Oto prawdziwy powód konsultacji prezydenta z liderami opozycji. Zaskakujący plan Dudy
W Pałacu Prezydenckim trwają konsultacje z przedstawicielami komitetów wyborczych. Mają one pomóc głowie państwa w podjęciu decyzji, komu powierzy misję tworzenia nowego rządu. We wtorek Andrzej Duda rozmawiał z politykami PiS i KO. Na środę zaplanowane są spotkania z Trzecią Drogą, Nową Lewicą oraz Konfederacją. Co zrobi prezydent? "Andrzej Duda chce wysłać jasny sygnał partiom opozycyjnym, które będą tworzyć za chwilę rząd, że okres, w którym był »notariuszem« partii rządzącej, definitywnie się skończył" - informuje Onet.
We wtorek liderzy opozycji "potwierdzili gotowość pełnej współpracy i tworzenia nowej większości w przyszłym parlamencie". Jednocześnie zaapelowali do prezydenta, że "nie ma na co czekać". Potwierdzono, że kandydatem opozycji na nowego premiera ma być Donald Tusk. Jak podaje Onet, Duda nie chce jednak ulegać presji wywołanej przez liderów opozycji, a zapisy konstytucji, "dają mu całkowitą dowolność, jeśli chodzi o to, kogo desygnuje w tzw. pierwszym kroku na szefa rządu".
Rozmowy z opozycją. Andrzej Duda ma plan
Źródła portalu uważają, że głowa państwa wcale nie sonduje szans ugrupowań na zbudowanie większości w nowym Sejmie. "Andrzej Duda uznaje wynik niedawnych wyborów i zdaje sobie doskonale sprawę z faktu, że nowy rząd stworzy dzisiejsza opozycja, a przyszłym premierem, według ostatnich zapowiedzi, będzie nie kto inny jak Donald Tusk" - czytamy.
Deklaracje o próbie stworzenia rządu przez PiS i prowadzeniu rozmów ws. budowania większości koalicyjnej mają być tylko zasłoną dymną. W rzeczywistości nikt nie wierzy w powodzenie tej misji. Według Onetu partia rządząca chce wpłynąć na Dudę, by ten zwlekał ze zwołaniem pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu. To miałoby się odbyć dopiero po 11 listopada. Termin miał być ustalony między Nowogrodzką a Kancelarią Prezydenta. Cały proces tworzenia nowego rządu miałby się przeciągnąć do połowy grudnia.
"Kluczowy argument". Prezydent chce dać jasny sygnał
Według Onetu to właśnie czas ma być jednym z kluczowych argumentów w rozmowach Andrzeja Dudy z opozycją. "Nieoficjalnie na Nowogrodzką prezydent miał wysłać sygnał, że jeśli partie opozycyjne uszanują zasady przyszłej koabitacji między prezydentem a rządem, to Donald Tusk w tzw. pierwszym konstytucyjnym kroku zostanie desygnowany na prezesa Rady Ministrów" - informuje portal. Jak czytamy, głowie państwa zależy teraz na koabitacji, czyli ustaleniu zasad współrządzenia z przyszłym rządem. Jak zauważa Onet, Duda ma pamiętać zwalczanie prezydenta Lecha Kaczyńskiego przez ówczesnego szefa rządu Donalda Tuska.
- To, co wówczas się działo w relacjach między prezydentem Kaczyńskim a premierem Tuskiem, nie może się powtórzyć. Jeśli opozycja uzna zasady współpracy za wiążące i uzna kluczową rolę prezydenta w najważniejszych dla państwa obszarach, to droga do przyszłej współpracy będzie otwarta - mówią źródła portalu. Według nich podczas konsultacji Duda chce usłyszeć od liderów partii opozycyjnych, "jak widzą oni współpracę z głową państwa w zakresie bezpieczeństwa kraju, kluczowych spraw gospodarczych oraz najważniejszych przyszłych inwestycji".
To ma być sygnał dla opozycji, że bez współpracy w tych obszarach, nowy rząd będzie mógł liczyć na ciągłe weta pod przyszłymi ustawami, co w efekcie będzie oznaczało prawie całkowity paraliż przyszłej władzy, która będzie zmuszona do rządzenia za pomocą rozporządzeń. "Partie te nie mają bowiem wystarczającej większości, by odrzucać prezydenckie weto" - czytamy.
- Rozliczenie polityków PiS. "Bardzo bym chciał, żeby poszli siedzieć"
- Borys Budka: Byłoby dobrze dla KO, gdyby liderzy byli wicepremierami
- Likwidacja podatku dla wybranych. „To jedna z pierwszych naszych decyzji”
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET