Policja przyszła po syna Lecha Wałęsy. "Pozwolili mi ubrać skarpetki"
W poniedziałek po godz. 6.00 rano policja zapukała do toruńskiego mieszkania Sławomira Wałęsy, syna byłego prezydenta. Zgodnie z decyzją sądu, mężczyzna musi się poddać terapii odwykowej na zamkniętym oddziale szpitalnym. - Policjanci są mili. Pozwolili mi ubrać skarpetki - powiedział 50-letni Sławomir.
Sławomir Wałęsa zawiadomił w poniedziałek "Super Express", że z samego rana pojawiła się u niego policja. - Policja po mnie przyszła, by mnie zabrać na odwyk. Policjanci są mili. Zostawili mi telefon. Pozwolili ubrać skarpetki - powiedział dziennikarzom mężczyzna. Funkcjonariusze mają doprowadzić syna Lecha Wałęsy do szpitala, gdzie powinien odbyć terapię odwykową na zamkniętym oddziale.
Rodzeństwo Sławomira wystąpiło do sądu o przymusowe leczenie ich brata i sąd podjął taką decyzję. Niestety, Sławomir Wałęsa nie pojawił się na oddziale, dlatego mundurowi musieli po niego przyjść. Syn Wałęsy zapowiedział dziennikarzom, że nie zamierza pozostać w szpitalu, ponieważ - jak powiedział - "w Polsce nie można nikogo zmusić do przymusowego leczenia odwykowego wbrew jego woli".
"Super Express" przypomina, że Sławomir Wałęsa ma czworo dzieci z trzema kobietami. Mężczyźnie rozpadły się już dwa małżeństwa. W 2013 r. Sławomir przyznał, że zostawił rodzinę, bo "wybrał alkohol".
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET