Trafiła na SOR z bólem w klatce. Po kilku godzinach zmarła. Media: Przyjmował ją Kacprzyk
61-letnia pacjentka Mazowieckiego Szpitala Bródnowskiego zmarła kilka godzin po przyjęciu na Szpitalny Oddział Ratunkowy. Według ustaleń portalu Zero.pl pierwsze wyniki badań mogły wskazywać na ostry zawał serca, jednak kobieta nie została od razu skierowana na oddział kardiologiczny. Sprawą zajmuje się prokuratura.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jakie objawy miała pacjentka przed przyjęciem do szpitala.
- Dlaczego pierwsze EKG sugerowało zawał serca.
- Co wskazywały wyniki troponiny pacjentki.
- Dlaczego rodzina zmarłej zawiadomiła prokuraturę.
Silny ból w klatce piersiowej i bardzo wysokie ciśnienie
Do zdarzenia doszło 14 maja. Pani Grażyna przed godz. 9 wyszła do pracy, ale na przystanku autobusowym w pobliżu Szpitala Bródnowskiego zaczęła mieć problemy z oddychaniem. Skarżyła się także na kłucie i pieczenie w klatce piersiowej oraz uderzenia gorąca. Jedna z osób oczekujących na autobus miała ciśnieniomierz. Urządzenie wskazało 220/147. Po godz. 10 na miejsce wezwano pogotowie. Karetka przewiozła kobietę do oddalonego o niespełna 200 metrów szpitala. Oficjalnie została przyjęta na SOR o godz. 10.50. Podczas triażu otrzymała kolor żółty, oznaczający przypadek pilny, ale niewymagający natychmiastowej pomocy przed pacjentami zakwalifikowanymi do wyższych kategorii.
Pierwsze EKG miało wskazywać na zawał
O godz. 11.10 wykonano badanie EKG. Dokumentację medyczną przeanalizowali na prośbę Zero.pl kardiolog oraz specjalista medycyny ratunkowej. Według obu ekspertów już pierwszy zapis wskazywał na zawał przedniej ściany serca. O godz. 11.41 wpisu w dokumentacji dokonał lekarz Dawid Kacprzyk, który ocenił ogólny stan pacjentki jako dobry. Zlecił między innymi paracetamol, kolejne EKG, monitorowanie oraz tomografię komputerową klatki piersiowej bez kontrastu. Po godz. 12 pacjentka została przekazana pod opiekę lekarza sali obserwacyjnej.
Kardiolog konsultujący dokumenty dla portalu ocenił, że tomografia bez kontrastu nie miała w tej sytuacji istotnej wartości diagnostycznej. Jego zdaniem połączenie bólu w klatce piersiowej ze zmianami widocznymi w EKG powinno doprowadzić do szybkiego skierowania kobiety do pracowni hemodynamiki.
Poziom troponiny gwałtownie wzrastał
Niepokojące były również wyniki troponiny, czyli jednego ze wskaźników wykorzystywanych przy diagnostyce uszkodzenia mięśnia sercowego. Górna granica wartości referencyjnej dla zastosowanego testu wynosiła 16 jednostek. Pierwszy wynik pani Grażyny wyniósł 94,6. Zero.pl podkreśla jednak, że w dokumentacji brakuje informacji pozwalających dokładnie ustalić, kiedy badanie zlecono, kiedy otrzymano wynik i który lekarz go przeanalizował. Pacjentką zajmowało się na SOR-ze co najmniej trzech lekarzy.
Troponinę oznaczono ponownie, a drugi wynik wyniósł 2204. Zdaniem ekspertów także EKG wykonane po godz. 14 jednoznacznie wskazywało już na rozległy zawał. Karta zleceń medycznych miała jednak pozostać w znacznej części niewypełniona, przez co nie wiadomo, kto w tym czasie odpowiadał za leczenie pacjentki.
Pacjentka trafiła na kardiologię nieprzytomna
Dopiero około godz. 15 SOR poinformował Oddział Intensywnej Opieki Kardiologicznej o zamiarze przekazania kobiety. Przekazano przy tym, że jej stan jest stabilny i nie występują cechy zawału typu STEMI. Wkrótce potem stan pacjentki gwałtownie się pogorszył. Około godz. 15.30 została przewieziona na oddział kardiologiczny już nieprzytomna i w stanie skrajnie ciężkim. Lekarze stwierdzili cechy ostrego uszkodzenia przedniej ściany serca i rozpoczęli resuscytację.
Kobiety nie udało się uratować. Zmarła o godz. 16.50. W dokumentacji jako wyjściową przyczynę śmierci wskazano ostry, pełnościenny zawał przedniej ściany serca. Lekarka oceniła, że do zawału doszło około siedmiu godzin wcześniej, czyli jeszcze przed godz. 10. Sekcja zwłok przeprowadzona cztery dni później potwierdziła zawał typu STEMI. Patomorfolog stwierdził również, że w obrębie miejsca objętego zawałem doszło do pęknięcia serca.
Rodzina zawiadomiła prokuraturę
Joanna Łukomska, siostra cioteczna zmarłej, otrzymała wyniki sekcji w połowie czerwca. Jak powiedziała portalowi, wielokrotnie analizowała szpitalne dokumenty, próbując odtworzyć przebieg zdarzeń. Jej wątpliwości wzbudziło między innymi to, że pacjentka początkowo uznana za stabilną po kilku godzinach trafiła na kardiologię w stanie krytycznym. Kobieta zawiadomiła prokuraturę, wskazując Dawida Kacprzyka jako jednego z lekarzy zajmujących się jej krewną. – „Życia Grażynki nic nie wróci” – powiedziała, wyrażając nadzieję, że sprawa doprowadzi do sprawdzenia szpitalnych standardów i procedur.
Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ prowadzi postępowanie dotyczące nieumyślnego spowodowania śmierci pacjentki. Materiały wpłynęły do śledczych w połowie lipca, dlatego postępowanie znajduje się na wstępnym etapie. Jest prowadzone w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Dawid Kacprzyk nie odpowiedział na pytania Zero.pl. Szpital Bródnowski, pytany o przebieg leczenia, powołał się na tajemnicę medyczną. Placówka nie przekazała również portalowi, kto w dniu śmierci pacjentki kierował pracą SOR-u ani jaką dokładnie funkcję pełnił wówczas Kacprzyk.
Źródło: Radio ZET/zero.pl
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET