`

21-letni Michał zaginął bez śladu ponad rok temu. Jego matka ujawnia wyniki poszukiwań

7 min. czytania
08.07.2024 10:45
Obserwuj nas na Google

Michał Delewski spędził miły wieczór 11 marca ubiegłego roku ze znajomymi na urodzinach kolegi. „Mamcia pomóc ci w czymś jeszcze, bo ja zaraz bym leciał”, spytał wychodząc na imprezę. To był ostatni raz, kiedy jego matka go widziała. To, co wydarzyło się, gdy wracał do domu, pozostaje tajemnicą. Po ponad roku od tych tragicznych wydarzeń, dziennikarka Dominika Pająk rozmawiała z Martą Delewską, matką zaginionego Michała, o okolicznościach zaginięcia, poszukiwaniach i nowych ustaleniach. - Chciałabym zwrócić się do rodziców - stwierdziła zrozpaczona matka.

Zaginiony Michał Deleniewski
fot. Policja Polska

Pani Marto, zacznijmy od początku. Jakim chłopakiem był Michał?

- Michał to bardzo inteligentny i wrażliwy człowiek. Trochę introwertyk, uważny obserwator. Lubił pomagać innym i często to robił. Jest osobą , która nigdy nie szukała konfliktów, wręcz unikała sytuacji, które mogą eskalować problemy. Ogólnie fajny, wesoły chłopak, a jednocześnie bardzo racjonalny i dojrzały.

Redakcja poleca

Czym zajmował się na co dzień? Jakie miał plany i marzenia na przyszłość?

- Michał studiował budownictwo na UTH, lubił matematykę, fizykę interesowały go nowe technologie w budownictwie i rozwiązania dotyczące wykorzystania odnawialnych źródeł energii w celu ochrony środowiska. Poza tym uwielbiał gry online typu League of Legends, poznawał wtedy nowych ludzi w Polsce i na świecie. Poznał m.in. ludzi z Krakowa, z którymi się zaprzyjaźnił, rozmawiał z nimi niemalże codziennie. Miał bardzo konkretnie sprecyzowane plany na przyszłość, często podkreślał, że planuje wybudować Inteligentny dom - energooszczędny z wykorzystaniem tego, czego nauczy się podczas studiów. Jednym z jego marzeń było założenie firmy związanej z branżą budowlaną, zastanawiał się m.in. nad biurem projektowym lub współpracą z tatą, który prowadzi małą firmę budowlaną. Michał z przyjaciółmi planowali wyjazd na weekend majowy, wybrali już miejsce i byli na etapie organizacji wyjazdu, choć do tego czasu było jeszcze około dwóch miesięcy, to już powoli poczynili pierwsze przygotowania.

Był 11 marca 2023 roku, dzień, który zmienił życie całej Pani rodziny o 180 stopni. Jak teraz, po ponad roku, wspomina Pani ten feralny dzień?

- Dzień, w którym ostatni raz widziałam Michała zaczął się całkiem zwyczajnie – jak każdy inny dzień. Wstaliśmy rano, chwilę porozmawialiśmy, jak planujemy ten dzień, ponieważ Michał wieczorem wybierał się na urodziny do Kamila, a ja spotykałam się z moimi przyjaciółmi na Klubie Książki, tego wieczoru spotkanie odbywało się u mnie. Wybieraliśmy wcześniej książkę, którą będziemy czytać, potem spotykamy się za każdym razem u kogoś innego i dyskutujemy o niej. Po śniadaniu Michał z Tomkiem R. pojechali do Galerii Młociny po prezent dla Kamila. Michał był miłośnikiem herbat gatunkowych i jednym z prezentów była herbata. Po powrocie powiedział: „Mamcia kupiłem więcej, to trochę będę miał dla siebie, bo takiej jeszcze nie piłem”. Podczas pobytu w Galerii chłopcy kupili sobie bilety do kina na sobotę – czyli na kolejny dzień, a Michał złożył swoje CV w herbaciarni, chciał tam pracować. Śmiał się, że połączy pasję z pracą. Przed wyjściem na imprezę jeszcze pomógł mi rozłożyć stół i spytał: „Mamcia pomóc ci w czymś jeszcze, bo ja zaraz bym leciał”. Odpowiedziałam, że sobie poradzę. Przytulił się, cmoknął mnie w policzek i jeszcze powiedział: "Kocham cię, pa". Ja mu odpowiedziałam: "Też Cię kocham, baw się dobrze". I to był ostatni raz kiedy widziałam swojego syna. Kiedy już poszli moi goście, posprzątałam, wstawiłam zmywarkę i postanowiłam napisać do Michała sms o której wróci - była wtedy godzina 2.06. O 2.16 zadzwonił telefon od Michała…. Odbieram i słyszę obcy głos, który mówi, że znaleźli plecak z dokumentami i telefonem na Moście Północnym (Marii Skłodowskiej – Curie - przyp. red). W tej jednej chwili mój świat rozsypał się na milion kawałków….

Co działo się później?

- Po rozmowie z chłopakiem, który znalazł plecak, zadzwoniłam do Tomka – przyjaciela Michała, czy Michał jest z nimi, usłyszałam, że on powinien być już dawno w domu. Dodam tylko, że mieszkanie Kamila znajduje się około 400 metrów od naszego bloku. Wtedy ogarnęła mnie zupełna niemoc, nie wiedziałam co mam zrobić, gdzie się udać, kogo prosić o pomoc… Taka logiczna rzecz, jak natychmiastowe zawiadomienie policji, w tamtym momencie wcale nie było dla mnie takie oczywiste. Wyszłam przed blok i dopiero po jakimś czasie wykonałam telefon pod 112. Przyjaciele Michała, po moim kontakcie z Tomkiem (jeszcze byli wtedy razem) skontaktowali się z tatą jednego z nich, który pracował w Policji Rzecznej i tak naprawdę to on zaalarmował wszystkie służby, które natychmiast udały się na Most Północny. Policja po moim telefonie przyjechała do mnie około godz. 3.00 i już wtedy powiedzieli, że na moście są już wszystkie służby i prowadzą poszukiwania. Byli nurkowie, straż z sonarami, motorówka spiętrzająca wodę, Policja Rzeczna z dodatkowym oświetleniem. Policjanci, którzy byli u nas w domu na interwencji, poinformowali mnie, że udają się na most i jeżeli nikogo nie znajdą, przyjadą po mnie i pojedziemy na komisariat w celu złożenia zawiadomienia o zaginięciu i tak też się stało. Policjanci przyjechali po mnie około 6.00. Po przyjeździe na komisariat, czekałam jeszcze kilkanaście minut na policjanta, który miał przyjąć zgłoszenie, ale w międzyczasie inni policjanci obdzwaniali szpitale, SORy, izby wytrzeźwień i inne miejsca, w których ewentualnie mógłby przebywać syn. Od tego momentu Michał ma status osoby zaginionej.

Michał na imprezie spędzał czas ze swoimi znajomymi. Co udało się od nich dowiedzieć?

- Przyjaciele Michała mówili, że nie zauważyli nic podczas imprezy, co mogłoby wskazywać na to, że coś jest nie tak. Bawił się bardzo dobrze: śpiewali, tańczyli, śmiali się, co potwierdzają filmiki i zdjęcia z imprezy. Oni wszyscy tworzyli naprawdę świetną paczkę, byli to przyjaciele na dobre i złe. Nie tacy, którzy przytakują sobie i starają się siebie nie urazić, ale tacy, którzy byli w stanie powiedzieć sobie, co im się nie podoba lub też skrytykować się nawzajem, jeżeli uważali, że ktoś postępuje źle. Zawsze mogli na siebie liczyć.

Czy zastanawiała się Pani na tym, że być może znajomi wiedzą więcej niż powiedzieli policji?

- Nie. Nie sądzę aby coś ukrywali, rozmawialiśmy o tamtym wieczorze wiele razy….. Pod materiałami o zaginięci Michała pojawiał się hejt w ich kierunku. Oni to bardzo przeżywali. Oceniali ich ludzie, którzy nie mieli pojęcia jakie relacje ich łączyły. Słowa mogą zranić bardziej niż nóż, a szczególnie wtedy, kiedy obarcza się winą za zaginięcie lub śmierć osoby, która była bardzo ważna w życiu - a wiem, że Michał był dla nich ważny. Przez ostatni rok chłopaki zrobili projekt dla Michała „Duży Ból” Są to krótkie teledyski z utworami, Które sami napisali, mówiące o ich emocjach z którymi mierzyli się przez ostatni rok. W rocznicę zaginięcia Michała, chłopcy przyjechali do mnie i wtedy była „premiera” tego projektu. Ja obejrzałam go jako pierwsza. Na Youtube pojawiały się w cotygodniowych odstępach poszczególne części, a było ich pięć.

W takich przypadkach bardzo często pojawiają się hipotezy dotyczące samobójstwa. Czy były jakieś sygnały, które mogłyby świadczyć o tym, że Michał odebrał sobie życie?

- Cała ta sytuacja jest bardzo dziwna. Nic nie wskazywało na to, że Michał ma jakiekolwiek problemy, wręcz przeciwnie. Ostatnią sesję na studiach zaliczył wcześniej, ponieważ udało mu się zdać egzaminy w terminach zerówkowych. Był z tego bardzo dumny. Miał dużo ciekawych planów do realizacji w niedalekiej przyszłości. Planował z chłopakami wyjazd, wyjścia do kina, złożył CV do pracy Myślę, że nikt kto chce targnąć się na własne życie nie planuje kolejnego dnia, czy też wyjazdów w najbliższym czasie.

Teraz, po ponad roku czasu - Jakie informacje ujrzały światło dzienne? Co tak naprawdę wiemy do tej pory, a co wciąż pozostaje zagadką?

- Pomimo tego, że minęło już 16 miesięcy od zaginięcia Michała, jesteśmy w punkcie wyjścia. Policja bierze pod uwagę różne opcje: to że Michał znajduje się w Wiśle, jak też tą, że żyje i gdzieś jest. Sprawdzają ewentualne użycie numeru PESEL, ale też NN pod kątem zgodności genetycznej i co jakiś czas są prowadzone poszukiwania na Wiśle. My ze swojej strony poza poszukiwaniami Michała żywego, także prowadzimy poszukiwania na Wiśle. Pomaga nam Michał Zagórski, który pływa po rzece, przeczesując brzegi i dno za pomocą sonaru i drona podwodnego. Sprawdzał też brzegi Wisły przy użyciu drona z termowizją. Od czasu zaginięcia pojawiają się zgłoszenia od ludzi, którzy informowali, że widzieli podobną osobę, ale do tej pory nic się nie potwierdziło. Obecnie sprawdzany jest sygnał z Krakowa. Pewnego dnia zadzwoniła do mnie Pani i mówiła, że widziała bardzo podobną osobę w tramwaju. Poprosiłam ją aby złożyła zawiadomienie na policji, co też zrobiła. Trwa analizowanie nagrań z tramwaju, może ten trop okaże się ten, na który tak bardzo czekamy.

Pani Marto, jakie działania Pani zdaniem, powinniśmy podejmować jako społeczeństwo, aby zmniejszyć liczbę niewyjaśnionych spraw?

- Ogromna prośba do społeczeństwa, aby zwracali Państwo uwagę, co się dzieje wokół nas, może się zdarzyć, że po przeczytaniu jakiegoś artykułu spotkają Państwo osobę, która jest poszukiwana. Problem zaginięć jest w Polsce marginalizowany a jest to problem bardzo poważny. W naszym kraju co rocznie ginie około 2000 dzieci poniżej 18 roku życia i przynajmniej jeszcze raz tyle młodzieży i osób dorosłych. Jeżeli trafią Państwo na ogłoszenie o zaginięciu w mediach społecznościowych - ogromna prośba o udostępnianie. W większości przypadków odnalezienia osób zaginionych zawdzięcza się ludziom, którzy rozpoznają takie osoby na ulicy, w tramwaju, autobusie. Policja nie dysponuje takimi zasobami, aby skutecznie prowadzić poszukiwania, za to największą siłę sprawczą mamy my jako społeczeństwo. Jeżeli ktoś byłby skłonny zaangażować się w taką akcję warto czasem na Facebooku wejść na profil ITAKI lub innych grup poszukujących zaginionych i udostępniać posty. Jest wiele kanałów na Youtube, które nagłaśniają takie zdarzenia.

Na zakończenie naszej rozmowy, Pani Marta pragnie skierować jeszcze krótki apel do innych rodziców:

- Chciałabym zwrócić się do rodziców, aby rozmawiali ze swoimi dziećmi i starali się poświęcać im każdą wolną chwilę. Czasem można w porę zauważyć, że dzieje się coś niepokojącego. Taka tragedia może spotkać naprawdę każdego. Ja nigdy nie myślałam, że znajdę się w takiej sytuacji. Słyszałam, że takie rzeczy się dzieją, bardzo współczułam rodzinom, ale nigdy nie przypuszczałam, że może coś takiego dotknąć nas. Bo niby dlaczego? Wydawało się, że wszystko jest w porządku, że nic niepokojącego się nie dzieje, a jednak… Dlatego warto wiedzieć z kim kontaktuje się Państwa dziecko lub nastolatek w sieci, jakich ma znajomych, gdzie wychodzi. I nie myślę tutaj o jakiejś inwigilacji dziecka, bo każdy potrzebuje przestrzeni i prywatności, ale rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. 

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET