Włochy: Narciarz z Polski zmarł po tym, gdy porwała go lawina
20-letni narciarz z Polski zmarł w poniedziałek w wyniku obrażeń odniesionych w lawinie, która go porwała na lodowcu Presena na północy Włoch. Polak z bratem jeździli na nartach poza wyznaczoną trasą. Bratu ofiary nic się nie stało - podały włoskie media.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Polski narciarz zginął w wypadku na lodowcu na granicy Lombardii i Trydentu; został porwany przez lawinę podczas jazdy poza trasą.
- Pomimo błyskawicznej akcji ratunkowej, w której uczestniczyli narciarze i żołnierze z oddziału alpejskiego, ofiary nie udało się uratować.
- Dochodzi do śledztwa prowadzonego przez karabinierów w sprawie tragicznego wypadku; ofiary były wyposażone w standardowy sprzęt, ale znajdowały się poza wyznaczoną trasą.
Do wypadku doszło na lodowcu, znajdującym się na granicy między prowincją Brescia w Lombardii a Trydentem - wyjaśnił dziennik „La Repubblica” na stronie internetowej.
Polski narciarz został porwany i zasypany przez lawinę, kiedy zjeżdżał z bratem żlebem tuż obok trasy narciarskiej na wysokości około 2700 metrów nad poziomem morza.
Błyskawiczna akcja ratunkowa na lodowcu
Alarm podnieśli inni narciarze obecni w pobliżu i żołnierze z oddziału alpejskiego, pełniący służbę w rejonie stoku narciarskiego.
Gdy na miejsce dotarło dwóch ratowników górskich, zastali brata ofiary, który próbował odkopać go spod śniegu.
Natychmiast powiadomiono centralę ratunkową, która wysłała helikopter z zespołem ratowniczym i psem lawinowym.
Młody narciarz został wydobyty spod śniegu nieprzytomny, w stanie zatrzymania krążenia. Ratownicy rozpoczęli reanimację, a po dotarciu zespołu medycznego został przetransportowany śmigłowcem do szpitala w Trydencie, gdzie trafił w stanie krytycznym. Zmarł wkrótce po przybyciu do szpitala.
Trudne warunki poza trasą narciarską
- Obaj mieli standardowy sprzęt, ale znajdowali się poza trasą. Kiedy ratownicy dotarli na miejsce, brat ofiary zdołał już odnaleźć go i udrożnić drogi oddechowe, ale od razu było jasne, że stan chłopaka jest bardzo ciężki – wyjaśnił cytowany przez gazetę radny z pobliskiej gminy Ponte di Legno - Andrea Zampatti.
Dodał: – Ratownicy ruszyli na pomoc natychmiast, bo żleb, w którym jechali narciarze, znajduje się bardzo blisko tras, zaś obsługa wyciągów widziała całe zdarzenie. Niestety nie dało się nic zrobić.
Dochodzenie w sprawie wypadku prowadzą karabinierzy
Źródło: Radio ZET/PAP
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET