`

Uszkodzony „jacht Putina”. Prokuratura chce skazania polskiego kapitana

5 min. czytania
03.04.2024 06:48
Obserwuj nas na Google

Gdańska prokuratura domaga się ukarania polskiego kapitana za uszkodzenie jednego ze słynnych „jachtów Putina” – dowiedział się dziennikarz Radia ZET Maciej Bąk. Chodzi o wartą ponad 100 milionów dolarów jednostkę Graceful, która od niedawna nosi nazwę Kosatka i która zdaniem mediów nieformalnie należy do prezydenta Rosji. Kapitan został uniewinniony przez sąd pierwszej instancji, ale śledczy zaskarżyli decyzję sądu. To samo zrobiła firma, która jest właścicielem jachtu. Liczy na wielomilionowe odszkodowanie.

Jacht Putina
fot. Photo by mhobl/Flickr/https://creativecommons.org/licenses/by-nd/2.0/

Wielkość floty jachtów  Władimira Putina szacowana jest na co najmniej dziewięć jednostek. Próżno jednak szukać jego nazwiska w rejestrach właścicieli. Dzięki pracy rosyjskich niezależnych dziennikarzy oraz opozycjonistów wiemy, że firmy, do których oficjalnie należą jachty, są w różny sposób powiązane z Putinem, w związku z czym to prezydent Rosji jest nieformalnym właścicielem tych jednostek. Jedna z największych i najdroższych to Kosatka. Wcześniej nosiła nazwę Graceful, ale zmieniono ją kilkanaście miesięcy temu. Miało to związek z tym, że w styczniu 2022 roku, tuż przed agresją na Ukrainę, ten luksusowy „jacht Putina”, w obawie przed sankcjami został sprowadzony z Niemiec do Portu Kaliningrad w Królewcu. Ujawnili to współpracownicy Aleksieja Nawalnego, zmarłego niedawno w rosyjskim łagrze opozycjonisty i głównego przeciwnika politycznego Putina.

Redakcja poleca

Wartość Graceful/Kosatki niezależni rosyjscy publicyści szacują na ponad 100-120 milionów dolarów. Na przykład pojedynczy stolik kawowy – jak twierdzą media niepodlegające kontroli Moskwy – jest wart około 80 tysięcy dolarów. „Na najwyższym pokładzie znajduje się lądowisko dla śmigłowców o wadze do 3 ton. Zamontowano też specjalne wanny do kąpieli kontrastowych, które według autorów znajdują się wszędzie tam, gdzie mieszka i bywa Putin. W luksusy obfituje główny pokład, z 25-metrowym basenem, nad którym można wysunąć podłogę, zamieniając basen w parkiet do tańca czy salę kinową” – czytamy na stronie belsat.eu. Na jachcie znajdują się także między innymi opancerzone parasole, które mają chronić pasażerów przed ewentualnym atakiem.

Sprawa, którą opisujemy w Radiu ZET jako pierwsi, dotyczy zdarzenia sprzed 14 lat, kiedy to przyszły jacht Graceful był transportowany drogą morską z Rosji do Niemiec. Wtedy nosiła inną, roboczą nazwę Newbuilding Hull A7887 i składał się jedynie z wyprodukowanego w stoczni w Archangielsku kadłuba. Polski kapitan holownika dostał zadanie przetransportowania go do Hamburga, gdzie jacht miał zostać wyposażony.

Na wodach terytorialnych Norwegii pojawiły się problemy

Jak ustalił dziennikarz Radia ZET Maciej Bąk, zaczęło się od tego, że ma wysokości Lofotów, archipelagu na Morzu Norweskim u północno-zachodnich wybrzeży kraju zerwały się stalowe liny łączące holownik z kadłubem. Newbuilding Hull A7887 zaczął dryfować w kierunku lądu. Załoga próbowała go ratować, ale przez wysokie fale i silny wiatr trzeba było przerwać akcję. Holownik został skierowany do portu w Myre, a uszkodzony kadłub oparł się burtą o przybrzeżne kolumny skalne. Gdy pogoda się uspokoiła, kapitan ze swoimi ludźmi wznowili akcję, co okazało się skrajnie trudne, bo w międzyczasie rosyjska jednostka osiadła na skalnej wyspie. Załoga podjęła dwie nieudane próby podjęcia kadłuba. Dopiero po tygodniu przy pomocy specjalistycznego statku udało się przetransportować go do miejsca docelowego. Jacht, już pod nazwą Graceful, został zwodowany w stoczni w Hamburgu w 2014 roku.

Dla polskiego kapitana to był jednak dopiero początek kłopotów. Formalny właściciel jednostki, firma Olneil Assets Corp. z siedzibą w Tortola na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych skierowała sprawę do Izby Morskiej w Gdyni – dowiedziało się Radio ZET. Ta uznała winę kapitana w obu instancjach, ale decyzje izby zostały uchylone w 2013 roku przez Sąd Apelacyjny w Gdańsku. Następnym krokiem Rosjan, którzy próbowali obciążyć kapitana kosztami za wyrządzone szkody, było oddanie sprawy do sądu arbitrażowego. Tam, w 2017 roku, również ponieśli porażkę. Niedługo potem zdecydowali się zawiadomić prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwa przez kapitana. Podstawa prawna – umyślne spowodowanie katastrofy w ruchu morskim z wielkimi stratami w mieniu. Możliwa kara – do 10 lat więzienia.

Artykuł 173. Kodeksu karnego, paragraf 1: „Kto sprowadza katastrofę w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym zagrażającą życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu w wielkich rozmiarach, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 10”.

Prokuratura Rejonowa Gdańsk-Oliwa początkowo odmawiała zajęcia się sprawą. I to dwukrotnie. Ale jak wynika z ustaleń reportera Radia ZET, właściciel jachtu składał odwołania od tych decyzji i ostatecznie w sądzie w Gdańsku zapadło orzeczenie, by śledczy dogłębniej przyjrzeli się sprawie. W międzyczasie zmienił się prowadzący sprawę prokurator, który po zasięgnięciu opinii biegłego w kwietniu 2021 roku przedstawił kapitanowi zarzuty, a 30 czerwca 2021 roku skierował do sądu akt oskarżenia.

Zdaniem prokuratora kapitan „nie posiadając odpowiedniej wiedzy i doświadczenia oraz uprawnień do prowadzenia żeglugi wskazanym holownikiem na obszarze Morza Barentsa, Norweskiego i Północnego, naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu wodnym, zasady dobrej praktyki morskiej, w tym nawigacji oraz prowadzenia bezpiecznej żeglugi i sprowadził katastrofę w ruchu wodnym zagrażającą mieniu w wielkich rozmiarach”.

„Mając wiedzę o przetartych otulinach lin stalowych, które wcześniej samowolnie zamienił w miejsce planowanych do użycia łańcuchów oraz posiadając wiedzę o zapowiadanych niekorzystnych warunkach pogodowych, zaniechał sprawdzenia stanu lin stalowych szelek, nie zawinął do pierwszego możliwego miejsca schronienia, celem przeglądu stanu lejc i zmiany osprzętu holowniczego, a kontynuując żeglugę, zszedł z zaplanowanego kursu i prowadził zespół holowniczy zbyt blisko brzegu” – czytamy w akcie oskarżenia.

Wartość kadłuba wyceniono na 4.194.650,12 euro, co w tamtym czasie stanowiło równowartość 19.421.230 złotych.

Sprawa znalazła sądowy finał po ponad dwóch latach. – Wyrokiem z dnia 13 listopada 2023 roku Sąd Rejonowy Gdańsk-Północ w Gdańsku uniewinnił oskarżonego od zarzutu – przekazał Radiu ZET rzecznik Sądu Okręgowego w Gdańsku do spraw karnych Mariusz Kaźmierczak.

Obrońca kapitana, mecenas Jacek Potulski zwraca uwagę: – Sąd stwierdził, że czyn kapitana był czynem nieumyślnym. A że nie ma w kodeksie czegoś takiego jak nieumyślne uszkodzenie mienia, to zarzut prokuratora został odrzucony. Podobnie w przypadku kwalifikowania danego zdarzenia jako katastrofy. W ocenie sądu było to zdarzenie o zbyt małej skali, by uznać je za katastrofę w ruchu wodnym – podkreśla.

Problemy kapitana nie skończyły się jednak na listopadowym wyroku. Prokurator postanowił odwołać się od decyzji sądu. – W ocenie prokuratora sąd błędnie ocenił materiał dowodowy i niesłusznie uznał, że oskarżony nie wyczerpał znamion czynu z art. 173 § 1 Kodeksu karnego. Uznał, że zdarzenie nie było katastrofą, a uszkodzone mienie nie było wielkich rozmiarów. Prawidłowa ocena materiału dowodowego w ocenie prokuratora prowadzi do wniosku, że oskarżony wypełnił znamiona tego czynu, względnie innego czynu: zniszczenia mienia znacznej wartości – mówi Radiu ZET rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gdańsku Grażyna Wawryniuk.

Prokurator wniósł o uchylenie wyroku i przekazanie sprawy do ponownego rozpoznania

Obrońca kapitana dziwi się postępowaniu prokuratora. Zwraca przy tym uwagę na obecny kontekst tej sprawy, na międzynarodowe sankcje nałożone na Rosję i rolę Putina w inwazji na Ukrainę. – Zupełnie poważnie uważam, że w takiej sytuacji nieprzyzwoite jest ściganie polskiego kapitana, któremu przypisuje się uszkodzenie jachtu największego zbrodniarza na świecie – komentuje mecenas Potulski w rozmowie z reporterem Radia ZET. – Są sytuacje, takie jak ta, w których prokuratura w Polsce powinna zastanowić się nad swoją rolą. Jaką wartością jest uporczywe ściganie Polaka za zniszczenie mienia Putinowi? Zwłaszcza, że wyrok sądu pierwszej instancji pięknie wskazuje, że czynu zabronionego w tej sprawie nie było – dodaje.

Proces odwoławczy kapitana ma rozpocząć się za kilka tygodni.

Źródło: Radio ZET

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET