`

"Stop niebezpiecznym praktykom". Burza po eskortowaniu 6-latka, pogotowie reaguje

3 min. czytania
05.03.2026 15:33
Obserwuj nas na Google

Gdy liczy się każda minuta, procedury często schodzą na dalszy plan. Interwencja straży miejskiej w Gdańsku, która torowała drogę ojcu z chorym synem, zakończyła się na SOR-ze, ale i na profilach społecznościowych pogotowia ratunkowego. Medycy uznali takie zachowanie za "śmiertelne zagrożenie" i zaapelowali, by więcej tego nie robić. 

Burza w Gdańsku
fot. Facebook/Straż Miejska w Gdańsku

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Jak przebiegała interwencja strażników miejskich podczas eskorty do szpitala.
  • Dlaczego działania strażników miejskich zostały skrytykowane przez pogotowie ratunkowe.
  • Co eksperci z ruchu drogowego sądzą o interwencji strażników miejskich.
  • Które argumenty przekonują, że eskorta cywilnego auta jest niebezpieczna.

Gdańsk. Interwencja strażników miejskich wywołała burzę w mediach społecznościowych

Takich historii w mediach możemy znaleźć wiele. Obok strażników miejskich z Gdańska zatrzymał się samochód, z którego wysiadł zdenerwowany kierowca. Mężczyzna powiedział, że wiezie do szpitala swojego 6-letniego syna, który uległ wypadkowi. "Chłopiec siedział na tylnym fotelu z mamą i miał objawy mogące sugerować wstrząśnienie mózgu" - przekazali funkcjonariusze. 

"Ojciec wyjaśnił, że wezwał karetkę, jednak gdy stan dziecka zaczął się pogarszać, postanowił działać natychmiast. Widząc radiowóz, zatrzymał się, by poprosić o pomoc. Strażnicy powiadomili o sytuacji dyżurnego i za jego zgodą rozpoczęli eskortę z użyciem sygnałów świetlnych i dźwiękowych, torując rodzinie drogę przez najbardziej zatłoczone ulice" - czytamy w opublikowanym w mediach społecznościowych komunikacie. Ostatecznie chłopiec dotarł bezpiecznie na SOR i trafił w ręce lekarzy. 

Zazwyczaj w tym miejscu tego typu historie znajdują swoje szczęśliwe zakończenie. Tym razem było jednak inaczej. Głos w sprawie zabrała bowiem Miejska Stacja Pogotowia Ratunkowego w Gdyni, która opublikowała w mediach społecznościowych post zatytułowany "STOP NIEBEZPIECZNYM PRAKTYKOM NA DRODZE". 

Krytyka ze strony medyków: To niebezpieczne!

Już na wstępie precyzują, że odnosi się on tej konkretnej interwencji strażników miejskich z Gdańska. "Wyrażamy stanowczy sprzeciw wobec takich działań. Eskorta auta cywilnego to potęgowanie zagrożenia, a nie pomoc" - czytamy na początku. 

W dalszej części autorzy wyjaśniają, że kierowca postawiony w kryzysowej sytuacji jest skrajnie zdenerwowany. "Nie posiada on ani doświadczenia, ani umiejętności poruszania się pojazdem uprzywilejowanym. Próba nadążenia za radiowozem w gęstym ruchu miejskim, to narażenie pasażerów i innych osób na śmierć w wypadku" - argumentują ratownicy. 

"Od ratowania życia są zespoły ZRM"

Zwracają też uwagę, że samochód osobowy to nie ambulans, a "w przypadku pogorszenia stanu dziecka podczas jazdy, rodzic nie jest w stanie udzielić mu profesjonalnej pomocy". "Czas stracony na ryzykowny rajd przez miasto jest nie do odzyskania" - dodają. 

Redakcja poleca

Na koniec autorzy podkreślają, że od ratowania życia są ZRM, które gwarantują bezpieczeństwo i wdrożenie leczenia "już w trakcie drogi do szpitala". "W przypadku nagłego pogorszenia stanu zdrowia podczas oczekiwania na Zespół Ratownictwa Medycznego, należy niezwłocznie dzwonić pod numer 999. Dyspozytor Medyczny pozostanie na linii i udzieli dokładnych instrukcji, co robić krok po kroku do czasu przyjazdu ratowników" - czytamy. Na końcu zawarto jeszcze prośbę, by nie powielać takich praktyk. 

Opinia eksperta: Zbyt dużo emocji

O całą sprawę Radio ZET zapytało eksperta z zakresu ruchu drogowego. Zbigniew Korytnicki, były szef gdańskiej drogówki mówi wprost: - Przyznaję, że byłem trochę zażenowany faktem, że z takimi emocjami ta kwestia została poruszona na portalach społecznościowych.

- Powiedzmy sobie szczerze, że ktoś tu zrobił coś dobrego. Bez względu na to, czy te procedury zostały gdzieś naruszone, czy też nie. Nigdzie w żadnych przepisach nie ma takiej formuły, jak eskorta prywatnego pojazdu, nawet gdy istnieje zagrożenie życia, ale teoria to jedno, a praktyka drugie - mówi. 

"Przyznaję, że w trakcie eskorty może dojść do różnych dziwnych rzeczy"

Ocenia też, że straż miejska słusznie powołuje się na stan wyższej konieczności. - Mają przed sobą osobę, która wymaga pomocy. Oczywiście jest to bez fachowego potwierdzenia, ale jestesmy ludźmi, widzimy co się dzieje i podejmujemy działania - ocenia. 

- Myślę, że ratownicy trochę przesadzili w ocenie tej sytuacji, bo kazdy z nas by pomógł w takiej sytuacji. Bez względu na to, czy kieruje pojazdem uprzywilejowanym. Trochę chyba zbyt dużo emocji w stosunku do takiego zwykłego odruchu niesienia pomocy - dodaje. Podkreślił też, że strażnicy miejscy skonsultowali wszystko ze swoim przełożonym, więc była "chwila zastanowienia". 

Zwraca przy tym uwagę, że oczywiście eskortowanie samochodów na drodze może prowadzić do zagrożeń. - Przyznaję, że w trakcie takiej eskorty może dojść do różnych dziwnych rzeczy. Miałem też okazję, eskortując kolumny rządowe, że ktoś kto jedzie z tyłu, zachowuje się co najmniej dziwnie. Takie ryzyko istnieje, ale chęć niesienia pomocy, ratowania zdrowia, jest ponad to - stwierdza. 

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET