"Stalker z Tindera" może wyjść z aresztu. "Znów będę żyła w strachu"
"Stalker z Tindera" - takiego określenia po raz pierwszy użyła "Gazeta Wyborcza", opisując sprawę Roberta I. Mężczyzna został oskarżony przez wrocławską prokuraturę o 23 przestępstwa, w tym kradzież, groźby, włamanie i znęcanie psychiczne. Sąd apelacyjny uznał, że będzie mógł opuścić areszt pod warunkiem wpłaty 100 tys. złotych kaucji do 31 stycznia.
- Robert I przebywa w areszcie od maja 2023 roku
- Jest oskarżony o 23 przestępstwa. W tej sprawie jest siedmiu pokrzywdzonych - w tym sześć kobiet
- Sąd uznał, że oskarżony będzie mógł opuścić więzienie. Warunkiem jest wpłacenie 100 tys. zł kaucji do 31 stycznia 2025 roku
"Stalker z Tindera" wyjdzie na wolność? Jest warunek
Robert I przebywa w areszcie od maja 2023 roku. Przez wrocławską prokuraturę został oskarżony o 23 przestępstwa, w tym m.in. kradzież, włamanie, oszustwa, groźby, znęcanie psychiczne. W tej sprawie jest siedmiu pokrzywdzonych - w tym sześć kobiet. Ponadto toczą się przeciwko niemu także postępowania w Oławie i Legnicy. Dotyczą przywłaszczenia 300 tys. zł. Poszkodowanych może być jednak znacznie więcej. Mężczyzna za każdym razem działał w podobny sposób. Poznawał kobiety na portalach randkowych. Był życzliwy, szarmancki i opiekuńczy. Później planował taktykę. Manipulował, kłamał i okradał swoje ofiary. Prosił o pieniądze, najczęściej udając ofiarę i twierdząc, że został pobity i napadnięty przez członków gangu.
Kiedy kobiety chciały odzyskać swoje pieniądze, zaczynał im grozić, stosował też przemoc. "Stalker z Tindera" przebywa w areszcie od maja 2023 roku. Sąd cały czas go przedłużał, ale od kolejnej takiej decyzji odwołał się obrońca Roberta I. "Oskarżony ma aktualnie stabilną sytuację życiową i prowadzi spokojny tryb życia, do czasu aresztowania mieszkał we Wrocławiu, nie uczestniczył w jakimkolwiek nielegalnym procederze, natomiast po wyjściu z aresztu będzie mógł mieszkać wraz ze swoją siostrą" - przekonywał adwokat, cytowany przez "Gazetę Wyborczą".
Robert I. może opuścić areszt. "Znów będę żyła w strachu"
Sąd apelacyjny w odpowiedzi na jeden z wniosków obrońcy oskarżonego przyznał, że istnieją dowody na zarzucane Robertowi I przestępstwa. To m.in. liczne zeznania poszkodowanych i świadków, opinia sądowo-lekarska, korespondencja telefoniczna i inna dokumentacja. Dowody mają świadczyć o wysokim prawdopodobieństwie popełnienia przestępstw zarzucanych oskarżonemu. Wszystkie one zagrożone są surową karą. Mimo to sąd uznał, że oskarżony będzie mógł opuścić więzienie. Warunkiem jest wpłacenie 100 tys. zł kaucji do 31 stycznia 2025 roku. Ponadto zdecydowano o odebraniu paszportu osadzonemu - musi także dwa razy w tygodniu meldować się na komisariacie.
- Ta decyzja to dla mnie szok. Przecież on może uciec. Boję się, że nie dosięgnie go sprawiedliwość. I boję się, co jeszcze może zrobić. Myślę, że on mimo zakazów i tak dalej by nas zastraszał - stwierdziła w rozmowie z "Gazetą Wyborczą" Magda, jedna z poszkodowanych kobiet, która została oszukana na blisko milion złotych. On przecież oszukał już tyle osób, sprawa została nagłośniona i może już nie ma nikogo, kto chciałby za niego poręczyć? Trzymam się tego, bo nie chcę nawet myśleć, co będzie jeśli on wyjdzie. Znów będę żyła w strachu - dodała.
Źródło: Radio ZET/Gazeta Wyborcza
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET