10-latek na skraju śmierci błąkał się po ulicy. "Błagam, nie zabierajcie mnie do domu"

2 min. czytania
18.05.2023 08:28
Obserwuj nas na Google

Bosy 10-latek błąkał się po ulicach, gdy dotarli do niego policjanci, ten zaczął ich błagać, by nie zabierali go do domu. Dziecko było skrajnie niedożywione i ważyło zaledwie 16 kilogramów. Miało też obrażenia wskazujące na pobicie. Odpowiedzialni za doprowadzenie syna na skraj śmierci są najprawdopodobniej rodzice, którzy zostali oskarżeni o usiłowanie zabójstwa.

10-latek błąkał się po ulicy
fot. Christopher Oquendo / SplashNews.com/East News (zdj. ilustracyjne)

Policjanci z hrabstwa Spaldnig w stanie Georgia w USA odebrali zgłoszenie dotyczące małego chłopca, który błąkał się boso po ulicach. O sprawie poinformował - jak się później okazało - jeden z sąsiadów rodziny 10-latka. Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce i zobaczyli dziecko, wpadli w osłupienie. 

10-latek błąkał się po ulicy. Ważył 16 kilogramów

10-latek był skrajnie niedożywiony, miał też liczne urazy, które sugerowały, że mógł zostać pobity. "The Mirror" informuje, że chłopiec ważył zaledwie 16 kilogramów. Dziecko błagało policjantów, którzy go odnaleźli, by nie zmuszali go do powrotu do domu. Został przewieziony do szpitala, gdzie dochodzi do zdrowia. 

Odpowiedzialności za doprowadzenie dziecka na skraj śmierci nie unikną rodzice 10-latka. Tyler i Kristie Schindley usłyszeli zarzuty usiłowania zabójstwa, znęcania się nad dziećmi i bezprawnego pozbawienia wolności. W trakcie śledztwa wyszło bowiem na jaw, że poza obrażeniami i niedożywieniem, chłopiec był też przetrzymywany w swojej sypialni bez dostępu do artykułów pierwszej potrzeby. 

Redakcja poleca

"Gdyby nie uciekł z domu, mogło dojść do tragedii"

Sprawa wstrząsnęła zarówno władzami, jak i lokalną społecznością, która nie była świadoma dramatu dziecka. - Naprawdę wierzę, że gdyby ten chłopiec nie uciekł z domu, ta historia mogłaby się skończyć tragicznie - powiedziała prokurator Marie Border. Dodała, że dziecko było "głodzone na śmierć".

Jedna z sąsiadek rodziny powiedziała, że "jest w szoku i nie wierzy w to, co się wydarzyło". - Widziałam go kilka razy na ulicy, miał na sobie za duże ubranie, więc sądziłam, że to po prostu jedno z ich młodszych dzieci - mówiła. Media dodają, że w rodzinie było w sumie pięcioro dzieci, które rzadko miały kontakt z sąsiadami. Wszystkie trafiły pod opiekę fundacji Georgia's Division of Family and Children Services.

RadioZET.pl/"The Mirror"

Byłeś świadkiem czegoś niespodziewanego? Masz temat, którym powinniśmy się zająć?

Zgłoś sprawę przez Czerwony telefon Radia ZET