`

"Zapytałem, czy chłopiec oddycha. Powiedzieli, że nie żyje". 4-latek zginął pod kołami tramwaju

2 min. czytania
13.05.2024 16:33
Obserwuj nas na Google

W Sądzie Rejonowym dla Warszawy Pragi-Północ odbyła się druga rozprawa w sprawie tragicznej śmierci 4-latka, który zginął pod kołami tramwaju na ul. Jagiellońskiej. - Widziałem, jak chłopiec zaklinował się jedną nogą w mocowaniu drzwi - powiedział na sali sądowej jeden ze świadków.

Miejsce tragedii
fot. Pawel Wodzynski/East News

4-latek zmarł ciągnięty przez tramwaj

Do tragedii doszło w sierpniu 2022 roku. 4-letni chłopiec zginął pod kołami tramwaju na ul. Jagiellońskiej w Warszawie. Oskarżonym w procesie jest motorniczy, który tamtego dnia kierował pojazdem. Postępowanie ma wyjaśnić, czy dziecko mogło wpaść pomiędzy peron a skład tramwaju i czy było widoczne dla motorniczego. 

Redakcja poleca

"Super Express" informuje, że w poniedziałek na sali zeznawali świadkowie zdarzenia, którzy przypadkowo znaleźli się na miejscu. Pierwsza zeznawała babcia tragicznie zmarłego chłopca. Na czas jej wypowiedzi sąd utajnił rozprawę. Następnie głos zabrała 25-latka, która jechała tramwajem tamtego feralnego dnia.: - Jechałam odebrać dyplom z uczelni. Wysiadłam na przystanku. Nagle usłyszałam krzyk. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam panią, która się przewróciła. Krzyczała. Próbowałam podejść i jej pomóc. Wtedy zauważyłam tramwaj, który odjeżdża ciągnąc za sobą chłopca.

- Jechałem tego dnia do pracy. Na przystanku PIMOT zauważyłem tramwaj starego typu. Wysiadła z niego babcia, za nią dziecko. Chłopiec miał problem z wyjściem, jego nóżka zakleszczyła się w dolnym mocowaniu drzwi, a drugą miał już na peronie. Babcia próbowała go oswobodzić ciągnąc za rączkę. Drzwi się zamknęły i tramwaj ruszył. Kobieta zaczęła uderzać w obudowę tramwaju, żeby zwrócić na siebie uwagę. Nie przyniosło to skutku – powiedział 31-latek. Gdy zobaczył, że pojazd ciągnie 4-latka po torowisku ruszył za tramwajem - informuje "Super Express" 

- Próbowałem zrównać się z pierwszym wagonem. Trąbiłem i migałem światłami, ale nie przyniosło to skutku. Po przejechaniu ok. 300 m tramwaj zatrzymał się. Zaparkowałem swoje auto i pobiegłem na miejsce. Była tam już grupa ludzi, próbowali pomóc dziecku. Zapytałem, czy chłopiec oddycha. Powiedzieli, że nie żyje - dodał kierowca.

Źródło: Radio ZET/"Super Express"

Nie przegap

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET