Przemoc wobec Ukraińców wychodzi z internetu na ulice. „Próba zrobienia z nich potworów”
Od ataków słownych po brutalne pobicia – w ostatnich miesiącach rośnie liczba incydentów wymierzonych w Ukraińców mieszkających w Polsce. Zdaniem części ekspertów eskalacja przemocy nie jest przypadkowa. – Są przyczyny i są skutki. Otoczenie, sfora wokół prezydenta ciężko pracowała na to, żeby zohydzić nam tych, którzy ciężko tu pracują i przyczyniają się do wzrostu naszego PKB – uważa socjolog prof. Radosław Markowski.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie antyukraińskie incydenty miały miejsce w ostatnich miesiącach w Polsce.
- Dlaczego eskalacja języka nienawiści wpływa na postawy społeczne.
- Co jest źródłem dezinformacji po incydencie w Bielsku-Białej.
- Które czynniki społeczne przyczyniają się do bierności wobec agresji.
Mnożą się antyukraińskie incydenty w Polsce. W ostatnich miesiącach eskalują już nie tylko na platformach społecznościowych, ale coraz częściej także w realnym świecie. Kilka dni temu w Bielsku-Białej 54-letni mężczyzna obrzucił w autobusie miejskim wyzwiskami 11-letnie dziewczynki z Ukrainy oraz dorosłą kobietę. Sytuacja została nagrana telefonem i opublikowana w sieci. 14 lipca prokuratura poinformowała, że agresor usłyszał zarzuty. 54-latek był kierowcą MZK, który od dłuższego czasu przebywa na zwolnieniu chorobowym.
Niedawno internet obiegło nagranie z jednego z trójmiejskich sklepów Żabka. Widać na nim mężczyznę, który podczas zakupów obraża pracującą tam Ukrainkę, wyzywa ją z powodu narodowości i kieruje pod jej adresem groźby. Okazało się, że napastnik jest powiązany ze środowiskiem pseudokibiców.
Kilka dni później poznańska policja zatrzymała osoby podejrzane o wtargnięcie do biura prowadzonego przez obywatelkę Ukrainy. Pod pretekstem sprawdzenia, czy „wspiera Stepana Banderę”, próbowali dostać się do środka, zastraszając kobietę. Wśród nich był się Jarosław K., były żołnierz Wojsk Obrony Terytorialnej, którego kilka miesięcy wcześniej ABW zatrzymała pod zarzutem szpiegostwa na rzecz Rosji.
To nie koniec. W czerwcu na warszawskim Targówku pobity został 44-letni taksówkarz z Ukrainy. Miesiąc wcześniej, na moście Świętokrzyskim, grupa chuliganów brutalnie zaatakowała kilku młodych Ukraińców. Jednego z nastolatków napastnicy próbowali nawet zrzucić z mostu. „Wyp***ć do Ukrainy!” – krzyczeli podczas ataku, przerywając go dopiero po pojawieniu się policji. Jeszcze wcześniej, w lutym, w Pruszkowie napadnięto na dwie Ukrainki. One również usłyszały, że powinny wracać do swojego kraju. Można przypuszczać, że takich historii jest znacznie więcej, ale nie wszystkie przebijają się do opinii publicznej.
Atak na 11-letnie Ukrainki. Od razu ruszyła dezinformacja
Socjolog prof. Radosław Markowski uważa, że odpowiedzialność za akty agresji wobec Ukraińców spoczywa po stronie polityków. – Są przyczyny i są skutki. Otoczenie, sfora wokół prezydenta ciężko pracowała na to, żeby zohydzić nam tych, którzy ciężko tu pracują i przyczyniają się do wzrostu naszego PKB. Pracują zresztą poniżej swych kwalifikacji. Niektórzy politycy wpadli na pomysł, żeby budować sobie na tym polityczne poparcie. I skutki są – mówi w rozmowie z RadioZET.pl.
Pytany o ostatnią historię z Bielska-Białej prof. Markowski zwraca uwagę na inne zjawisko – bierność świadków. – Trudno sobie tę bielską historię w ogóle wyobrazić. Dotyczyło to przecież 11-letniej dziewczynki. Wiemy, że był napastnik. Przyzwoicie zachował się kierowca autobusu. Ale on chyba pusty nie jechał? Czy byli tam dumni obywatele Rzeczpospolitej? A jeśli byli, to czy cokolwiek zrobili w tej sytuacji? Jeszcze raz powtórzę: dotyczyło to dziecka – podkreśla.
Krótko po publikacji nagrania z ataku na 11-latki z Ukrainy w sieci rozpoczęła się modelowa, dobrze znana kampania dezinformacyjna, sugerująca, że zdarzenie miało zupełnie inny przebieg. Jej źródłem, podobnie jak w wielu innych tego typu przypadkach, był anonimowy, niezweryfikowany wpis na Facebooku. Udostępniali go internauci sympatyzujący ze skrajną prawicą.
„Niewiele trzeba, by zdestabilizować obieg informacji w Polsce”
– Przerażające jest to, że w całej tej sytuacji wystarczyła wrzutka polegająca na upublicznieniu komentarza anonimowej kobiety – komentuje Jakub Wiech, dziennikarz obnażający dezinformację w sieci. – Powoływała się ona na niesprecyzowane i nieokreślone tytuły prasowe i tłumaczyła tę napaść na 11-letnie dziewczynki ich rzekomą prowokacją. Mieliśmy do czynienia z trudną do zrozumienia próbą wywrócenia odbioru całego zajścia. W dodatku ten komentarz zawierający nieprawdziwą relację został usunięty. To tylko potwierdza, że jego autorka nie miała racji i prawdopodobnie przestraszyła się konsekwencji w postaci wezwania przez policję – przekonuje.
– Ten fałszywy materiał przetrwał mimo usunięcia w formie powielanej wrzutki. I to pokazuje, jak niewiele trzeba, żeby zupełnie zdestabilizować obieg informacyjny w Polsce – zauważa Wiech.
Fałszywą relację o prowokacyjnym zachowaniu 11-latek zdementował MZK w Bielsku-Białej. „Jedna z poszkodowanych wyłożyła nogi w kierunku swojej koleżanki, siedzącej na fotelu poniżej, skierowanym w stronę jazdy. Sytuacja ta – jakkolwiek odbiegająca od przyjętych standardów – w ocenie spółki nie odbiegała od zachowań, które na co dzień można obserwować wśród młodzieży podróżującej naszymi autobusami. Ponadto z analizy monitoringu wynika, że sytuacja ta nie zakłócała komfortu podróży innych pasażerów, gdyż młode pasażerki głównie były zajęte korzystaniem z telefonów komórkowych” – czytamy w komunikacie.
Prof. Markowski: Wszyscy mamy popiół na głowie
Agresja wobec Ukraińców nie pojawia się w próżni. Najpierw normalizowany jest język pogardy, później rozpowszechniane są fałszywe informacje usprawiedliwiające przemoc, a z czasem część osób zaczyna traktować takie zachowania jako społecznie akceptowalne. Właśnie taki mechanizm opisują badacze dezinformacji i radykalizacji.
– Czy to wszystko może eskalować? Oczywiście, że tak – uważa prof. Markowski. – Niby reaguje państwo, ale wszyscy mamy popiół na głowie, że ostrzej nie reagujemy. Są obywatelskie zatrzymania, i słusznie, gdy jakiś dumny Polak pijany jedzie wężykiem i można go zatrzymać i zabrać kluczyki. Tak samo obywatele powinni się włączać i obezwładniać takich, którzy atakują dzieci – zauważa socjolog.
Skąd bierze się ta bierność i obojętność wobec przypadków agresji? Prof. Markowski wskazuje na zmiany kulturowe. – Ten nasz wielki sukces cywilizacyjny spowodował, że narosło zaskakująco dużo oportunizmu i konformizmu. Własna wygoda, city breaki, nowe fury. To wszystko jest ważniejsze niż wartości. Nie podoba mi się to społeczeństwo w swej mazi coraz bardziej – ocenia.
Jakub Wiech przekonuje z kolei, że akcja dezinformacyjna i próba przerzucenia odpowiedzialności za incydent na 11-letnie dziewczynki jest „widocznym, słabo maskowanym poczuciem niechęci do tych ludzi”. – I próbą zrobienia z nich za wszelką cenę potworów, które dostały to, na co zasłużyły. Trudno jest mi wyobrazić sobie sytuację, którą musiałoby sprowokować dziecko, żeby zostać zaatakowanym w taki sposób. To pokazuje skalę nagromadzonej niechęci do Ukraińców w Polsce, co tym bardziej rezonuje z tymi ostatnimi napaściami – dodaje dziennikarz.
Eskalacja politycznego języka. PiS walczy o skrajną prawicę
Kolejne przypadki agresji wobec Ukraińców mieszkających w Polsce zbiegają się z eskalacją ostrego języka politycznego prawicy, która za jeden ze swoich głównych celów obrała właśnie naszego wschodniego sąsiada. Do licytacji na antyukraińskie hasła do Konfederacji i partii Grzegorza Brauna dołączyło w ostatnich miesiącach także PiS.
To jednak operacja obarczona dużym ryzykiem, ponieważ partia Jarosława Kaczyńskiego przez lata kreowała się na największego sojusznika Kijowa, zwolennika szybkiego wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej oraz głównego organizatora międzynarodowej pomocy dla broniącego się kraju. Teraz, tracąc poparcie na rzecz skrajnej prawicy, PiS mówi dokładnie coś przeciwnego. Jak dotąd taka strategia nie przynosi jednak PiS-owi wzrostu poparcia.
Czy zatem można spodziewać się złagodzenia tego kursu? Ostatnio kolejną granicę przekroczył Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, wyznaczony do tej funkcji po to, by walczyć o głosy skrajnej prawicy. W TV Republika powiedział m.in., że Polska powinna wykorzystać swoją pozycję w UE i NATO, aby wymóc na Ukrainie zmianę polityki wobec Polski. – Trzeba zmusić Unię Europejską, również naszą pozycją w Unii Europejskiej, do tego, żeby zaprzestać na ten moment finansowania w jakikolwiek sposób zbrojeń na Ukrainie i odbudowy Ukrainy, dopóki Ukraina nie wejdzie na ścieżkę wartości proludzkich - stwierdził Czarnek.
Kaczyński reaguje na szokujące słowa Czarnka
W innym wystąpieniu Czarnek poszedł jeszcze dalej. Podczas obchodów rocznicy zbrodni wołyńskiej polityk stwierdził, że mamy „obowiązek krzyczeć do wszystkich stolic europejskich i światowych o powstrzymanie odradzania się ideologii nazistowskiej na Ukrainie”. To słowa, które niemal dokładnie wpisują się w propagandową linię Kremla oraz narrację Władimira Putina i Dmitrija Miedwiediewa.
Jego ostatnie wypowiedzi, zbiegające się w czasie z atakami na Ukraińców w Polsce, nawet w samym PiS zostały odebrane jako krok za daleko. 14 lipca zareagował nawet sam prezes Jarosław Kaczyński. We wpisie na platformie X przypomniał, że „Prawo i Sprawiedliwość stoi i zawsze stało na stanowisku, iż pomoc militarna, realizowana także przez UE na rzecz Ukrainy, jest bezwzględnie potrzebna”. Podkreślił, że „to kluczowa sprawa z punktu widzenia polskiej racji stanu i naszego bezpieczeństwa”. „Sprawa wypowiedzi pana Przemysława Czarnka zostanie wyjaśniona przez kierownictwo partii” - oświadczył prezes PiS.
Stosunek Polaków do Ukraińców w ostatnich latach zmieniał się bardzo dynamicznie. Jeszcze przed rosyjską inwazją, w lutym 2022 roku, dominowała sympatia – 43 proc. badanych deklarowało pozytywny stosunek do Ukraińców, podczas gdy po 21 proc. miało nastawienie neutralne i negatywne. Dwa lata później obraz był już zupełnie inny. Fala entuzjazmu i solidarności wyraźnie opadła. W lutym 2024 roku pozytywnie o Ukraińcach wypowiadał się już tylko co czwarty Polak – zaledwie 5 proc. miało opinię bardzo dobrą, a 20 proc. dobrą. Najliczniejszą grupę stanowili respondenci deklarujący stosunek neutralny (41 proc.), a ponad jedna czwarta badanych (27 proc.) wyrażała opinię negatywną, w tym 8 proc. – bardzo negatywną.
Incydenty czy trwalsza zmiana nastrojów?
Na tym jednak zmiany się nie zakończyły. Badanie Centrum Mieroszewskiego z listopada 2025 roku pokazało kolejny zwrot. Pozytywne nastawienie ponownie zaczęło przeważać – deklarowało je 39 proc. respondentów. Jednocześnie aż 35 proc. badanych miało stosunek negatywny, a jedynie 15 proc. pozostawało neutralnych. Oznacza to, że Polacy coraz rzadziej pozostają wobec Ukrainy obojętni. Społeczeństwo staje się coraz bardziej spolaryzowane – maleje odsetek osób niezdecydowanych, a przybywa zarówno tych, którzy patrzą na Ukraińców przychylnie, jak i tych, którzy deklarują wobec nich niechęć.
Czy seria ostatnich ataków na Ukraińców jest tylko chwilowym wzrostem napięcia, czy początkiem trwalszej zmiany społecznych nastrojów? Odpowiedź poznamy dopiero z czasem. Już dziś wiadomo jednak, że przemoc, dezinformacja i polityczna retoryka zaczynają coraz częściej wzajemnie się napędzać. Prof. Radosław Markowski nie wierzy, że odwrócenie tego procesu będzie łatwe.
– Niedawno ukazał się taki raport w The Economist, pokazujący, że bijemy na głowę odsetkiem studentów pierwszych lat, którzy są intelektualnie na poziomie 10-latków. A jeśli ludzie nie poszukują wiedzy, nie są zdolni do myślenia i szukania przyczynowości, to prosta droga do autorytaryzmu – puentuje.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET