Przewodów. Ujawniamy nowe fakty o eksplozji. Wieś uniknęła najgorszego
Zniszczenia po eksplozji w Przewodowie mogłyby być znacznie większe, gdyby pocisk uderzył choć kilkanaście metrów dalej – dowiedział się nieoficjalnie reporter Radia ZET Piotr Olejarz. Na miejscu tragedii pracują już ukraińscy eksperci.
Jak donosi nasz reporter, wstępne ustalenia śledczych wskazują, że w momencie eksplozji w suszarni zbóż w Przewodowie żadnej z ofiar śmiertelnych nie było bezpośrednio w ciągniku lub na przyczepie.
Przewodów. Zniszczenia po eksplozji mogły być znacznie większe
Z dotychczasowej rekonstrukcji zdarzeń wynika, że jeden z mężczyzn wjechał na wagę, po czym udał się do miejsca, gdzie wystawiane są dokumenty. Do uderzenia pocisku lub ewentualnego rykoszetu miało dojść, gdy wraz z drugą ofiarą wracali do pojazdu.
Na naczepie znajdowała się kukurydza. Informatorzy naszego dziennikarza twierdzą, że gdyby ładunku nie było, to wsi zagrażałoby wiele niebezpiecznych odłamków ze zniszczonej konstrukcji przyczepy. Dodatkowo betonowa konstrukcja wagi w suszarni zbóż w dużym stopniu pochłonęła falę uderzeniową.
Ukraińscy eksperci pracowali na miejscu tragedii w Przewodowie
W czwartek prezydencki minister Jakub Kumoch mówił w Polsat News, że strona ukraińska zostanie dopuszczona do miejsca eksplozji, co jednak nie oznacza udziału w śledztwie. Dziś (18 listopada) szef ukraińskiego MSZ Dmytro Kułeba przekazał, że w Przewodowie pracują już eksperci z Ukrainy. Około godz. 15 przedstawiciele ukraińskich służb mundurowych wyjechali ze wsi pod Hrubieszowem.
"Jestem wdzięczny stronie polskiej za udzielenie im dostępu. Będziemy kontynuować naszą współpracę w sposób otwarty i konstruktywny, tak, jak czynią to najbliżsi przyjaciele" – napisał na Twitterze.
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET