Sejm buduje studnię na 260 metrów. "Parlament się przygotowuje"
Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", Kancelaria Sejmu planuje w przyszłym roku na wydać 200 tysięcy złotych na przygotowanie się do odwiertu umożliwiającego korzystanie z podziemnych źródeł. Pojawia się pytanie, czy to przedsięwzięcie może mieć związek z wojną w Ukrainie?
Sejm buduje studnię na 260 metrów. O co chodzi w tej inwestycji?
„Budowa ujęcia wód podziemnych, etap przygotowania inwestycji, opracowanie dokumentacji” - tak formalnie opisana jest inwestycja, którą umieszczono w projekcie budżetu państwa na 2025 rok. Jak dowiedziała się "Rzeczpospolita", przedsięwzięcie to ma kosztować 200 tysięcy złotych, a polski parlament "przygotowuje się do wywiercenia własnej studni, która miałaby wspomóc go w sytuacjach kryzysowych".
Jak podaje "Rz", pomysł powstał jeszcze za czasów rządów PiS. - Mamy czasami takie sytuacje, że jest awaria w budynku głównym. Nie wiem, czy państwo to zarejestrowaliście, że nie mieliśmy w ogóle w toaletach wody w głównym budynku. To doświadczenie skłoniło nas do zaplanowania takiej inwestycji - tłumaczyła w lipcu 2023 roku ówczesna szefowa Kancelarii Sejmu Agnieszka Kaczmarska na posiedzeniu jednej z sejmowych komisji. Projekt postanowiła kontynuować obecna ekipa rządząca.
Kancelaria Sejmu poinformowała, że jest "na etapie uzyskiwania niezbędnych zgód". Wiadomo, że ujęcie ma mieć głębokość 260 metrów - standard w przypadku takich konstrukcji - i powstanie w okolicy wjazdu na teren kompleksu parlamentarnego od strony ul. Górnośląskiej, a pozyskiwana w ten sposób woda ma być dostępna dla mieszkańców okolicy. "Ujęcie może więc przypominać występujące w wielu miejscach Warszawy altany z kranikami, zapewniającymi dostęp do tzw. oligocenki" - czytamy w artykule.
Co ciekawe, jak zauważa gazeta, sam pomysł na ujęcie wody oligoceńskiej nie jest nowy. Sejm jeszcze w czasach PRL miał taką studnię, w latach 80 i 90. odnotowywano zaś boom na powstawanie studni, co rejestrowano choćby na fotografiach z tamtego okresu. Charakterystyczny był widok mieszkańców dużych osiedli, trzymających baniaki pełne wody. Wówczas nie picie kranówki nie było tak popularne, jak dziś, nie mówiąc już o jakości wody dostarczanej przez wodociągi.
Wojna w Ukrainie jako uzasadnienie inwestycji?
"Rz" przypomniała, że starą sejmową studnię zalano betonem jeszcze pod koniec lat 80. Teraz, po latach, wraca temat "oligocenek", zwłaszcza, że urzędnicy w poszczególnych dzielnicach Warszawy planują takie inwestycje. Jako uzasadnienie podają przykład wojny w Ukrainie i tego, jak nasi wschodni sąsiedzi radzili sobie po tym, jak Rosjanie niszczyli infrastrukturę hydrologiczną.
- Kiedy byłem w Tarnopolu, przyglądałem się temu, co robią Ukraińcy. Powiedzieli mi, że kiedy Rosjanie zaczęli atakować ich sieć wodociągów, to podstawą w dostawach wody stały się studnie - mówił w „Gazecie Stołecznej” burmistrz Bielan Grzegorz Pietruczuk. Wojna w Ukrainie to również nieoficjalne uzasadnienie budowy sejmowej studni, choć - jak czytamy w "Rzeczpospolitej" - ma ona przede wszystkim "stanowić dodatkowe zabezpieczenie na wypadek awarii oraz pełnić funkcje wspomagające w przypadku ewentualnej akcji gaśniczej". Wiadomo również, że budowa obiektu ma potrwać dwa lata.
Źródło: Radio ZET/rp.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET