`

Tak Polacy szukają porad o żywieniu. „Eksperci przegrywają dziś z influencerami i algorytmami”

5 min. czytania
15.07.2026 10:23
Obserwuj nas na Google

Kilka sekund wystarczy, by znaleźć w internecie odpowiedź na pytanie o dietę, suplementy czy żywienie w chorobie. Problem w tym, że równie szybko można trafić na szkodliwe mity i niepotwierdzone porady. - I co niezwykle niepokojące, dezinformacja niestety coraz częściej dociera do pacjentów szybciej niż rzetelna wiedza medyczna - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl dietetyczka kliniczna Magdalena Siuba-Strzelińska. Eksperci ostrzegają przed poważnymi konsekwencjami.

kolejka w przychodni
fot. Eryk Stawinski/REPORTER

Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego Polacy nie szukają wiedzy o żywieniu u lekarzy.
  • Co sprawia, że sztuczna inteligencja i media społecznościowe są popularne w szukaniu informacji o żywieniu.
  • Jakie są konsekwencje dezinformacji żywieniowej podczas choroby.
  • Jakie działania systemowe są potrzebne do walki z dezinformacją dotyczącą żywienia w chorobie.

Rodzina, media społecznościowe oraz sztuczna inteligencja należą dziś do najpopularniejszych źródeł informacji o żywieniu. Z najnowszego raportu Fundacji Nutricia „Dezinformacja żywieniowa. Co Polacy wiedzą o żywieniu w chorobie?” wynika, że jedynie 3 proc. badanych szuka takich informacji u lekarza. Jednocześnie niemal co piąty respondent deklaruje korzystanie z narzędzi AI. Eksperci coraz częściej przegrywają z rozwiązaniami, które są szybsze, łatwiej dostępne i wygodniejsze. Konsekwencją jest narastająca dezinformacja, mogąca wpływać na decyzje dotyczące zdrowia i leczenia.

Tematy związane z żywieniem od lat cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Nigdy wcześniej dostęp do porad dietetycznych nie był tak prosty - wystarczy kilka kliknięć, by znaleźć odpowiedzi na pytania dotyczące diety, suplementacji czy sposobów wspierania organizmu w chorobie. Problem polega jednak na tym, że obok wartościowych treści równie łatwo natrafić na informacje niepełne, wyrwane z kontekstu lub zwyczajnie nieprawdziwe.

Internet wygrywa z ekspertami

Raport Fundacji Nutricia pokazuje, że Polacy najczęściej czerpią wiedzę o żywieniu od rodziny i znajomych (35 proc.) oraz z mediów społecznościowych (34 proc.). Znacznie rzadziej korzystają z pomocy specjalistów - dietetyków wskazało zaledwie 6 proc. ankietowanych, a lekarzy tylko 3 proc. Coraz większą rolę odgrywa również sztuczna inteligencja, z której korzysta już niemal co piąty respondent.

Jak podkreśla Magdalena Siuba-Strzelińska, dietetyczka kliniczna współpracująca z Fundacją Nutricia, pacjenci i ich bliscy wybierają przede wszystkim źródła, które zapewniają natychmiastowy dostęp do informacji. Choć zwiększa to łatwość zdobywania wiedzy, jednocześnie utrudnia odróżnienie sprawdzonych zaleceń od opinii, internetowych trendów czy uproszczeń, które w czasie choroby mogą prowadzić do niewłaściwych decyzji żywieniowych.

- Popularność mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji wynika przede wszystkim z ich natychmiastowej dostępności oraz tłumaczenia często złożonych tematów w prostej, atrakcyjnej formie. Pacjenci bardzo często, szczególnie po usłyszeniu diagnozy, działają pod ogromną presją emocjonalną i poszukują szybkich rozwiązań, które w pewnym sensie dają im złudzenie kontroli nad chorobą. Największym zagrożeniem jest tu jednak ogromna podatność na dezinformację. Algorytmy czy twórcy internetowi, którzy nie posiadają odpowiedniego wykształcenia i wiedzy medycznej lub klinicznej, promują niesprawdzone teorie i drastyczne diety eliminacyjne, takie jak „głodzenie raka” czy całkowitą rezygnację z węglowodanów - tłumaczy w rozmowie z RadioZET.pl.

Redakcja poleca

W ocenie ekspertki takie działania mogą prowadzić do niedożywienia, przyspieszać utratę masy mięśniowej, co może przekładać się na gorszą tolerancję terapii onkologicznej, czyli w efekcie jej skuteczność. - I co niezwykle niepokojące, dezinformacja niestety coraz częściej dociera do pacjentów szybciej niż rzetelna wiedza medyczna - podkreśla dietetyczka.

Nie ufamy internetowi, ale nadal z niego korzystamy

Badanie ujawnia również ciekawy paradoks. Polacy najczęściej korzystają z tych źródeł informacji o żywieniu, które jednocześnie budzą ich największe wątpliwości. Co trzeci respondent przyznał, że spotkał się z informacjami dotyczącymi żywienia w chorobie, których wiarygodność była dla niego niepewna. Najczęściej dotyczyło to treści pochodzących z internetu oraz od rodziny i znajomych. Co istotne, lekarze byli jedyną grupą, której przekazy nie zostały wskazane jako budzące wątpliwości.

- Zdarza się, że eksperci przegrywają dziś z influencerami i algorytmami, ponieważ rzetelna wiedza dotycząca żywienia w chorobie nie zawsze daje proste, szybkie odpowiedzi. Tymczasem w przestrzeni publicznej dużo łatwiej przebijają się komunikaty obiecujące łatwe rozwiązania i natychmiastowy efekt. Dodatkowo, dopóki sami nie mierzymy się z chorobą lub chorobą bliskiej osoby, nie szukamy informacji o żywieniu w jej trakcie - mówi nam dietetyczka kliniczna Magdalena Siuba-Strzelińska.

- W przestrzeni publicznej, granice kompetencji zaczynają się całkowicie zacierać. Osoby po kilkudniowych kursach lub bazujący wyłącznie na własnym doświadczeniu często dzielą się swoimi poradami na równi z lekarzami czy wykwalifikowanymi dietetykami. Aby odbudować zaufanie, musimy działać systemowo. Na pewno pomocne będzie uregulowanie zawodu dietetyka - zaznacza.

raport
Fot. Fundacja Nutricia
raport

Dezinformacja w czasie choroby

W czasie choroby problem dezinformacji staje się szczególnie widoczny. Pacjenci poszukujący informacji o leczeniu i żywieniu trafiają na wiele sprzecznych komunikatów - od zaleceń medycznych, przez historie publikowane w sieci, po porady influencerów czy rekomendacje bliskich. W efekcie coraz więcej osób musi odnaleźć się w gąszczu często wykluczających się informacji, gdzie wiedza naukowa funkcjonuje obok mitów i niesprawdzonych opinii.

Jak zauważa Iga Rawicka, prezes Fundacji EuropaColon Polska i współzałożycielka Koalicji na rzecz Leczenia Żywieniowego, pacjenci już na etapie diagnozy stykają się z rozproszonymi i niespójnymi komunikatami pochodzącymi zarówno od ekspertów, jak i twórców internetowych. Taki chaos informacyjny sprzyja utrwalaniu mitów dotyczących żywienia medycznego, a popularność danego przekazu nie zawsze oznacza jego wiarygodność.

Redakcja poleca

AI nie zniknie. Potrzeba nowej edukacji zdrowotnej

Walka z dezinformacją nie może polegać wyłącznie na prostym negowaniu internetowych treści. W świecie, w którym pacjenci korzystają z mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji, kluczowe staje się nauczenie odbiorców rozpoznawania wiarygodnych źródeł informacji. Eksperci wskazują, że potrzebne są konkretne działania systemowe. Sama komunikacja informacyjna nie jest już wystarczająca. Często powielane mity dotyczące żywienia w chorobie są bardzo dobrze ugruntowane w społeczeństwie, czego skalę wyraźnie widać w odpowiedziach dotyczących codziennych wyborów żywieniowych Polaków.

Aż 61 proc. badanych uważa, że rosół dobrze odżywia podczas choroby, choć w praktyce nie dostarcza choremu odpowiedniej ilości białka i energii. Właśnie dlatego konieczne jest wdrażanie rozwiązań, dzięki którym żywienie medyczne stanie się stałym elementem procesu terapeutycznego, a nie jedynie dodatkową opcją. Niezbędne są również działania edukacyjne, które sprawią, że wiedza dotycząca żywienia w przebiegu choroby będzie opierała się na świadomych decyzjach, a nie na przypadku czy intuicji. 

Jak pacjenci mogą odróżnić rzetelną wiedzę o żywieniu od popularnych mitów, trendów i niepotwierdzonych porad pojawiających się w internecie? Na jakie sygnały ostrzegawcze powinni zwracać uwagę? - Podstawową zasadą jest opieranie się wyłącznie na medycynie faktów, czyli Evidence Based Medicine. Rzetelne informacje pacjent znajdzie w materiałach przygotowanych przez towarzystwa naukowe, instytucje państwowe, organizacje pacjenckie czy fundacje. Każdą większą zmianę w diecie pacjent powinien bezwzględnie konsultować z dietetykiem lub lekarzem prowadzącym, a najlepiej zadbać o taką konsultację już na początku leczenia - tłumaczy Magdalena Siuba-Strzelińska.

- Głównym sygnałem ostrzegawczym powinny być obietnice cudownego uzdrowienia, za pomocą jednego, konkretnego produktu, jak zakwas buraczany czy olej lniany lub osiągnięcie szybkich efektów bez wysiłku. Bardzo niebezpieczne są także zalecenie nakazujące drastyczne diety, wykluczanie całych grup pokarmowych np. pieczywa, kasz, makaronów, owoców będących źródłem węglowodanów, czyli energii dla organizmu czy przyjmowanie ogromnych dawek suplementów na własną rękę. W chorobie organizm potrzebuje energii i budulca, czyli pełnowartościowego białka - tego składnika potrzebuje nawet 2 razy więcej niż przed chorobą, a próba „głodówki” może nieść bardzo niebezpieczne konsekwencje dla pacjenta - podsumowuje dietetyczka w rozmowie z RadioZET.pl.

Źródło: Radio ZET

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET