Turyści i mieszkańcy Zakopanego mają dość. „Tandeta”, „czegoś takiego nie spotkałam w Karkonoszach”
Turyści i mieszkańcy Zakopanego mają już dość kiczu i tandety, której pełno na ulicach stolicy Tatr. Niedawny wpis, będący zacytowaną relacją jednej z turystek, wywołał spore poruszenie w mediach społecznościowych. Dotyczył konkretnego stoiska, ale problem jest szerszy i narastający od lat.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Co wzbudziło kontrowersje na ul. Gen. Galicy
- Jakie reakcje wzbudził post o sytuacji w Zakopanem.
- Dlaczego turyści krytykują tandetę i kicz na stoiskach w Zakopanem.
Lasery i dym w Zakopanem. Wpis wywołał poruszenie
O komercyjnym wymiarze Zakopanego napisano i powiedziano już bardzo dużo, ale stolica Podhala wciąż potrafi negatywnie zaskoczyć w tym aspekcie. O tym, co ostatnio wzbudziło kontrowersje, napisał profil Zakopane i Piękno Tatr. W poście zacytowana została jedna z turystek, oburzona tym, co zobaczyła na jednej z zakopiańskich ulic. Chodzi o ul. Gen. Galicy naprzeciwko słynnej Owczarni.
„Jest tam takie niewielkie stoisko, właściwie przyklejone do budynku, na którym sprzedawane jest [...] zwykłe badziewie i szmelc. Sprzedawca świeci ludziom laserem po oczach i pod nogi, żeby zainteresować dzieci i zachęcić rodziców do zakupu. Do tego puszczane są takie ilości dymu, że momentami zadymiona jest duża część ulicy. Muzyka gra na cały regulator. Człowiek próbuje przekrzyczeć nawet regionalną muzykę dochodzącą z Owczarni. Dodatkowo szczekają zabawkowe psy” - relacjonowała.
Jak podkreśliła kobieta, osoby odwiedzające Zakopane przyjeżdżają „nie po taki jarmark”, ale żeby „poczuć klimat tego miasta, jego tradycję, góralską muzykę i atmosferę, a to, co dzieje się w tym miejscu, jest po prostu dramatem". „Dziwię się, że mieszkańcom to nie przeszkadza i że do tej pory Straż Miejska czy Miasto Zakopane nic z tym nie zrobiły. My naprawdę nie potrzebujemy takich rzeczy. Przyjeżdżamy tutaj po Zakopane" - przyznała, zaznaczając, że głos turystów powinien zostać wysłuchany.
Lawina komentarzy pod postem o Zakopanem
Pod wpisem pojawiło się sporo komentarzy, w większości zgodnych z jego wymową. „Czegoś takiego nie spotkałam ani w miasteczkach w Karkonoszach, ani w Pieninach. Kocham Tatry całym sercem, w Zakopanem zawsze mam bazę, ale klimatu Zakopanego z wszechobecną tandetą nienawidzę” - pisała jedna z turystek. „Jeśli ktoś mi nie wierzy polecam przejść się nie tylko przez Krupówki ale i chodnikiem od ZOO do skoczni, stragany z rzeczami z Temu, strzelnice, kickery, boxery, jedno wielkie wesołe miasteczko, bałagan, tandeta i kicz” – dodała kolejna osoba.
„Jestem Zakopianką i też ta forma rozrywki przeszkadza mi, mieszkam przy ul. HR Władysława Zamoyskiego [...] i też na tej ulicy rozrasta się tandeta. To powinna być ulica reprezentacyjna, nie skażona takim handlem, jaki się rozrasta” - skomentowała z kolei mieszkanka miasta. Część internautów, krytykując tego typu praktyki handlowo-usługowe, zwróciła jednak uwagę, że to nic nowego i że już 30 lat temu w stolicy Tatr było mnóstwo stoisk z kiczowatymi i tandetnymi towarami.
Źródło: Radio ZET/Facebook