Za dużo alertów RCB? Ekspert mówi, co powinny zawierać komunikaty służb
Alerty RCB, które w ostatnich dniach nawet kilka razy dziennie przychodziły do mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia, mogły zacząć wywoływać skutki odwrotne do zamierzonych – lęk, panikę, a czasem zobojętnienie. Zwłaszcza, jeśli w komunikatach nie ma wyraźnych wskazówek, jak się zachować. - Rzeczywiście jest tak, że jeśli mamy tego dużo, może to osłabiać naszą czujność. Ludzie zaczynają to traktować jako element krajobrazu, swoiste tło codzienności. I tu reakcją może być zarówno niepokój, jak i uspokojenie, rozprężenie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Konrad Maj, psycholog z Uniwersytetu SWPS w Warszawie.
Z tego artykułu dowiesz się:
- Jak mieszkańcy reagują na częste alerty RCB.
- Dlaczego częste alerty mogą prowadzić do zobojętnienia.
- Jakie działania Rosji mogą wpływać na intensywność alertów.
- Co zaleca się w komunikacji z dziećmi na temat zagrożeń.
Coraz więcej alertów RCB. Grozi nam panika czy zobojętnienie?
"Uwaga! Rosyjski atak powietrzny na terenie Ukrainy. Sytuacja jest monitorowana. W przestrzeni RP operuje polskie lotnictwo. Oczekuj dalszych komunikatów". SMS-y o tego typu treści regularnie w ostatnich dniach otrzymywali mieszkańcy Lubelszczyzny i Podkarpacia. Czasem dwa, trzy albo więcej razy razy dziennie. Zdarzało się, że alerty te równie szybko były odwoływane, zanim nawet niektóre media zdążyły opublikować informację na ten temat. Choć ostrzeżenia mają zwiększać bezpieczeństwo w związku z działaniami Rosji przy granicy Polski, wielu mieszkańców przyznaje, że zaczynają odczuwać zmęczenie i frustrację. Istnieje też ryzyko, że nagromadzenie tego typu alertów sprawi, że część obywateli zobojętnieje na zagrożenie i w godzinie prawdziwego niebezpieczeństwa zignoruje komunikaty służb.
- Rzeczywiście jest tak, że jeśli mamy tego dużo, może to osłabiać naszą czujność. Tak wynika z badań - ludzie zaczynają to traktować jako element krajobrazu, swoiste tło codzienności. I tu reakcją może być zarówno niepokój, jak i uspokojenie, rozprężenie – mówi w rozmowie z RadioZET.pl dr Konrad Maj, psycholog, kierownik Centrum Innowacji Społecznych i Technologicznych HumanTech na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Dodaje, że jeśli komunikat informuje o jakimś niebezpieczeństwie, może przy tym „dawać poczucie, że służby są przygotowanie, że ktoś to monitoruje”.
Zwraca przy tym uwagę na fakt, iż część osób, do których kierowane są alerty, uzna, że „zagrożenie bezpośrednio ich nie dotyczy”. - Ludzie potrzebują ocenić wiarygodność tych komunikatów, np. patrząc przez okno, szukając dodatkowych informacji, pytając bliskich. Chcą się zorientować, czy im osobiście realnie coś zagraża. Stąd pytanie: jak te komunikaty powinny być skonstruowane? Żeby z jednej strony nie wzbudzały przesadnej paniki, a z drugiej sprawiały, że ludzie jednak reagują i pozostają czujni – tłumaczy Maj.
Jego zdaniem kluczowe przede wszystkim jest to, by alerty - takie, jak te wysyłane przez RCB – nie pozostawiały żadnych wątpliwości ani domysłów. - Żeby wskazywały konkretnie, kogo dotyczą, w jakim czasie i co dokładnie mamy robić. Żadnych uogólnień czy niedopowiedzeń, za to precyzyjne wskazówki. Nie chodzi o to, by maksymalizować strach, bo on nie jest tutaj pomocny, tylko żeby połączyć poczucie zagrożenia z poczuciem sprawczości – wyjaśnia ekspert, podkreślając, że „aspekt czasowy jest o tyle istotny, że ludzie nie mogą cały czas pozostawać w gotowości”.
Rosja prowokuje?
Nie da się ukryć, że część z tych alarmów może być efektem prowokacyjnych działań ze strony Rosji. Na Kremlu wiedzą bowiem, że ataki na Ukrainę blisko granicy z Polską mogą wzbudzić w naszym kraju z jednej strony powszechną panikę, z drugiej zaś zasiać w społeczeństwie wątpliwość, czy warto pomagać Ukrainie i „przyczyniać się do przedłużania tej wojny”. Na ten kontekst również zwraca uwagę dr Maj. - Widać, że Rosja próbuje nas w jakiś sposób prowokować, testuje nasze systemy powiadomień oraz reakcje społeczne. Chodzi o to, by spowodować, że będą się czuli, iż żyją w zagrożeniu. Że jesteśmy wręcz w stanie wojny i być może z tego powodu np. będziemy mniej skłonni do wspierania Ukrainy, będziemy uznawać, że może lepiej, by ona skapitulowała i „być może to jest najlepsze wyjście” – przyznaje.
Zaznacza, że z uwagi na ryzyko, iż część obywateli może w chwili prawdziwie kryzysowej sytuacji zareagować obojętnością, dobrym pomysłem byłoby wprowadzenie do systemu ostrzegania kategoryzacji prawdopodobieństwa. - Tak samo jak np. przewidujemy pogodę i oceniamy prawdopodobieństwo opadów deszczu, to w tym przypadku być może również powinno się zastosować ocenę takiego prawdopodobieństwa – proponuje. Zauważa przy tym, że „w przestrzeni publicznej przydałyby się lepsze instruktaże dotyczące tego, jak należy się zachować w sytuacjach kryzysowych”. - Bo na razie ludzie nie za bardzo wiedzą, co mają robić, Dostają komunikaty i tyle. Przypuszczam, że dla wielu z nich może to być na tyle denerwujące, że po jakimś czasie przestają to w ogóle czytać – mówi psycholog.
Co z najmłodszymi?
Pojawia się jeszcze pytanie, co z dziećmi? To one są najbardziej wrażliwe i najmocniej narażone na stres, spowodowany poczuciem zagrożenia. Co robić, żeby tego stresu i paniki wśród najmłodszych nie wzmacniać? - Dziecko powinno dostawać w informacji taki pakiet potencjalnych zagrożeń, które mieszczą się w standardach. Np. że po prostu czasami tak się zdarza, że są jacyś „źli ludzie, którzy nie do końca nas lubią i oni działają w stosunku do nas tak, by nam zrobić krzywdę”. I dlatego np. powinniśmy się przed nimi schować i nic nam się nie stanie – podkreśla.
- Przecież dzieci często dostają cały instruktaż, szkolenie np. na temat przechodzenie przez ulicę. I to nie jest tak, że panikują na widok samochodu panikują, tylko są w stanie odpowiednio zareagować, wiedzą, co mają robić. Tu jest podobnie. Na pewno nie należy ukrywać, że takie zagrożenia istnieją, że mogą się zdarzyć, ale na pewno nie powinno się potęgować niepotrzebnych emocji. To byłby rozsądny kompromis – podsumowuje rozmówca RadioZET.pl.
Źródło: Radio ZET
Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?
Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET