`

Pielęgniarka w krakowskim szpitalu pomyliła leki. "Dostałem SMS, że mama nie żyje"

2 min. czytania
12.02.2025 15:30
Obserwuj nas na Google

Na początku grudnia pani Krystyna trafiła do jednego z krakowskich szpitali - zdiagnozowano u niej grypę. Mimo poprawy samopoczucia lekarze zadecydowali, że kobieta powinna zostać na obserwacji. Jak poinformowano w programie "Uwaga!" TVN, jeszcze tego samego dnia doszło do tragicznej pomyłki. Pielęgniarka podała pani Krystynie leki innego pacjenta. Mimo reanimacji nie udało się jej uratować.

Szpital w Krakowie
fot. Beata Zawrzel/REPORTER
  • W grudniu pani Krystyna trafiła do krakowskiego szpitala z objawami grypy 
  • Na skutek tragicznej pomyłki kobieta otrzymała od pielęgniarki leki innego pacjenta 
  • Mimo reanimacji u pani Krystyny stwierdzono zatrzymanie akcji serca - nie udało się jej uratować

Tragiczny błąd w szpitalu w Krakowie, kobieta zmarła

Do wstrząsającej sytuacji doszło w Szpitalu Specjalistycznym im. Ludwika Rydygiera w Krakowie. - 9 grudnia mama zaczęła się źle czuć, łapała ją choroba - opowiada pan Sebastian, syn pani Krystyny w programie "Uwaga!" TVN. Po dwóch dniach stan samopoczucia kobiety pogorszył się na tyle, że jej córka wezwała pogotowie. Pacjentkę przewieziono do krakowskiego szpitala. Po kilku godzinach stan pani Krystyny znacznie się poprawił, jednak lekarze na wszelki wypadek postanowili zostawić ją na obserwacji. Jeszcze tego samego dnia doszło do tragicznej pomyłki. 

- W ten dzień, kiedy to się wydarzyło, ona się śmiała, gadałyśmy o głupotach. Zadzwoniłam do niej potem o 13:40 i mówiła, że zażyła inne leki, że dostała leki innego pacjenta. Że dopiero jak połknęła leki, to zobaczyła, że na kubeczku jest inne imię i nazwisko - opowiada pani Marta, synowa Krystyny. Kiedy bliscy pacjentki zorientowali się, że doszło do pomyłki, bezskutecznie próbowali dodzwonić się na dyżurkę na oddziale. Kiedy już się udało, pielęgniarka miała oznajmić, że nic nie wie o zaistniałej sytuacji. Poprosiła, by zadzwonić za jakiś czas. Pół godziny później podała do telefonu, Katarzynę S., twierdząc, że ta wszystko wyjaśni.

"Dostałem SMS, że mama nie żyje"

Podczas rozmowy telefonicznej jedna z pielęgniarek przyznała, że rzeczywiście przez pomyłkę podała pani Krystynie leki innego pacjenta, ale nie stanowią one dla niej żadnego zagrożenia. Wówczas rodzina zaufała słowom pielęgniarki i odetchnęła z ulgą. Około godziny 19:00 pojechali do placówki. Pani Krystyna już wtedy była bardzo senna, trudno było ją dobudzić, jednak lekarka zapewniła bliskich, że nie ma zagrożenia. - Miałem jakieś dziwne przeczucie. Około północy próbowała się do mnie dodzwonić siostra. Kątem oka zobaczyłem, że miga mi lampka w telefonie. Dostałem SMS, że mama nie żyje - oznajmił pan Sebastian. - Poszliśmy do lekarki i poprosiliśmy, by pokazała nam kartę medyczną matki i jakie leki przyjmował ten i ten pacjent. Ten pacjent był chory psychicznie, miał bardzo mocne leki psychotropowe oraz bardzo mocny lek nasenny plus jakieś inne - dodał.

Redakcja "Uwagi!" TVN umówiła się na spotkanie z prezesem szpitala, jednak kilka dni po rozmowie - podczas autoryzacji - całkowicie wycofał zgodę na wyemitowanie rozmowy. Wynikało z niej, że pielęgniarka, która podała pacjentce złe leki, została zwolniona dyscyplinarnie. Dodatkowo redakcja znalazła Katarzynę S. w mediach społecznościowych i napisała z prośbą o komentarz. Kobieta jednak nie odpisała.

Źródło: Radio ZET/"Uwaga!" TVN

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET