich słów jak kontroofensywa, bo one niezbyt dobrze się kojarzą i nie oddają tego, co tak naprawdę dzieje się na linii frontu - powiedział.
- Powiem bardzo ostrożnie, bo zweryfikować to będzie można za 2-3 tygodnie. Musimy poczekać na dane, ale styczeń, luty, to mogą być pierwsze od dawna miesiące, w których powstrzymana zostanie ta stała rosyjska statystyka, czyli zdobywanie powiedzmy 500 kilometrów kwadratowych w skali miesiąca. To jest zjawisko ciekawe, ale nie przesądzam, że ono się wydarzy - mówił.
Podkreślił jednak, że jest to zjawisko, które "ma skalę taktyczną i nie wpływa na przebieg operacji czy strategii z obu stron". - Ostatnie duże wydarzenia na froncie miały miejsce w 2022, może 2023 roku, kiedy Ukraińcy w błyskotliwy sposób odzyskali olbrzymie połacie wokół ziemi, swojego terenu, wokół Charkowa, wokół Kijowa, czy na południu pod Chersoniem. To były ostatnie przełomowe wydarzenia.
Dodał jednak, że "Rosja nie jest w stanie uzyskać swoich celów". - Nie zdobędą Kijowa, nie zdobędą Charkowa, Odessy. Nie zdobędą miast, które są ośrodkami państwowości ukraińskiej i nie powstrzymają Ukrainy przed tymi wielkimi celami cywilizacyjnymi, czyli dołączeniem do Unii Europejskiej i byciem częścią Zachodu - stwierdził.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET